
Dziś coraz częściej pojawia się pytanie, które jeszcze kilka lat temu uznawano za niewygodne: czy Polska powinna w przyszłości oczekiwać rekompensaty za część kosztów poniesionych w związku z wojną?
To nie jest pytanie o moralność. To pytanie o odpowiedzialność za finanse publiczne.
Każde państwo ma obowiązek prowadzić politykę zagraniczną w taki sposób, aby uwzględniała ona przede wszystkim interes własnych obywateli. Oznacza to, że obok solidarności powinien istnieć również rachunek ekonomiczny. Polskie pieniądze nie spadły z nieba. Pochodziły z podatków płaconych przez przedsiębiorców, pracowników, emerytów i wszystkich obywateli.
Jeżeli Polska przeznaczyła na pomoc Ukrainie wielomiliardowe środki, to naturalnym elementem przyszłych rozmów powinno być pytanie, czy i w jaki sposób część tych kosztów może zostać zrekompensowana. Nie musi to oznaczać jednorazowego przelewu. Możliwe są różne rozwiązania: wieloletnie rozliczenia, preferencje gospodarcze, udział Polski w odbudowie Ukrainy, pierwszeństwo dla polskich przedsiębiorstw przy realizacji inwestycji czy inne mechanizmy uzgodnione między państwami.
Tak właśnie postępują państwa kierujące się własnym interesem narodowym.
Nie ma nic kontrowersyjnego w stwierdzeniu, że polski podatnik ma prawo oczekiwać, iż miliardy wydane podczas wojny przyniosą Polsce również wymierne korzyści w przyszłości. W polityce międzynarodowej wdzięczność jest wartością, ale trwałe relacje buduje się przede wszystkim na konkretnych zobowiązaniach i wzajemnych interesach.
Równie ważna jest kwestia przyszłego członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej. Polska ma prawo przedstawiać własne warunki i oczekiwania. Zgoda na rozszerzenie Unii nie jest obowiązkiem żadnego państwa członkowskiego. To decyzja polityczna, która powinna uwzględniać bezpieczeństwo, sytuację gospodarczą oraz interesy kraju wyrażającego zgodę.
Jeżeli Polska uzna, że jednym z warunków poparcia dla integracji Ukrainy z Unią Europejską powinno być uregulowanie określonych zobowiązań finansowych lub wypracowanie mechanizmu rekompensaty za poniesione koszty, ma prawo taki postulat przedstawić przy stole negocjacyjnym. Ostatecznie byłaby to kwestia negocjacji między państwami, a nie jednostronnego żądania.
Nie oznacza to braku solidarności z narodem ukraińskim. Oznacza jedynie, że solidarność nie powinna wykluczać odpowiedzialności za własne finanse publiczne. Państwo, które wydaje miliardy złotych z pieniędzy swoich obywateli, ma obowiązek zadbać o to, aby w przyszłości możliwie jak najlepiej zabezpieczyć ich interes.
W polityce nie ma nic niewłaściwego w zadawaniu pytania: „Co zyska na tym Polska?”. Wręcz przeciwnie – właśnie od tego są wybierane władze. Pomoc udzielona w czasie wojny była decyzją polityczną. Dziś równie polityczną decyzją powinno być wypracowanie takich warunków współpracy z Ukrainą, aby polscy podatnicy nie pozostali jedynymi, którzy ponieśli jej ekonomiczne konsekwencje.
Pomoc okazywana w chwili próby świadczy o sile i solidarności narodu. Jednak po zakończeniu wojny przyjdzie czas na rozmowę o rozliczeniach, odbudowie i wzajemnych zobowiązaniach. W interesie Polski jest, aby była to rozmowa oparta nie tylko na emocjach, ale również na chłodnym rachunku ekonomicznym i długofalowym interesie państwa.
Piotr Tański


Komentarze
Pokaż komentarze (12)