Obejrzałem wczoraj film Ewy Ewart „W milczeniu”. Na łamach prasy, Autorka mówi o swoim dziele jako o obrazie „głęboko osobistym”. I faktycznie, przez cały czas miałem wrażenie, że wchodzę komuś zbyt głęboko w prywatność, że Ich ból, Ich cierpienie jest Ich i tylko Ich i nikt nie ma prawa tego upowszechniać. Pojawiła się jednak zaraz taka usprawiedliwiająca sumienie myśl, że gdyby nie chcieli dzielić się swoim cierpieniem z nami, to zwyczajnie by się nie dzielili i tyle. Oglądałem więc do końca i momentami łza w oku się zbierała...
„To jest film o człowieku, nie o polityce. Po co miałabym dolewać oliwy do ognia, który i tak jest już rozbuchany? Teraz to już jest pożar i chyba nie ma straży pożarnej, która mogłaby sobie z nim poradzić” – mówi Pani Ewart. Czy aby na pewno nie jest to obraz o polityce? Już po tym jednym, pełnym emocji seansie jestem w stanie wskazać kilka momentów, które zadają kłam deklaracji Autorki.
Mamy oto np. zgrabnie wklejony fragment sławnego filmu „Samolot płonie”, który zarejestrował telefonem komórkowym nieznany świadek kilka minut po katastrofie. Oryginalna ścieżka dźwiękowa została jednak bezczelnie przemontowana, zmanipulowana i wyczyszczona z odgłosów strzałów! Tak się nie robi z dokumentem! To jest zwykłe fałszerstwo, którego nie dokonuje się bez powodów! Co kierowało Twórcami filmu? Czemu zakłamują historię, zamazują fakty?!
Chwilę potem oglądamy szczątki samolotu – przykryte brezentem, ogrodzone... W całym filmie nie ma ani jednego ujęcia pokazującego niezabezpieczony wrak, tak jak to było przez długie miesiące: niszczejący, rozkradany, kawałek po kawałku, dzień po dniu, deszcz po deszczu tracący wagę dowodu...
W końcu sprawa tzw. „Obrońców krzyża”. Całkowicie jednostronne i tendencyjne ukazanie tematu. Ani słowa o oddawaniu moczu na krzyż, o puszkach po piwie „Lech”, o zaczepkach i aktach chuligańskich... Jest za to o zdjęciu, które Wdowa chciałaby zabrać, o nienawiści i podziałach...
Przykro mi, że w tym filmie zobaczyłem twarze osób, które darzę ogromnym szacunkiem, z którymi naprawdę jednoczę się w bólu, za które się modlę...
Może na koniec warto raz jeszcze zacytować Ewę Ewart, która sama, zapewne mimowolnie zrecenzowała swój film: „To dramat tych 96 rodzin, które jest wykorzystywany w celach politycznych. Moi bohaterowie mają tego pełną świadomość, i bardzo ich to boli. Oni się o to nie dopominali, nie manipulowali tą tragedią - to nimi manipulowano”.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)