Naczelna Prokuratura Wojskowa będzie badać „Białą Księgę” zespołu Macierewicza „pod kątem ewentualnego ujawnienia materiałów z ich śledztwa, w tym prokuratorskich akt”[1] – informuje TVN24. Oczywistym jest, że śledztwo to łączy się ze sprawą samowolnego odsunięcia prokuratora Marka Pasionka od śledztwa smoleńskiego, przez szefa prokuratury wojskowej Krzysztofa Parulskiego. Jak twierdzi prokurator Małgorzata Bednarek Parulski tym samym „złamał paragraf 81 wewnętrznego regulaminu prokuratury, który mówi, że o szczególnie ważnych decyzjach trzeba informować bezpośrednio przełożonego, w tym przypadku przełożonym był Prokurator Generalny. Krzysztof Parulski tego nie zrobił, podejmując decyzję dotyczącą najważniejszego śledztwa, jakie się toczy w Polsce. Poinformowania prokuratora Andrzeja Seremeta wymagałaby nawet kultura i zwykła przyzwoitość. Poza tym Prokurator Generalny powinien ocenić, czy zawieszenie odbyło się z zachowaniem należytej staranności”[2].
Aby lepiej zrozumieć motywy działania naczelnego prokuratora wojskowego trzeba odpowiedzieć na pytanie: kim jest gen. bryg. Krzysztof Parulski nazywany przez przeciwników IVRP, „żywym symbolem sprzeciwu wobec upolityczniania prokuratury za czasów Zbigniewa Ziobro”[3]? Niewiele informacji można znaleźć na jego temat w Internecie. Wiadomo jedynie, że urodził się 24 stycznia 1957 roku. W 1980 roku ukończył Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, a rok później Centrum Szkolenia Oficerów Politycznych – Szkoły Podchorążych Rezerwy w Łodzi. Jeszcze na studiach wstąpił do PZPR, w której szeregach był do końca PRL. Na rozpoczęcie kariery w prokuraturze wojskowej zdecydował się w stanie wojennym. Warto pamiętać, że w tym czasie prowadzono czystki nawet w szeregach PZPR, co zaowocowało złożeniem legitymacji partyjnych przez 850 tys. jej członków. Zostali sami „pewni” i lojalni. Parulski służył w wojsku w pionie politycznym, który zajmował się indoktrynacją ideologiczną żołnierzy[4]. Egzamin prokuratorski zdał w 1983 roku. Do roku 1996 sprawował różne funkcje w Prokuraturze Wojsk Lotniczych. W latach 1996-2003 był zastępcą wojskowego prokuratora garnizonowego w Poznaniu, a później do 2005 roku zajmował stanowisko wojskowego prokuratora garnizonowego w Warszawie. Następnie, przez blisko trzy lata, służył w Wojskowej Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu. W lutym 2008 roku objął stanowisko Naczelnego Prokuratora Wojskowego[5]. Na obchody 90-lecia prokuratury wojskowej, które obchodzono na początku 2009 roku, zaprosił stalinowskich prokuratorów, w tym Mariana Rybę, przeciwko któremu pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej prowadził dochodzenie w związku z jego udziałem w powojennych procesach AKowców. Niedługo po Katastrofie Smoleńskiej, 14 czerwca 2010 r. umorzył tajne śledztwo w sprawie związków byłych szefów WSI (Konstantego Malejczyka i Kazimierza Głowackiego) z nielegalnym handlem bronią w latach 90. Oficjalnym powodem był „brak cech przestępstwa”. Minister Bogdan Klich nie skorzystał z prawa odwołania przez co postanowienie prokuratury wojskowej stało się prawomocne. Jak wyznał wówczas z rozbrajającą szczerością rzecznik MON Janusz Sejmej, minister Klich nawet nie przyjrzał się sprawie, bo „po wieloletnim śledztwie uznaje i szanuje decyzję niezależnej prokuratury wojskowej”[6].
Za rządów Parulskiego w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej rozgorzał konflikt między nim, a pracującymi w niej cywilami. Większość odeszła. Ostatnim był, wsławiony walką z przestępczością zorganizowaną, w tym ze znanymi z afery Orlengate Andrzejem Kuną i Aleksandrem Żaglem prokurator Marek Pasionek[7]. Już wcześniej, jak donosił "Dziennik Gazeta Prawna" szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej Krzysztof Parulski dyskredytował nadzorującego śledztwo smoleńskie prokuratora Pasionka. Tłem konfliktu była wzajemna niechęć i różnice polityczne. Spirala animozji nakręciła się już tak mocno, że w sprawie musiał interweniować prokurator generalny Andrzej Seremet[8]. Wreszcie odsunięcie Marka Pasionka od śledztwa smoleńskiego, które nie było konsultowane z prokuratorem generalnym zakończyło, jak się wydaje ten wielomiesięczny spór. Jednak głównym powodem tego kontrowersyjnego ruchu mógł być fakt, że Pasionek dążył do postawienia zarzutów szefowi MON Bogdanowi Klichowi i szefowi kancelarii premiera Tomaszowi Arabskiemu[9], a jego ubiegłoroczne, nieco przebrzmiałe już kontakty z przedstawicielami ambasady USA były dla Parulskiego jedynie wygodnym pretekstem.
Krzysztof Parulski może czuć się zobowiązany do lojalności wobec dziś rządzącej elity. To właśnie prezydent Komorowski dał mu wymarzony awans, którego przez lata odmawiał śp. Lech Kaczyński. Ten sam prezydent, który jako jedyny „platformers” sprzeciwiał się rozwiązaniu zdegenerowanej, przeżartej korupcją i uwikłanej w mafijne interesy WSI, w której zapewne służyło wielu bliskich przyjaciół generała. Również Prezes Rady Ministrów Donald Tusk, który w 2008 roku powołał go na Naczelnego Prokuratora Wojskowego ma przez to zapewnioną jego wdzięczność. A przecież prokurator powinien być wolny od wpływów, niezawisły, niezależny, obiektywny... Parulski akurat miał z tym problem już wcześniej, bo w 2007 roku Niezależne Stowarzyszenie Prokuratorów „Ad Vocem” skierowało m.in. do niego „Apel o zachowanie etycznych postaw”. Niedawno w liście otwartym postanowili mu przypomnieć jego treść: „Przypominamy w ślad za tym historycznym apelem, że do najważniejszych ustawowych zasad ustroju polskiej prokuratury należy zakaz przynależności partyjnej prokuratorów oraz zakaz brania udziału w jakiejkolwiek działalności politycznej, a także obowiązek kierowania się zasadą bezstronności i równego traktowania wszystkich obywateli. Obliguje to prokuratorów, w tym i Pana do działania ponad wszelkimi politycznymi układami i oczekiwaniami(…) Nic nie może zdjąć z prokuratorów w tym i Pana obowiązku pracy rzetelnej, obiektywnej i opierającej się wyłącznie na przepisach ustawowych, bezstronnej i wolnej od spełniania politycznych czy partyjnych oczekiwań(…) Pragniemy podkreślić, że jest Pan prokuratorem Rzeczypospolitej Polskiej, a nie partii, rządów czy ministrów”[10].
Czy zatem, w kontekście powyższych faktów, mogą dziwić kolejne czynności podejmowane przez NPW przeciwko opozycyjnej partii, jej przedstawicielom i raportom?
Na koniec warto przypomnieć, że Art.54 Konstytucji RP w p.1. zapewnia każdemu „wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”[11].


Komentarze
Pokaż komentarze (14)