5 obserwujących
101 notek
96k odsłon
  448   0

Wstrzymując oddech w zapiętych pasach

Pan bloger Tadeusz Tumalski postraszył mnie pod moją ostatnią notką, dotyczącą elektrycznego modelu wszechświata, żebym pasy zapiął. Dwa dni potem dodałe jeszcze, żebym wstrzymał też oddech wstrzymał, "bo mi się przyda, oj przyda". Co prawda nic więcej się jak dotąd nie dowiedziałem, ale mam prawo podejrzewać, że pan Tadeusz szykuje jakąś straszliwą ripostę, obracajacą w perzynę oparty na elektryczności model funkcjonowania Wszechświata. Cóż, póki nie wiem, z czym będę miał do czynienia, mogę mieć tylko nadzieję, że będzie miał on dostatecznie dużo odpowiednich materiałó, aby tego dokonać. Bo, jak na razie, modele astrofizyki głównego nurtu leżą i kwiczą, podczas gdy model elektryczny skutecznie tłumaczy zawiłosci z kosmicznych otchłani.

Żeby nie być gołosłownym - skończyłem dzisiaj tłumaczyć fragment strony dr Donalda Scotta, poświęcony tzw "ewolucji gwiazd". Omówiony został diagram Hertsprunga-Russela, będący podstawą współczesnej astronomii, oraz jego konwencjonalna interpretacja. Na diagramie tym, gwiazdy rodzą się z lewe na górze, jako młode i pełne paliwa, następnie, pomały się wypalając, zmierzają "ciągiem głównym" ku prawej stronie na dół, kończąc jako czerwone lub brązowe karły (tzn to moje półświadome dopowiedzenie tego, co napisał Scott. Bloger @Kierdel poprawił mnie, że taki scenariusz jest od dawna nieaktualny, gwiazd nie ewoluują wzdłóż ciągu, tylko wpoprzek. Tym niemniej z tego, co wiem, jasne, niebieskie gwiazdy wciąż są określane młodymi).

Diagram Hertsprunga-Russela

Pierwszym zasadniczym problemem, wskazanym przez Scotta, jest praktycznie brak progu, za którym następuje wygaszenei reakcji termojądrowej. Najzimniejsze odkryte dotąd brązowe karły miały temperaturę w zakresie 1000K. Model elektryczny nie ma z tym problemu, gdyż nie ma dolnego limitu masy ani temperatury, żeby obiekt był gwiazdą. Przejscie z planety do gwiazdy jest płynne, i polega na ilości prądu przepływającego przez powierzchnię obiektu.

Warto tutaj wspomnieć, że niektóre gazowe olbrzymy naszego Układu Słonecznego emitują więcej energii, niż jej otrzymują od Słońca. Przyczyn takiego stanu rzeczy na razie nie wyjaśniono.

Na prawym końcu "ciagu głównego" następuje jego gwałtowne obniżenie. Model elektryczny przewiduje tak stan rzeczy, gdyż jasnosć gwiazd zależy od trybu, w jakim "pracuje" plazma.  Na lewo od obniżenia jest to tryb łuku elektrycznego. Na prawo - tryb żarzenia. Przeskok pomiędzy nimi jest raptowny i wynika z charakterystyki plazmy. Tryb żarzenia ma na prawdę niewielką jasność - jego przykładem jest korona słoneczna (a jej fotosfera jest przykładem łuku).

NASA (pan @Tedeusz poprawił, że  K. Strassmeier, co widać Scott przeoczył) odkryła niedawno ciekawą gwiazdę, "w połowie przykrytą plamą". Z punktu widzenia modelu elektrycznego, gwiazda ta jest w połowie przykryta fotosferą, gdyż plama to miejsce pozbawione strefy łuku elektrycznego. Gdy natężenie prądu na jednostkę powierzchni rośnie, gwiazda zaczyna pokrywać się stopniowo fotosferą - nie cała na raz, gdyż, jak już wspomnieliśmy, przejście miedzy trybami jest gwałtowne.

Scott pisze, i chyba nikt nie zaprzeczy , że taka jest teoria, iż termonuklearna gwiazda w trakcie swojej ewolucji potrzebuje setki tysięcy lat na posunięcie się odrobinę na diagramie H-R (bloger @Kierdel porawia, że w obecnych modelach gwiazdy potrafią się ruszać nieco szybciej, np w fazę supernowej). Następnie podaje przykłady gwiazd, które dokonały szybkiego przeskoku w całkiem inne miejsca diagramu: FG Strzelca, której zajęło to ok wieku, V 605 Orła, V 4334 Strzelca oraz V 838 Jednorożca, która dokonała transformacja w zaledwie miesiąc. Zapewne giwazdy te nie nie zostały należycie poinformowane, że nie powinny tak się zachowywać...

O zasadach dobrego zachowania zapewne zapomniały również jasne, "młode" gwiazdy pierwszej populacji, odnajdywane w gromadach kulistych i jądrach galaktyk eliptycznych, które zawierać mają ponoć tylko "stare" gwiazdy drugiej populacji. Model elektryczny nie ma problemu z wyjaśnieniem, dlaczego w galaktykach spiralnych jaśniejsze gwiazdy znajdują się w ramionach, Tam po prostu płynie silniejszy prąd.

Układy podwójne

Okazuje się, że zarówno gwiazdowe układy podwójne, jak i planetarne gazowe olbrzymy, krążące niemożliwe blisko gwiazd macierzystych, nie są niczym niezwykłem na niebie. Jest to naturalna konsekwencja teorii dzielenia się gwiazd pod pwływem zbyt dużego przepływu prądu przez nie. Układy podwójne, które oddziałują się sobą elektrycznie, są też dobrymi kandydatami na pulsary. Co ma nam w tej kwestii do zaoferowania astrofizyka głównego nurtu? Z planetami "muskającymi" gwiazdy w ogóle sobie nie radzi, zaś na wytłumaczenie pulsarów, z których niektóre mają wirować z prędkością wiertła dentystycznego, wymyślono ad-hoc materię neutronową, a gdy ta też okazała się niewystarczająca - kwarkową. Nieważne, że chemia jądrowa tego zabrania - wszak nie ma innego wyjaśnienia...

Jest to skrótowy (i okraszony moimi komentarzami) wyciąg z tłumaczenia artykułu dona Scotta na temat "gwiazdowej ewolucji". Tłumaczenie można znaleźć tu. Tymczasem będę pokornie czekać, czym to mnie zaskoczy Pan Tadeusz, w miedzyczasie dalej robiąc swoje...

Lubię to! Skomentuj12 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie