47 obserwujących
333 notki
374k odsłony
  831   5

17 mgnień wiosny z konstruwirusem w tle

#prawo cytatu
#prawo cytatu

Imitacyjne działania sanitarne państw Zachodu. Brak szerszej dyskusji wypełniającej kryteria naukowe. Medialny dyktat kilku kuriozalnych postaci, wobec których nie sprawdzono zarzutów o pozostawanie w konflikcie interesów. I straszenie Indiami, gdzie aktualnie liczba zgonów na milion mieszkańców wynosi 200.

Błędy organizacyjno-sanitarne oraz nawet te najgorsze, bo skutkujące niepotrzebnymi zgonami nieleczonych lub źle leczonych ofiar wirusa SARS-CoV-2 sprzed roku można usprawiedliwić, a nawet trzeba wybaczyć. Bo wtedy prawie wszyscy: społeczeństwa, władze, służby medyczne, większość mediów – ulegli panice przed nieznanym dotąd zagrożeniem. W dodatku, przed zagrożeniem, które jawiło się jako mocno śmiercionośne, może wręcz ludobójcze...

Jednak trwać w tym mylnym mniemaniu jeszcze w rok później, gdy całkiem sporo wiadomo już o wirusie i jego skutkach, o metodach leczenia, a także o budzących wątpliwości statystykach zakażeń i zachorowań, o kiepskich testach, wreszcie o zarządzaniu w mediach globalną (i lokalną) histerią na temat tzw. pandemii, której definicję kilka lat temu znacząco rozszerzono, to w istocie uchylanie się od przyjęcia odpowiedzialności za zbiorowe losy rodzaju ludzkiego na Ziemi. I to już z pewnością wybaczone nie zostanie.  

Uuuaaaa... straszny wirus! Wybierzmy przyszłość
Od samego początku tzw. pandemii CoViD-19 – czyli niewydolności oddechowej spowodowanej przez mocno nienaturalnego wirusa SARS-CoV-2 – w oczy niesparaliżowanego strachem i zdolnego do krytycznego myślenia obserwatora rzucało się kilka spraw, które musiały w najwyższym stopniu niepokoić. I bynajmniej nie szło tu o obawy przed groźną infekcją, lecz o całkowity brak normalnej debaty naukowej, o abdykację rozumu w opisie rzeczywistości, o brak racjonalności oraz zauważalną dominację czynnika politycznego w podejmowanych działaniach organizacyjno-sanitarnych.

Co to za dziwny wirus i skąd się wziął? Dlaczego w tym przypadku nie podjęto fundamentalnej procedury dla ustalenia przypadku zero? I dla zrekonstruowania epidemicznej trajektorii? Dlaczego nie zrobiono nic, by na czas ograniczyć światową proliferację patogenu? Co gorsza, tego rodzaju pytania natychmiast podległy tabuizacji, a wszystkich, którzy je formułowali poddano medialnemu ostracyzmowi. A przecież liczba ewidentnych błędów WHO, z marionetkowym Tedrosem Ghebreyesusem na czele, organizacji sponsorowanej wtedy głównie przez wielkiego admiratora „szczepionek na wszystko” Gatesa, po prostu zdumiewała. Gdyby nie śmiertelnie poważna problematyka, kolejne komunikaty specjalistów z WHO w sprawie CoViD-19 nadawałyby się jako temat dla niezbyt wybrednego stand-uppera.

Polifonia wzajemnie sprzecznych wypowiedzi oraz ocen rozmaitych VIP-ów, przeważnie, ale nie tylko z USA, takich jak dr Athony Fauci czy Peter Daszak z EcoHealth Alliance, też mogła dawać do myślenia. Ale to, co powinno budzić (i budziło!) najżywszy niepokój, to była ściśle imitacyjna polityka epidemiczno-sanitarna w prawie wszystkich państwach tzw. wolnego świata. Taka sama propaganda w mediach. Analogiczne zarządzenia władz, często zresztą nieadekwatne, nieraz wręcz przeciwskuteczne wobec realnego zagrożenia. Owszem, niekiedy przesunięte nieco w fazie. Trumny w Lombardii. Chory Boris Johnson. Zakażone norki. Brazylijski wariant wirusa. Czyli nie badamy przyczyn, nie szukamy źródeł, tylko uciekamy do przodu...
Generalnie, w całym podobno nowoczesnym, podobno racjonalnym, podobno demokratycznym świecie Zachodu zaczęto postępować według zasady, którą można by nazwać strategią Kwaśniewskiego: Nie pytajmy, skąd wirus! Nie szukajmy skutecznych leków ani metod terapii! Tylko pakujmy ciężko chorych pod respiratory i... Czekajmy na szczepionkę!

Zabrakło programu wczesnego leczenia chorych
Przecież jednak nie wszyscy medycy na świecie dali się przestraszyć albo przekupić. Oprócz tych, którzy ochoczo wskoczyli w quasi-kosmiczne białe kombinezony lub zgłaszali do władz sanitarnych, jak leci, „zgony kowidowe”, za które w USA płacono potrójnie, a gdzie indziej tylko sowicie, byli i tacy lekarze, którzy nadal przyjmowali pacjentów i, co ważniejsze, skutecznie ich leczyli. Polska szybciej niż sąsiedzi zamknęła granice. To dobrze. Ale też najprawdopodobniej ogłosiła pierwszy lockdown, zanim jeszcze realna fala zachorowań zdołała do kraju dotrzeć. Sprzyjał nam wtedy również niedostatek zabójczych respiratorów. Stąd pewnie te dobre statystycznie wyniki przed rokiem.

Trudno nie pamiętać mantry o „wypłaszczaniu” krzywej zachorowań i „kupowaniu czasu”. Nawiasem mówiąc, kupowanie czasu to całkiem nie po polsku: ani mentalnie, ani językowo. Polszczyzna zna zwrot, że owszem, można zyskać na czasie... Ale czy ten czas – zyskany dzięki zamknięciu kraju na cztery spusty – zdołaliśmy mądrze wykorzystać? Czy udało się powołać jakiś interdyscyplinarny zespół, z udziałem epidemiologów, wirusologów, mikrobiologów, lekarzy-zakaźników, statystyków, analityków danych, ekonomistów, specjalistów od zaburzonych więzi społecznych, pracowniczych, rodzinnych?

Lubię to! Skomentuj66 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości