27 obserwujących
270 notek
298k odsłon
2522 odsłony

Mordowanie Ursusa

Ursus_stan z sierpnia 2011
Ursus_stan z sierpnia 2011
Wykop Skomentuj6

 

Apetyt deweloperów na grunty? Niechęć do polskich traktorów? Kara za czerwiec ’76? Trudno znaleźć sens likwidacji tak renomowanej firmy.  

 Tradycje przedsięwzięcia, rozpoczętego przy Siennej w Warszawie, przez trzech inżynierów i czterech przedsiębiorców sięgają bez mała 120 lat. Zmiana pierwotnej nazwy i znaku firmowego z „Posag 7 Panien” na Ursus nastąpiła w roku 1907. W 1921 na zakupionych gruntach w podwarszawskich Czechowicach (dziś dzielnica Ursus) zaczęto budowę nowej fabryki. W dwa lata później wyjechały z niej pierwsze traktory, zwane wówczas „ciągówkami”, z silnikiem o mocy 25 KM, napędzanym naftą.

120 lat tradycji

W czasie swej długiej historii Ursus produkował armaturę, silniki, ciężarówki. Ale też czołgi, motocykle Sokół (modele 1000 i 600), autobusy, wozy pancerne. Tworzono konstrukcje własne, produkowano wyroby licencyjne. Ale tym, co z marką zrosło się najsilniej, były niewątpliwie ciągniki. Począwszy od prototypu, który pod kierunkiem prof. Karola Taylora powstał w roku 1918.

Po drugiej wojnie światowej najpierw zaczęto wytwarzać, wzorowany na konstrukcji niemieckiej, model C45. W 1947 ruszyła produkcja pierwszego traktora typu Ursus.

– Nasze zakłady w ciągu tych wielu lat wyprodukowały 1, 5 miliona ciągników. Ten półtoramilionowy, model Ursus 1654, zszedł z taśmy montażowej w czerwcu 2006 – mówi Andrzej Kierzkowski, przewodniczący Komisji Fabrycznej „S” w firmie, która do czerwca 2011 nazywała się Ursus sp. z o.o., ale teraz nosi miano Lubuskie Zakłady Mechaniczne.

Ta egzotyczna nazwa dla resztówki po Ursusie, firmie z naprawdę wielką tradycją, jest skutkiem poważnych zmian własnościowych, które zaszły w tym roku. Ale o tym za chwilę.

Operacja Ursus

Okres po 1989 nie był korzystny dla polskiego producenta traktorów. Kolejne nazwy, nowi inwestorzy, w tym austriacki Steyr, pomysły na uzdrowienie zmieniały się jak w kalejdoskopie. Niestety, bez pożądanych rezultatów.

Aż przyszedł rok 2001. Z zadłużonych Zakładów Przemysłu Ciągnikowego Ursus SA wydzielono m.in. spółkę Fabryka Ciągników Ursus, która została posiadaczem marki i nadal prowadziła produkcję traktorów. Ten nowy podmiot, zakupiony od ZPC Ursus SA przez PHZ Bumar w 2002, rok później przeobraził się w Ursus Spółka z o.o., stając się właścicielem znanej marki, a także firmowych patentów i homologacji.  

Andrzej Kierzkowski nie ukrywa, że wejście do Grupy Bumar ożywiło nadzieje pracowników, często związanych z zakładem od 30-40 lat, na zachowanie marki i zwiększenie produkcji. Ale jasne dni, takie jak otwarcie Muzeum Historii Ursusa w 2006, szybko minęły. Próby z tureckim inwestorem okazały się chybione, podobnie zresztą jak podejmowana przez Bumar kolejna restrukturyzacja i próba unowocześnienia oferty.

– Dlaczego właściwie Ursus popadł w tarapaty? Rolnicy nie chcieli używać polskich traktorów? – pytam przewodniczącego ursuskiej „S”.

– Żadna firma nie wytrzyma takiego sposobu zarządzania – słyszę w odpowiedzi. – Za pieniądze z funduszu rozwojowego Ursusa czy ze sprzedaży gruntów, które powinny pójść na profesjonalne zarządzanie produkcją i rozwój produktu, podnoszono np. standard gabinetów. Z sześciuset zatrudnionych w spółce Ursus osób, tylko dwieście pracowało w produkcji, reszta to byli urzędnicy z Bumaru.

– Po co komu spółka, która przynosi straty? Nie przesadza pan?

– Ani trochę, właśnie tak zarządzała Ursusem kadra menedżerska kierowana do nas przez Bumar. Mówię tu o częstych i kosztownych przerwach w produkcji. Np. w 2009 Ursus wziął 30 milionów kredytu na rozwój. W kwietniu odbył się wielki pokaz 4 ciągników w Kielcach, ale żadna produkcja ani sprzedaż za tym nie ruszyła.

– I co dalej? – drążę.

– Zmieniono nam wtedy prezesa, ale upadłość trzeba było ogłosić. A trochę później logo i całą dokumentację Ursusa przeksięgowano na Bumar – wyjaśnia Kierzkowski.

Udziały poszły za złotówkę

Zarządy Ursusa i Bumaru wiele razy zapewniały pracowników i związkowców o planach rozwoju spółki, a jednak wiosną tego roku podjęto decyzję o jej sprzedaży Pol-Motowi Warfama SA.    

– Umowa, podpisana w kwietniu z firmą pana Zarajczyka, została podzielona na trzy części. Za gotowe ciągniki Pol-Mot Warfama miał zapłacić 7, 3 mln złotych, za prawo do marki Ursus trochę ponad 8 milionów – wylicza Kierzkowski. – Ale już udziały w sprzedawanej spółce wyceniono na symboliczną złotówkę, co wzbudziło naszą nieufność wobec całej transakcji.  

Związkowcy w pisemnych wystąpieniach do prezesa Edwarda Nowaka sygnalizowali, że tak skonstruowana umowa umożliwi nabywcy ogłoszenie upadłości spółki i wykorzystywanie znaku towarowego firmy przy sprzedaży ciągników chińskich czy tureckich. Zwracano też uwagę na brak jakichkolwiek gwarancji dla pracowników Ursusa. Ale zarówno menedżment Bumaru, jak i kierownictwo resortu skarbu zapewniało ich, że nic złego się nie stanie, bo te „trzy umowy są ze sobą ściśle powiązane”. Ot, takie urzędnicze zaklinanie rzeczywistości.

Zobacz galerię zdjęć:

przewodniczący KF NSZZ "Solidarność" Andrzej Kierzkowski
Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale