W ostatnich dniach nie reżimowe media i tak zwani eksperci wieszczą, iż grozi nam izolacja i podział UE na Europę A (szybszą = lepszą) i Europę B (wolniejszą = gorszą).
Jak to zwykle krajowi eksperci powielają dyskusję odbywającą się wśród zagranicznych elit i bezkrytycznie odnoszą ją do naszej bieżącej sytuacji usiłując nas przestraszyć a przy okazji dokopać PiSowi.
Zastanówmy się więc o co chodzi w idei EU dwóch prędkości i co jest przedmiotem debaty. Czy będziemy mówić o podziale Europy w sensie szybkości integracji (aspekt polityczny i społeczny) czy też o różnicy w tempie rozwoju ekonomicznego? Nas oczywiście straszą tym drugim bo pierwszym to chyba nikt u nas by się nie przejął. Osobiście mam poważne wątpliwości czy tempo integracji i unifikowania społeczeństw będzie w znaczny sposób wpływała na rozwój ekonomiczny. Ponadto wątpliwy też jest kierunek tego oddziaływania – wydaje się że np.: różnorodność EU może być atutem a jej likwidacja może być negatywna w skutkach. Pragnę jednak zwrócić uwagę na fakt iż liderzy integracji politycznej (Niemcy, Francja) wcale nie są zwolennikami zmian mającymi podnieść konkurencyjność unijnej gospodarki (Wielka Brytania). Mało tego to od nich pochodzą pomysły typu ujednolicenie systemów podatkowych, walka z tzw. „dumpingiem socjalnym” itp. które są de facto kagańcem dla nowych krajów i ograniczają wewnętrzną konkurencję w UE. Wystarczy też spojrzeć co stało się ze strategią Lizbońską i kto oddał jej niedźwiedzią przysługę.
Jak UE ma dogonić USA lub konkurować z Chinami czy Indiami kiedy usiłuje zmniejszyć konkurencję wewnętrzną? O co więc chodzi w straszeniu podziałem na dwie Europy?
Moim zdaniem dziś odbywa się zwykła cyniczna gra państw o pozycję wewnątrz UE. Chodzi o ich własne partykularne krajowe interesy a nie o przyspieszenie rozwoju i konkurencyjność. Pod płaszczykiem przyspieszenia integracji usiłuje się nowym państwom nałożyć kaganiec obniżając ich konkurencyjność (podatki, emisja gazów, minimalna płaca czy skrócenie czasu pracy itp)
Padają też argumenty że jak się nie podporządkujemy to np.: Niemcom „znudzi się dokładanie” do UE. Absurd takiego rozumowania jest zastraszający. W UE nie toczy się gra o sumie wygranych = 1. UE to struktura dzięki której każdy może wygrać i każdy wygrywa – jeden mniej drugi więcej. Przed poszerzeniem UE obliczono, iż wpływ tego poszerzenia dodatnio wpłynie na PKB Niemiec. Dodatnia wartość tego wpływu znacznie przekracza płatność Niemców netto do kasy UE!!! Nie inaczej było też przed akcesją. Niemcy są więc głównym płatnikiem ale także głównym beneficjentem wspólnego rynku! Szkoda ze nasze elity nie dostrzegają tego zagrożenia i lecą jak ćma w ogień.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)