0 obserwujących
7 notek
3972 odsłony
854 odsłony

Wynagrodzenie posła? Średnia krajowa

Wykop Skomentuj28

Działacze partyjni idą do polityki, żeby się dorobić – to zmora życia publicznego. Nie należy im tego ułatwiać.

Poseł powinien zarabiać średnią pensję krajową. Dzięki temu będzie się starał, żeby rosła. Czyli po prostu żeby zwykli ludzie więcej zarabiali, Jeśli literalnie potraktować zasadę „jaka praca taka płaca” – obniżenie zarobków parlamentarzystów do polskiej średniej, w świetle fatalnych ocen Sejmu i Senatu, nie jest najsurowszym rozwiązaniem, bo wielu obywateli wolałoby przyznać mandatariuszom płacę minimalną.

Kolejne afery płacowe, stanowiące symbol rządów PiS, kiedyś zmierzającego do władzy pod hasłami uczciwości i przejrzystości, wymusiły już przyjęcie cząstkowych regulacji, jak w wypadku ujawnienia zarobków w Narodowym Banku Polskim, gdzie stanowiące świtę prezesa Adama Glapińskiego dyrektorki zarabiały prawie 50 tys co miesiąc, czyli więcej niż wielu Polaków przez cały rok. Symbolem jakości ich pracy stała się odpowiedź na list dawnego eurodeputowanego Dariusza Grabowskiego i innych działaczy patriotycznych, zachęcający do stworzenia na placu Powstańców Warszawy mozaiki – upamiętniającej bohaterów historii „stołecznej Guerniki”. Dyrektorka do spraw komunikacji z NBP Martyna Wojciechowska (49,6 tys zł brutto pensji) odpisała, że nie jest to możliwe, bo trwa remont.

Dużo wcześniej, wykryte za sprawą monitów posłów opozycji monstrualne nagrody dla członków poprzedniego rządu, oznaczające faktyczne podwojenie ich zarobków, skwitowane zostały przez Beatę Szydło niezapomnianym „te pieniądze się po prostu należą”. Pamięć zbiorowa – a polski vox populi czuły jest na sprawę zarobków urzędników – zachowa ten bulwersujący cytat obok słynnego „rząd się wyżywi” Jerzego Urbana. Była premier tym stwierdzeniem wpisała się w tradycję arogancji władzy i jej postępującego wywyższania się wobec obywateli. Wiele o mentalności i intencjach obozu rządzącego mówi replika Joachima Brudzińskiego na sugestię, że o jego kandydowaniu do Parlamentu Europejskiego decyduje zamiar zwiększenia zarobków. Minister spraw wewnętrznych żachnął się i oznajmił, że gdyby tym się kierował – poszukałby zatrudnienia w którejś z wielkich spółek skarbu państwa. Wcześniej rzeczywiście tę drogę wybrała Małgorzata Sadurska z Kancelarii Prezydenta (przeszła do PZU), zaufany Jarosława Kaczyńskiego Wojciech Jasiński czy uchodzący za nadzieję partii rządzącej Maks Kraczkowski.

Jeśli zaś wrócić od tego, o co pytany był Brudziński – oprócz niego w kolejce do Parlamentu Europejskiego z PiS ustawili się: była premier Beata Szydło, niedoszły prezydent Warszawy Patryk Jaki oraz ministrowie edukacji Anna Zalewska i z Kancelarii Premiera Beata Kempa, wicemarszałkowie: Sejmu Beata Mazurek oraz Senatu Adam Bielan i Maria Koc. Trudno uwierzyć, że wszystkich nagle zainteresowała polityka europejska. Przyczynił się raczej do tych planów fakt, że zarobki europosłów nie są zróżnicowane ze względu na zamożność krajów, które reprezentują.

Eurodeputowany z Polski czy Belgii albo Szwecji dostaje na rękę 6710 euro miesięcznie plus dietę dzienną (313 euro) za posiedzenia, a na samo tylko wynagrodzenie asystentów poselskich – 24,5 tys euro czyli po obecnym kursie ponad 100 tys zł, plus zwrot kosztów nie tylko prowadzenia biura, również za książki i sprzęt komputerowy. Nawet bez dodatkowych apanaży pensja na rękę równa po przeliczeniu 28750 zł to jak na Polskę dochód znakomity. Przy czym posłowanie w Brukseli i Strasburgu zupełnie nie eliminuje z polityki krajowej, jak dowodzi przykład Ryszarda Czarneckiego, który eurokarierę zaczynał jeszcze w barwach Samoobrony, a dziś wobec uderzającej medialnej słabości czołówki polityków PiS faktycznie reprezentuje tę partię na równi z rzeczniczką Beatą Mazurek w niezliczonych komentarzach telewizyjnych i radiowych. Przedsiębiorczy Karol Karski łączy mandat eurodeputowanego z funkcją partyjnego rzecznika dyscypliny – w kraju.

Prawie osiem patyków za wciskanie guzików

Wyłącznie propagandowym odwróceniem uwagi od kolejnych afer stało się obniżenie o 20 proc wynagrodzeń krajowych parlamentarzystów – z ośmiu do niespełna sześciu tysięcy zł netto. Do pensji poselskiej dochodzi dieta – można więc zakładać, że każdy poseł, nawet nie pełniący dodatkowo płatnych funkcji w komisjach – zarabia co miesiąc nie mniej niż 7600 zł na rękę jeśli jest obecny na posiedzeniach. Po obniżce też więc nie narzeka, a przynajmniej nie powinien.

Warto pamiętać, że latem 2016 r. ten sam PiS przygotował projekt o podniesieniu poselskich apanaży o 2,7 zł brutto (ustawa Grzegorza Schreibera), z którego wycofał się last minutę po miażdżącej reakcji opinii publicznej. Dopiero gdy pazerność ekipy pisowskiej stała się przysłowiowa – za sprawą ujawnienia podwójnych wynagrodzeń w rządzie, kominów płacowych w upartyjnionej TVP czy połączenia władzy z kasą, ale nie z odpowiedzialnością w wypadku asystenta Macierewicza Bartłomieja M. – sternicy z Nowogrodzkiej zdecydowali się na ruch w odwrotną stronę.

Wykop Skomentuj28
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka