W piątkowy wieczór, 27 lutego (godz. 20:00), w kalendarzu edukacyjnych debat o państwie prawa pojawia się wydarzenie, które na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejna dyskusja „dla wtajemniczonych”: rozmowa z sędzią Adamem Jaworskim, kandydatem do Krajowej Rady Sądownictwa, oraz Sędzią Michałem Lasotą pełnomocnikiem kandydatów Stowarzyszenia Sędziowie RP.
Tematem kolejnej rozmowy animowanej przez Inicjatywę Obywatelską promującą obywatelskich kandydatów do KRS będzie orzecznictwo TSUE i ETPC oraz to, co naprawdę wynika z tych wyroków .To jedno z tych spotkań w ramach cyklu , w którym prawnicze niuanse wprost przekładają się na wyjaśnienie sporu o to, jak wygląda polska demokracja, kto ma realny wpływ na sądy i gdzie kończy się suwerenność państwa w warunkach członkostwa w Unii Europejskiej – to są problemy, które zajmują Obywateli.
Tym, co odróżnia to wydarzenie od setek podobnych debat, jest inicjatywa obywatelska, która angażuje się w wybory do KRS. To ważny sygnał: kiedyś KRS była w świadomości wielu obywateli instytucją odległą, zamkniętą w hermetycznym kręgu prawniczych procedur ( często myloną z Krajowym Rejestrem Sądowym). Innym słowy Sędziowie zajmowali się sami sobą , w swym sędziowskim światku. Dziś – po latach politycznych napięć, sporów o reformy i kontrreformy oraz po serii rozstrzygnięć sądów europejskich ( nie wiadomo dlaczego zajmujących się ustrojem państwa w Polsce ) – temat stał się elementem publicznej rozmowy o władzy sądowniczej. Choć warto tu zaznaczyć, iż prawo w zakresie KRS się nie zmieniło – mimo, iż wielu w tym środowiska sędziowskie podważały konstytucyjny ustrój państwa w Polsce - to Konstytucja i Ustawa jasno wskazują jakie są zasady gry w tym zakresie.
Jeśli zaś obywatele organizują spotkania z kandydatami do organu, który decyduje o nominacjach sędziowskich, to znaczy, że instytucjonalny spór wyszedł poza gmachy sądów i ministerstw i przeniósł się do przestrzeni społecznej. Powód jest prosty – ta wojna Sędziów i polityków o stan KRS uderza w interesy Obywateli.
KRS: organ ustrojowy czy pole bitwy?
Żeby zrozumieć temperaturę tej dyskusji, trzeba przypomnieć, czym jest Krajowa Rada Sądownictwa. W założeniu to organ stojący na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. W praktyce – od momentu zmiany sposobu wyłaniania części sędziowskiej KRS – stała się jednym z najbardziej spornych elementów polskiej architektury ustrojowej. Dla jednych jest narzędziem „demokratyzacji” środowiska sędziowskiego, bo zwiększa wpływ Obywateli na skład organów konstytucyjnych. Dla drugich tu środowiska części Sędziów – symbolem odebrania im ich przywilejów.
W tej układance TSUE i ETPC są jak dwa „zewnętrzne lustra”, w których Polska ogląda własne rozwiązania instytucjonalne – często w sposób niekomfortowy, bo nie istnieje podstawa prawna dla tego by zewnętrzne organy zajmowały się ustrojem wymiaru sprawiedliwości w Polsce. I właśnie dlatego temat spotkania, zapowiedziany jako próba rzetelnej analizy bez selektywnego cytowania tez, brzmi jak obietnica wejścia w sedno: nie „kto kogo”, nie „czyja narracja”, tylko co faktycznie zostało powiedziane w wyrokach i jakie są konsekwencje.
Dwa trybunały, dwa porządki, jeden problem: zaufanie
Wprowadzenie do instytucji, które ma poprzedzić rozmowę, wydaje się konieczne, bo w polskiej debacie publicznej często miesza się kompetencje i role trybunałów.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) stoi na straży prawa UE i nic więcej – co warto tu podkreślić.
Z kolei Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPC) ocenia zgodność działań państwa z Europejską Konwencją Praw Człowieka i nic więcej
Pojawia się jednak fundamentalna kwestia w kontekście dwóch Trybunałów, ale wspólny mianownik jest ten sam: zaufanie do sądu jako instytucji, której obywatel ma prawo powierzyć swoje bezpieczeństwo prawne.
Punkt pierwszy: najważniejsze tezy TSUE o niezależności sądownictwa
Pierwszy blok rozmowy ma dotyczyć „najważniejszych tez orzeczeń TSUE” w sprawach niezależności sądów. W polskim sporze TSUE bywa przedstawiany jako trybunał „wtrącający się w sprawy wewnętrzne – co zważywszy na sposób w jaki są powoływani jego członkowie i jak blokowany był kandydat Polski gdyż nie był z odpowiedniej opcji politycznej nie może umknąć naszej uwadze.
W tym kontekście pytania o KRS i jej rolę w nominacjach sędziowskich stają się realnym testem: jeśli organ mający strzec niezależności jest postrzegany jako politycznie zależny ( co jest koronnym argumentem tych którym zarzuca się udział w zamachu stanu w Polsce ), to cała procedura powołania sędziego może zostać uznana za obarczoną ryzykiem braku niezależności. Tyle że jest to publicystyka nie znajdująca oparcia w przepisach prawa.
Punkt drugi: linia orzecznicza ETPC w sprawach polskich
Drugi blok spotkania dotyczy ETPC, a więc tego, jak trybunał w Strasburgu patrzy na polskie spory. ETPC w sprawach dotyczących Polski skupiał się na tym, czy konkretne składy orzekające – ze względu na sposób powołania sędziów lub udział określonych organów – spełniają standard „sądu ustanowionego ustawą”. Tu ten Trybunał wdaje się w dywagacje czym mają w istocie być Sądy w Polsce i czy Ustawa jest nią lub nie jest – w czym podążają za częścią środowiska sędziowskiego w Polsce. Za fantazmatami tychże Sędziów z Polski oraz polityków obecnej koalicji rządowej.
Punkt trzeci: czy wyroki kwestionują istnienie KRS czy sposób jej funkcjonowania?
To prawdopodobnie najważniejsze pytanie całej rozmowy, bo dotyka sedna sporu, w którym strony mówią różnymi językami.
Jedna interpretacja brzmi: „Trybunały europejskie kwestionują samą KRS” – co w publicystycznym skrócie ma sugerować, że instytucja jako taka jest „nielegalna”. Druga interpretacja: „Trybunały kwestionują wyłącznie pewne aspekty działania i sposób wyłaniania członków” – a więc problemem nie jest organ, tylko mechanizm jego obsady i praktyka funkcjonowania.
W praktyce spór idzie o coś jeszcze: o legitymację. Jeżeli KRS ma rekomendować sędziów, to zaufanie do tego procesu jest warunkiem zaufania do sądów. Jeśli część społeczeństwa uważa, że to „układ polityczny” rekomenduje sędziów, a nie niezależny organ, to każdy głośny proces może zamienić się w debatę o tym, czy wyrok jest „prawdziwy”, czy „wadliwy”. To prosta droga do erozji państwa prawa – nie przez jeden akt prawny, lecz przez powolną utratę wiary w instytucje.
W tym miejscu rola inicjatywy obywatelskiej organizującej rozmowę nabiera znaczenia: jeśli społeczeństwo zaczyna „prześwietlać” kandydatów do KRS i domagać się jasnych odpowiedzi o standardy europejskie, to znaczy, że legitymacja nie jest już tylko formalna. Staje się również społeczna: kandydat musi umieć wytłumaczyć, jak rozumie niezależność, odpowiedzialność i relację między prawem krajowym a europejskim.
Tu warto pamiętać iż obecny rząd i tworząca go koalicja chcieli pozbawić Obywateli prawa wyboru kandydatów do KRS – dowodem jest Druk Sejmowy 2108.
Taki sposób myślenia polityków koalicji rządowej nie ma nic wspólnego z demokracją , a prowadzi do ustroju totalitarnego.
Punkt czwarty: jak pogodzić standardy europejskie z porządkiem konstytucyjnym RP?
To pytanie bywa w Polsce odmieniane przez wszystkie przypadki, często mówi się „dyktacie Brukseli”,. Różnica polega na tym, że w Polsce spór stał się elementem ostrej wojny politycznej ( gdzie obecna koalicja rządowa działa poza przepisami prawa będąc wspieraną przez swoich europejskich partnerów ), a jego ofiarą są prawa Obywateli do Sądu. Co widać ostatnio w postaci masowo uchylanych wyroków bo mieli je wydać Sędziowie, których nie lubimy.
Pogodzenie standardów europejskich z konstytucją nie oznacza mechanicznego kopiowania rozwiązań innych państw ani odrzucenia krajowej specyfiki. Oznacza znalezienie takiego modelu instytucji (w tym KRS i mechanizmów dyscyplinarnych), który jednocześnie:
• szanuje konstytucyjny porządek i polskie tradycje ustrojowe,
• zapewnia realne gwarancje niezależności sądów,
• pozwala sądom skutecznie stosować prawo UE i Konwencję,
• nie prowadzi do chaosu w obrocie prawnym.
• Uniemożliwia Sędziom stanie się zbrojnym ramieniem koalicji rządowej.
„Bez selektywnego cytowania”: warunek uczciwej rozmowy
Zapowiedź celu spotkania – rzetelna analiza bez selektywnego cytowania tez – brzmi jak wyzwanie rzucone całej polskiej debacie o sądownictwie. Selektywność jest tu bowiem mechanizmem powszechnym: wyciąga się z wyroków pojedyncze zdania, ignoruje kontekst, pomija przesłanki, a potem buduje fałszywą i anstyobywatelską narrację. No i warto dodać , iż stosuje się prawo tak jak się się rozumie.
Obywatele wchodzą na boisko
Najciekawszy wątek tej zapowiedzi nie dotyczy jednak samej treści wyroków, tylko zmiany społecznej: obywatelska inicjatywa włącza się w wybory do KRS. W polskich realiach to sygnał, że spór o sądy przestał być domeną wyłącznie prawników i polityków. To także forma nacisku – nie w sensie politycznym, lecz obywatelskim – aby procedury wyboru i argumenty kandydatów były publiczne, zrozumiałe i poddane krytyce. Słowem czytelne.
Można to odczytać dwojako. Z jednej strony: to dowód rosnącej dojrzałości obywatelskiej, bo instytucje państwa nie są już „czyjeś”, lecz „nasze”, a kontrola społeczna nie kończy się na wyborach parlamentarnych. Z drugiej: to znak kryzysu zaufania – skoro obywatele czują potrzebę organizowania rozmów w sprawie KRS, to znaczy, że formalne mechanizmy selekcji i legitymizacji kandydatów nie dają im poczucia przejrzystości. I tu niestety jest wiele prawdy.
Ale niezależnie od oceny, efekt może być jeden: podniesienie standardu debaty. Bo jeśli kandydat do KRS odpowiada na pytania nie tylko dziennikarzy i prawników, lecz także świadomych obywateli, musi traktować Obywateli jak Suwerena właśnie.



Komentarze
Pokaż komentarze