Wieczór w Nowym Sączu robił się coraz chłodniejszy. Na stadionie Sandecji rozpoczął się od rozgrzewki w rytmie marsza.

Wreszcie na murawę wbiegli bohaterowie wieczoru. Odegrano hymn Czech, a po nim Mazurka Dąbrowskiego, którego wspólne, gromkie odśpiewanie rozgrzało skutecznie serca.

Pierwsze minuty meczu należały do drużyny czeskiej, która zdobyła 3 punkty po wyegzekwowaniu karnego.

Ciśnienie podskoczyło, Polacy rzucili się do boju...

Parę minut później zdobyli 5 punktów przez przyłożenie, po czym celnie podwyższyli o 2 punkty.

Zdobytego prowadzenia Polacy nie dali sobie wydrzeć aż do końca, pomimo zaciętych ataków drużyny czeskiej.

Gorący doping na trybunach dodawał polskim rugbystom skrzydeł.

Atrakcyjnymi fragmentami gry okazały się, dla takiego laika jak ja, wyrzuty z autu,

połączone z walką o przechwycenie wyrzuconej piłki.

Dłuższy czas natomiast usiłowałam rozwikłać, czym się różni młyn dla Czechów

od młyna dla Polaków.

Mecz zakończył się wynikiem:

Zawodnicy obu drużyn podziękowali sobie za spotkanie.

Wreszcie przyszła pora na gorące okazanie wdzięczności kibicom, którzy spisali się podczas meczu wspaniale.

Oczywiście kibice z obu trybun się spisali.

Następny mecz z Mołdawią - trzymajcie kciuki!


Komentarze
Pokaż komentarze (26)