Premier Tusk zaczął dawać! Otóż, zamierza dać dzieciom darmowe podręczniki o wartości dziesięciu złotych za sztukę (ma facet gest). Pomysł ciekawy i godny odnotowania. Pojawiają się jednak pewne, dość istotne problemy:
1) Kto i jak opracuje wspólny podręcznik? Mieliśmy już czasy, kiedy podręczniki były narzędziem marksistowskiej indoktrynacji. Tym razem może będą w nich zawierane myśli Radka Sikorskiego na temat Powstania Warszawskiego albo różniaste genderowe teorie płciowe.
2) Co z prawami autorskimi? Nie wątpię w bajkopisarskie umiejętności członków rządu, ale jest różnica między fragmentami, dajmy na to, "Kubusia Puchatka" a tuskowymi opowieściami o Zielonej Wyspie.
3) Czy i kiedy pomysł wejdzie w życie? Co jeśli podręczniki okażą sie wadliwe?
4) Co można zawrzeć w książce za "dychę"? Literki i cyferki to trochę za mało. Podobnie jak papier z makulatury, który pewnie będzie fundamentem nowego programu nauczania.
Podsumowując, pomysł dobry, ale ogromna liczba znaków zapytania zmusza mnie do głębokiej refleksji. Tak więc, póki co, mówię: Nie będzie Tusk dzieci nam ogłupiał.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)