Kończący się rok został już przez wielu okrzyknięty najgorszym rokiem III RP. Dla mnie był to - politycznie - rok utraty nadziei. Ale oznacza to, że rok nadchodzący będzie jeszcze gorszy! Będzie rokiem, który przyjdzie mi przeżyć bez nadziei na zmianę (pozytywną). Wiele wskazuje na to, że będzie gorzej. Euro wisi na włosku, Unia Europejska może na dwóch włoskach. Ostatecznie ich upadek pewnie wyjdzie wszystkim na dobre, ale okres upadania może być bardzo bolesny. Ludzie inwestują w złoto (optymiści) albo w broń (pesymiści).
W Polsce może nawet nie trzeba żadnych zewnętrznych czynników. Dług. Demografia. Demokracja. Te trzy słowa na "D" sprawiają, że przyszłość też będzie do "D". Na emerytury z ZUS liczą chyba tylko skończeni naiwniacy.
Jednocześnie był to rok, w którym Bogowie szczodrze mi błogosławili w życiu osobistym i zawodowym. Trudno jednak się tym wszystkim radować, mając świadomość, że w chorym państwie wszystko może legnąć w gruzy, zupełnie niezależnie od naszych starań. Oby starczyło nam wszystkim stoickich cnót, by sprostać nadchodzącym czasom...
Jedna rzecz tylko wzbudziła we mnie iskierkę na dziei, że przynajmniej coś może pójść lepiej. Państwa zachodnie zaczynają na serio dostrzegać problem islamu, i choć oczadzeni mieszanką ewangelii z politpoprawnością funkcjonariusze Watykanu nadal za przeproszeniem bredzą w obronie "prawa imigrantów, nawet nielegalnych", to jest szansa, że nawet oni w końcu oprzytomnieją, choćby to miało kosztować wiele krwi.


Komentarze
Pokaż komentarze