W sobotę wyjeżdżam na pierwszy tegoroczny rekonesans tatrzański. Minimum pięć dni bez polityki...Jak ja to przeżyję, nie wiem. Wiem jednak, że człowiek powinien hartować ducha i nie ulegać namiętnościom. Przynajmniej nie za często.
Ponieważ jadę w góry, czyli jakby nie było na łono przyrody, najbardziej będzie mi brakowało doniesień o bojach ekologów. Oczywiście bojach w obronie przyrody. Żeby mi ktoś przypadkiem nie zarzucił, że insynuuję ekologom realizację jakichś własnych interesów, pracę na zlecenie prywatnych organizacji biznesowych... Nic z tych rzeczy. Wierzę głęboko, że oni tak z miłości do przyrody. A ze przy okazji nabijają kieszeń swoją i sprzyjają interesom np. firm budowlanych, którym np. państwo musi zapłacić odszkodowanie za zerwanie umowy... która została zerwana na skutek ekoterrorystycznych protestów... Ale to na pewno tylko przypadek.
Wracając jednak w góry, a ściśle mówiąc, w Tatry- ostatnio pojawiają się coraz to ciekawsze pomysły, co zrobić z Orlą Percią. Pierwszy, który wstrząsnął mną do głębi, zakładał zlikwidowanie tego szlaku. Tego w ogóle nie ma sensu komentować- uznałem go za mocno spóźniony i wyjątkowo nie na miejscu żart primaaprilisowy. Drugim, trochę inteligentniejszym pomysłem, było założenie, w miejsce łańcuchów i klamer, linki asekuracyjnej. Idea lepsza tylko odrobinkę, bo praktycznie eliminuje wszystkich, których nie stać na kursy wspinaczkowe i sprzęt. Oczywiście, ilość wypadków spadłaby praktycznie do zera, ale gdyby patrzeć w ten sposób, najlepszym rozwiązaniem byłoby zamknięcie Tatr... W końcu każdy wchodzący na oznaczony czerwoną tablicą, niebezpieczny szlak wie, czym ryzykuje. Nie ma chyba powodu, żeby kilku nierozważnych miało zniszczyć przyjemność łażenia po łańcuchach setkom pasjonatów...
Jedynym pomysłem, który rzeczywiście był wart rozważenia- a nawet wprowadzenia- jest ustalenie na Orlej Perci jednego kierunku zwiedzania (od Zawratu na Krzyżne). Co prawda na niektórych mapach szlak już jest oznaczony jako jednokierunkowy, ale- co wie każdy, kto usiłował przejść w lipcowe pogodne południe przez Kozią Przełęcz- de facto Orla Perć jest dwukierunkowa. W niektórych miejscach powoduje to powstawanie gigantycznych kolejek, bardzo spowalniających przejście, a i wymijanie w takich warunkach nie należy do najbezpieczniejszych.
Nie wiem, czy w czasie najbliższej wizyty w Tatrach przejdę Orlą Perć- raczej wątpię, podejrzewam, że leży tam jeszcze śnieg, a za tym białym paskudztwem to ja nie przepadam (z wyjątkiem takiego, które nadaje się do jeżdżenia po nim na nartach). Z tego samego powodu, jak podejrzewam, nie wejdę na Rysy. Z drugiej jednak strony- nic straconego... kiedyś przecież trzeba pojechać w Tatry i nie wracać codziennie po czternastogodzinnym szlaku. Chociaż pewnie i tak będzie jak zwykle, tyle że w Tatrach Zachodnich... Może tam i bezpieczniej, ale trochę łażenia też jest. A zejście z Wołowca na Łopatę swój urok ma.
A jeszcze przed wyjazdem być może napiszę coś o globalnym ociepleniu. To całe tworzenie atmosfery zagrożenia zaczyna mi już działać na nerwy...


Komentarze
Pokaż komentarze (10)