Dzwoni do mnie dziecko z Chmielnej i cos mówi ale ja nic nie słyszę.
- Czemu ja cię nie słyszę – drę się do telefonu.
- Bo oni tu robią próbę Sylwestra pod Pałacem Kultury i straszny jest jazgot. Przed chwilą darła się jakaś techniawa, a teraz się drze Muniek Staszczyk.
Techniawę lubię średnio, Muniek w Sylwestra bardzo jest ok – myślę.
- Ale jakbym tu mieszkała - kontynuuje dziecko moje, po mamusi nieodrodnie czułe na nieposzanowanie prawa, obyczaju, czego tam jeszcze - to bym ich zaskarżyła. Przecież tu żyć nie można a domów od cholery dookoła. Przy NowymŚwiecie szyby się trzęsą a to przeciez kawał.
Po co moje dziecko łazi w Sylwestra tam gdzie aż tak głośno? No, do fryzjera poszło, bo nasz ulubiony fryzjer z Chmielnej miał dziś okienko. Poszła i próbuje przeżyć.
Ja się cieszę z jednej strony, że dziecko kultywuje maminą tradycję zauważania absurdów i planowania możliwej reakcji na nie. Ale z drugiej strony już mam tych absurdów tak dość.
- Nie bój się, to kretyni strzelają – powtarzam uspokajającym tonem ten tekst od Wigilii do kota, bo u nasz na Pradze, od Wigilii trwają próby fajerwerków, średnio co godzinę, a im bliżej Sylwestra tym częściej, rzecz jasna.
- Dzicy ludzie, w tym kraju żyją - drę się do dziecka po drugiej stronie telefonu. I już się nie przejmuję, że „ w tym” kraju. Odpuściłam sobie i postanowiłam, że będę tak mówić, żeby nie wiem jaki Janek Pospieszalski namawiał mnie do patriotyzmu wyrażanego czułościa słowną.
- A nam ostatnio na wiedzy o kulturze mówił doktor G. o dobrych dzikich – drze się moje dziecko co studiuje portugalistykę.
- No bo to dobrzy dzicy pewnie są. Ale i głupi dzicy – dre się znowu ja. – Tyle naszego, ze duża część ich zapewne pojedzie w nocy pod Pałac i może u nasz na Pradze będzie wobec tego ciut ciszej.
W naszym postkolonialnym bantustanku tak już jest. I pewnie tak będzie przez dziesiec kolejnych pokoleń.
- Nie bój się, Pani Kiziowa, to kretyni strzelają.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)