Trochę wyjaśnień w związku z komentarzami.
co do logiki (mojej)
Feynman jest skuteczny w dowodzeniu chrześcijańskiej głupoty bo na Feynmana wielu się powołuje. Wielu mu uwierzyło. Skuteczność nie oznacza w tym wypadku słuszności twierdzeń.
Analiza chrześcijaństwa, jakiej dokonali Feynman i Russell, w zakresie sposobu myślenia a dokładnie różnic w metodzie dowodzenia prawdy jest poprawna. Obaj dowodzą, że konstruktywny sceptycyzm jaki charakteryzuje sposób myślenia naukowca jest większości chrześcijan obcy. Konkretnie sceptycyzm jest zaprzeczeniem dogmatyzmu. W zasadzie dogmatyzm nie polega na zaufaniu autorytetom, ale na uleganiu im. W dogmatyzmie nie ma miejsca na weryfikowanie twierdzeń ponieważ dogmatów nie da się zwerfikować doświadczeniem (wynika to z definicji dogmatu).
Obaj (Ryszard F. i Bertrand R.) mylą się nazywając chrześcijan głupcami. To dogmatycy są idiotami, a nie chrześcijanie. Bo nie wszyscy chrześcijanie są dogmatykami, a już na pewno nie był nim Jezus.
( za słowa głupcy i idioci przepraszam)
co do przynależności prędkości.
gdzieś w 2001 lub 2002 roku przeczytałem, w ResPublica opinię, jakiejś uznanej za autorytet osoby, o filmie Matrix, że to arcydzieło. Podzielam ten pogląd. Wartością tego filmu jest jego przesłanie, ukazanie względności ludzkiego poznania. Te wszystkie podłączenia jakie miały „bateryjki” to nic innego jak nasze zmysły za pomocą których mamy kontakt z rzeczywistością.
Nasz mózg jest bez zmysłów ślepy. Wystarczy zastąpić „naturalne” sygnały ze zmysłów jakie otrzymuje mózg innymi sygnałami i... będziemy w Matrixie. A teraz. Wiemy, że prędkość istnieje. Ale gdzie? Na pewno istnieje w mózgu. Bo nasz mózg się nią posługuje. Ale czy istnieje w naszym otoczeniu tego nie wiemy. To znaczy, ja wiem, że jej tam nie ma, ale skoro mój czytelnik tego nie wie to z żalem muszę przyznać, że nie wiemy. Mam jednak przekonanie, że Feynman by zrozumiał o czym napisałem. Nie przyroda jest matematyczna, ale nasz jej model. Tym modelem nie jest nauka tylko to co mamy wytworzone w głowie na podstawie dopływających do mózgu sygnałów neuronowych.
A teraz intelektualna bomba:
Fizyka nie opisuje Przyrody tylko nasz mózgowy jej model. Fizyka i inne nauki przyrodnicze nie opisują działania naszego otoczenia, ale działanie tego abstrakcyjnego modelu rzeczywistości jaki zbudowaliśmy na podstawie bodźców zmysłowych- nie samą przyrodę, ale jej odbicie.
Pitagoras po odkryciu związku wysokości dźwięku i długości struny uwierzył, że otaczają nas liczby. Błąd. Liczby mamy w głowie. To co nas otacza jest dla nas zagadką.
Popularyzatorzy fizyki często aby ukazać ograniczoność naszej percepcji istot z przestrzeni 3-wymiarowej posługują się pojęciem pełzacza czyli istoty z przestrzeni 2-wymiarowej. W przypadku takiego pełzacza pełzającego po powierzchni balonu ciągła podróż do przodu doprowadzi go w końcu do miejsca w którym był już poprzednio. Podobnie i my w przestrzeni 3-wymiarowej moglibyśmy, przez analogię, czegoś podobnego doświadczyć. Ten przykład (wymyślony przez naukowców) jest pouczający dlatego, że pokazuje iż nasze pięć, sześć czy siedem zmysłów to nadal tylko pięć, sześć czy siedem. NASZE POZNANIE JEST OGRANICZONE ILOŚCIĄ BODŹCÓW. Mając cztery sprawne kończyny, sprawny wzrok słuch, wzrok i węch cieszymy się że mamy wszystkie zmysły. Owszem jest się czym cieszyć, ale czy to są wszystkie zmysły? Czy nie mogło by ich być więcej. Przykład pełzacza dowodzi, że mogłoby. Dziwne obrazy kubistów (Picasso) były artystycznym przejawem myślenia o tych problemach. Dobrze, że znowu o nich dyskutujemy, czyż nie?
Inne tematy w dziale Technologie