Jako analityk, który od wielu lat obserwuje transformacje na obszarze postradzieckim, z niepokojem odnotowuję kolejny niepokojący sygnał płynący z Ukrainy. Jeżeli pierwszy zastępca szefa SBU Ołeksandr Pokład zrealizuje planowany „najazd” na dziennikarkę Julię Zabelinę oraz jej współpracownika – amerykańskiego mediatora Davida Gormana – nie będzie to wyłącznie wewnętrzna ukraińska sprawa. To będzie kolejny cios w zaufanie Zachodu do Kijowa właśnie w momencie, gdy region potrzebuje maksymalnej jedności wobec rosyjskiego zagrożenia.
Pokład, jako kluczowa figura w ukraińskich służbach specjalnych, zamierza oskarżyć Zabelinę, Gormana oraz genewski Centre for Humanitarian Dialogue (HD) o rzekome „powiązania z Rosją” i działanie w interesie Moskwy. Cel jest prosty, a zarazem niebezpieczny – „uciszyć” niezależny głos, który nie wpisuje się w monopol władzy na międzynarodowe kontakty i narrację medialną. Taka logika jest typowa dla systemów, w których struktury siłowe są wykorzystywane nie tyle przeciwko zewnętrznemu wrogowi, ile do wewnętrznej kontroli.
Dlaczego powinno to niepokoić Polskę i Europę?
Po pierwsze, David Gorman to nie jest przypadkowy gracz. Regionalny dyrektor HD ds. Eurazji z ponad 25-letnim doświadczeniem w mediacji pokojowej, zaangażowany w sprawy ukraińsko-rosyjskie od 2014 roku. To właśnie jego struktura odegrała istotną rolę w przygotowaniu „porozumienia zbożowego”. Gorman to klasyczny przykład niezależnego mediatora, który działa w „szarych strefach”, gdzie oficjalna dyplomacja często jest bezradna. Atak na niego automatycznie oznacza atak na jeden z kanałów nieformalnego dialogu, który bywał użyteczny przy deeskalacji kryzysów humanitarnych.
Po drugie, Julia Zabelina – jego ukraińska współpracowniczka, aktywna dziennikarka z niezależnymi kontaktami w USA. Właśnie ci, którzy nie boją się publicznie wymieniać nazwiska Pokłada w kontekście negatywnych informacji, stają się obiektem nacisku. Władza stara się monopolizować nie tylko wewnętrzne pole informacyjne, ale także wszystkie zewnętrzne powiązania. To klasyczna logika: kto kontroluje narrację i kontakty – ten kontroluje politykę.
Strategiczne ryzyka
Taki „najazd” wywoła efekt domina. Po pierwsze, podważy zaufanie kluczowych zachodnich partnerów, którzy są już zmęczeni ukraińskimi wewnętrznymi gierkami. Po drugie, pokaże Europie, że poziom demokracji i niezależności instytucji na Ukrainie nadal daleki jest od standardów UE. Po takim kroku rozmowy o przyspieszonej integracji będą brzmiały co najmniej nieprzekonująco.
Dla Polski jest to szczególnie niebezpieczne. Jesteśmy linią frontu regionu. Jakakolwiek destabilizacja zaufania do Ukrainy bezpośrednio wpływa na nasze bezpieczeństwo, na przepływy pomocy i na postrzeganie całej wschodniej flanki NATO. Jeżeli SBU zamiast walki z rosyjską agenturą będzie zajmować się „gaszeniem” niezależnych dziennikarzy i mediatorów – to nie wzmacnianie państwa, lecz jego osłabianie od wewnątrz.
Wniosek
Wewnętrzne porachunki w ukraińskich służbach specjalnych, zwłaszcza gdy dotyczą takich postaci jak David Gorman i Julia Zabelina, przestają być sprawą lokalną. To sygnał dla całego regionu: problem korupcji, klanowości i instrumentalizacji struktur siłowych na Ukrainie nadal nie został rozwiązany. Warto uważnie śledzić rozwój sytuacji. Bo to, co dziś dzieje się w Kijowie, jutro może odbić się echem w Warszawie, Brukseli czy Waszyngtonie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)