Od dawna jestem zdania (i tego zdania nie ukrywam), że w Polsce brak jest dziennikarzy. Owszem, istnieją różnice w zarobkach i prestiżu, jedni kłamią trochę lepiej, inni - znacznie gorzej, ale różnica praktyczna jest żadna, jeśli chodzi o media "głównego nurtu" i te spod znaku "niepokorności". Trzeba jednak przyznać, że od czasu secesji, w wyniku której powstały dwa nowe tygodniki w miejsce jednego, mamy sporą wartość dodaną: uciechę z obserwowania pod... gryzania się p.t. redaktorów "W sieci" i "Do rzeczy".
Początkowo wydawało się, że walka między starymi gwiazdami a młodymi wilczkami jest nierówna, i że "Do rzeczy" lada chwila przejmie "W sieci" razem z redaktorami, siedzibą i papierem, a tu - niespodzianka! Karnowscy, młodsi, bardziej pomysłowi i o wiele bardziej bezwzględni od starszych kolegów, zagrali na patriotycznej nucie. Jednocześnie okazało się, że kupując "Do rzeczy" i "Wprost" zasila się tego samego człowieka, więc po co przepłacać? ... Tym sposobem Karnowscy wyprzedzili gwiazdorskich rywali o kilka końskich (pamiętacie "Ojca chrzestnego? ...) łbów ....
Oczywiście, starszych kolegów nie mogło to nie zaboleć, i zabolało. W "felietonie" (cudzysłów całkowicie zamierzony):
http://dorzeczy.pl/taniec-radykalow/
Jedna z głównych gwiazd "Do rzeczy", redaktor Rafał A. Ziemkiewicz, znalazł winnego temu, że "ośrodki typu komisji Laska mogą kompletnie zlewać kwestię tchórzliwego niewyjaśnienia katastrofy, skandalicznego „śledztwa” i haniebnego zachowania rządu Tuska, a skupiać się wyłącznie na brechtaniu z helu i udowadnianiu, że nie ma dowodów na eksplozje w powietrzu?" ...
No - muszą Państwo przyznać, że teza redaktora Ziemkiewicza jest jest mocno śmiała i, że tak powiem, jak bumerang wraca do samego .... autora. Bo skoro tylko i wyłącznie licytowaniu się na to, kto ma bardziej odlotowe pomysły na rozwikłanie katastrofy smoleńskiej, "ośrodki pokroju komisji Laska" zawdzięczają swój byt, to czemuż to wcześniej swobodnie działała i komisja Laska, i Millera, choć ani wraży "W sieci", ani nawet poprawny "Do rzeczy" jeszcze wtedy nie istniały, no i - siłą rzeczy - nie mogły działać na rzecz wszelkich "ośrodków" komisyjnych? ...
Czyżby autorzy "Uważam rze" żarli się wówczas między sobą tak, że to też działało na rzecz "ośrodków pokroju komisji Laska"? ....
Za czasów Wiecha dwie straganiarki, gdy się pokłóciły, to w ruch puszczały i parasolki, i wałki, w do włosów sięgały ... Obecnie czasy się zmieniły, redaktorzy nie mają pod ręką tak skutecznej broni, ale robią, co mogą, by widowisko było możliwie widowiskowe i karczemne.
Może zaczniemy przyjmować zakłady, kto komu mocniej przy ... kopie? Przynajmniej będzie wreszcie jakaś korzyść z "naszych" "dziennikarzy"!


Komentarze
Pokaż komentarze (17)