Uważam, że dwie są w Polsce osoby, które o gotowaniu piszą zarówno ze znawstwem, jak i ciekawie, i obie te osoby są kobietami. Pierwsza z nich to Magda Gessler. Dama (no, może nie do końca dama) polskiej gastronomii ma nieprzeciętne pióro i o jedzeniu pisze tak, że pobudzona wyobraźnia podsuwa obrazy kulinarnych kreacji. Fakt - Pani Gessler zdarzają się, i to często, momenty egzaltacji, na widok których uśmiechamy się z pobłażaniem, ale nie zmniejsza zainteresowania tekstem. Rzadko też Pani Gessler zdarzają się kulinarne lapsusy, co bynajmniej nie jest normą na polskim rynku celebrytów kuchennych.
Agnieszka Kręglicka ma te same zalety, co poprzedniczka, za to nie ma skłonności do bombastyczności. Jej teksty, równie ciekawe, co pouczające, mają w sobie nutę chłodnego profesjonalizmu. Pani Kręglickiej raczej nie zdarza się opisywać kulinarnych kreacji - jej przepisy są zawsze proste, czytelne i funkcjonalne.
(Jeśli przypadkiem przeczyta to jakiś wydawca, to sugeruję, że zbiory felietonów obu pań w formie książkowej pewnie rozeszłyby się jak świeże bułeczki! W każdym razie - ja o tym po prostu marzę. Książka to coś więcej niż internet, i pewnie nie tylko ja tak sądzę!)
Kolejna książka Agnieszki Kręglickiej ma podtytuł "Domowa kuchnia polska dla nastolatków", co jest wysoce mylące. To znaczy - dla nastolatków też, czemu nie, ale dalece nie tylko. Ta książka sprawdzi się w kuchni każdej osoby, która już liznęła jakichś podstaw gotowani, ale ciągle na gruncie kulinarnym czuje się niepewnie.
Zawartość książki nie odbiega zbytnio od innych wydawnictw tego rodzaju, ale różni się na minus tym, że podaje przepisy na tradycyjne polskie dania: począwszy od sałatki jarzynowej, poprzez żurek i pomidorową, aż do pieczonych jabłek i pierniczków. Przy wielu produktach lub daniach notatki "na marginesie", przybliżający ich historię.
Książka podzielona jest na standardowe kategorie: przekąski, zupy, dania główne itp. Każdy przepis zawiera listę składników (również opcjonalnych, jeśli takie są przewidywane) i dokładny sposób wykonania. No, i są to przepisy na potrawy kuchni polskiej - a pewnie wiele dzieciaków częściej je obecnie chińszczyznę czy włoszczyznę, niż dania kuchni rodzimej. Za to choćby należy się autorce ukłon do samej ziemi!
Ponieważ jednak książki mi nie podarowano, lecz kupiłam ją za własną krwawicę, to nie zamierzam ukrywać, że książka ma też pewne wady.
Po pierwsze - wyrzuciłabym przepis na schab pieczony w rękawie foliowym. Schab to kulinarny samograj - jeśli jest młody, to miękkością prawie dorównuje polędwicy czy piersi z kurczaka, i pieczenie go (a właściwie duszenie) w folii jest zwyczajnym nieporozumieniem. Młody schab + sół i pieprz + dowolne ziele, ewentualnie jabłka, cebula - w połączeniu z zasadą nieprzepieczenia daje schab soczysty i aromatyczny. Nie wolno też pomijać, że dietetycy coraz częściej wspominają o prawdopodobnie szkodliwym wpływie folii na zdrowie. Po co? ...
Po drugie - sernik. Do sernika lubię dodać albo wanilię, albo skórkę otartą z limonki lub cytryny. Można też, jeśli ktoś lubi, jakiś aromat. Ale żeby nic? ... No nie uchodzi, panie dzieju. Nie uchodzi ...
Książka "W kuchni u Kręglickich" należy, poza Ćwierczakiewiczową, "Kucharką Litewską" i Nelą Rubinstein, należy do mojej kulinarnej ścisłej czołówki. Wypróbowałam z niej wiele przepisów, a zawsze ku mojemu (i innych) wielkiemu zadowoleniu. Powiem więcej - meksykaska marynata do kurczaka w sposób spektakularny zmieniła grillowe życie moje i znajomych, za po składam wyrazy podziękowania i uznania. "Gotowi (...)" z kolei nie zaskoczyło mnie niczym - no, może poza sałatką z raków i lubczyku. Przepisy zawarte w książce to kanon polskiej, solidnej, domowej kuchni; takiej, jaką pamiętam z domu.
Ta książka, mimo kilku wad, warta jest jak najszerszego rozpropagowania. Kupiłam ją, oczywiście, dla syna ... ale na razie jest końcówka roku szkolnego, więc poczeka na wakacje. U mnie, pod dobrą, wręcz czułą, opieką,
Tak. synowi dam ją, gdy się rozpocznie kanikuła. Obiecuję to sobie na pewno!


Komentarze
Pokaż komentarze