Jak podają media, kolacja, którą spożyli pp. Belka i Sien\kiewicz w studiu nagrań "Sowa i Przyjaciele", kosztowała 2000 zł. Jest to o 200 złotych więcej, niż wynosi płaca minimalna. Pozwolę sobie, z lenistwa, skorzystać z tekstu Ireny Lasockiej (link na dole):
"na przystawki carpaccio z matiasa holenderskiego (po polsku śledzik), kawior z anchois, tatar, znów carpaccio ( ale tym razem z mlecznej jagnięciny oraz grillowany kozi ser ze szparagami. Na główne danie policzki, ogony wołowe oraz ośmiornica. Do tego oczywiście wódka i wino."
Cóż - trudno to uznać za jakieś specjalnie wyrafinowane menu, ale jedno panom trzeba przyznać: apetyt mają niezły. Taki raczej na miarę pana Zagłoby - nomen omen. Albo gargantuiczny. Ewentualnie - apetyt na miarę ciężko pracującego górnika. Albo chłopa.
Pamiętam Lecha Wałęsę - pierwszego prostaka III RP - gdy po zaprzysiężeniu na prezydenta, z niakłamaną radością i dumą, zadeklarował: "Zdrowie wasze w gardło nasze"!.
Otóż to.
Chyba nic tak dokładnie, jak rachunek za jedną wyżerkę przekraczający budżet miesięczny niejednej rodziny, nie opisuje lepiej tego społeczeństwa stanowego, w jakie zamieniła się Polska. Nic dziwnego, że panom zrobiło się przykro, że PiS może wróć do władzy i odebrać im te dichody (bo przecież nie pensje), za które można sobie fundować - zdrowie nasze w gardło ICH - takie wyżerki.
http://www.rp.pl/artykul/61991,1119569-Carpaccio-u--Sowy-.html


Komentarze
Pokaż komentarze (23)