Leszkowi Millerowi poświęciłam kilka notek, ponieważ jest to polityk, jak na polską scenę, stosunkowo interesujący. Nieodmiennie mnie fascynuje, że z prostego człowieka potrafił przeskoczyć, dzięki niewątpliwie ciężkiej pracy, na pozycję kogoś, kto posługuje się chyba najlepszą polszczyzną wśród polityków. Jest to niewątpliwie urodzone zwierzę polityczne: gdy SLD pogardziło jego charyzmą, zaoferował swe usługi Samoobronie, z której list - bezowocnie - startował. Kilkuletni rozbrat z SLD zakończył się, gdy Miller został szefem SLD, przejmując stery po - jak to ujmował Michalkiewicz - Napierniczaku. SLD wyszła na tym niezbyt fortunnie, ponieważ Miller nie potrafił poprawić pozycji, jaką SLD wyrobił Napieralski - raczej wydaje się, że nastąpił pod tym względem regres. Jest to dość oczywiste: o ile zarówno Olejniczak, jak i Napieralski, starali się przynajmniej zachowywać pozory opozycyjności w stosuniu do PO, Miller takiej potrzeby absolutnie nie odczuwał, współpracując z PO wiernie jak piesek.
Ostatnio Miller - stary partyjny wyjadacz, wytrawny karierowicz - zupełnie zmienił front: zaczął wysyłać delikatne, ale czytelne sygnały w stronę PiS, twierdząc, że jest to ... najnormalniejsza partia opozycyjna. Kto nie jest zeżarty przez Alzheimera, wie doskonale, że Miller zawsze wręcz przodował, jeśli chodzi o dyskredytowanie partii Kaczyńskich, więc ostatnia wolta starego ni to komucha, ni to liberała, zrobiła chyba na wszystkich wstrząsające wrażenie.
Nie dość na tym - dziś Leszek Miller zapowiedział, że ponowi próbę konstruktywnego wotum nieufności wobec rządu premiera Tuska. Mało tego - zapowiada, że jego kandydat na premiera będzie do zaakceptowania przez wszystkie partie opozycyjne!
Myślę, że przylot bocianów mniej wyraźnie zapowiada wiosnę, niż zwrot Millera zapowiada koniec Premiera z Teflonu. Najwyraźniej Grupa Trzymająca Władzę uznała, że koniec delikatnych ostrzeżeń w rodzaju kompromitujących podsłuchów; wszystko mi mówi, że w najbliższym czasie będziemy świadkami prawdziwego przesilenia. Czy Państwo też to czują w kościach, że trupów dłużej nie da się już upychać w szafach i wersalkach, a walka buldogów weszła w fazę "wszystkie światła na scenę"? ...
Niedługo się okaże, czy jestem dobrym prorokiem.
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Leszek-Miller-koalicja-spojona-strachem-potrzebna-lewicowa-alternatywa,wid,16749082,wiadomosc.html?ticaid=11310b
http://odchudzanie.salon24.pl/511949,leszek-miller-stracil-okazje-by-siedziec-cicho


Komentarze
Pokaż komentarze (13)