Alexander Degrejt napisał notkę (link na końcu), z której główną tezą - że Węgry w sprawie Ukrainy dbają o własny interes, a Polska - przeciwnie - zgadzam się całkowicie. Jest jednak w tekście Aleksandra również coś, co często przytrafia się również innym autorom, a z czym już tak łatwo zgodzić się nie sposób:
"Zwłaszcza, jeżeli do tego dołożymy pokrzykiwania opozycji, która zamiast studzić kretyńskie posunięcia władzy dokłada swoje nie rozumiejąc najwyraźniej, na czym polega międzynarodowa polityka.
Tytułem wstępu należy najpierw określić, czym jest opozycja w systetmie parlamentarnym; a ponieważ jest to temat-rzeka, któremu poświęciono sporo opasłych tomiszczy, tutaj z konieczności sprawę potraktuję bardzo skrótowo.
W nowoczesnej demokracji (vide: Wiela Brytania) opozycja odgrywa pełnoprawną rolę publiczną. Jest to tak dalece sformalizowane, że lider opozycji otrzymuje wynagrodzenie za pełnienie tej funkcji. Rolą opozycji jest recenzowanie prac rządu, zgłaszanie własnych projektów legislacyjnych, a przede wszystkim - dążenie do wygrania wyborów. W związku z faktem, że na opozycji spoczywają ważne obowiązki, ma ona też określone przywileje (parlamentarne!), jak choćby to, że projekty opozycji są rozpatrywane na równi z rządowymi (choć przy głosowaniu, z oczywistych względów, przewagę mają te drugie) oraz zagwarantowane prawo do zabierania głosu w sprawach publicznych. Również obsadzanie pewnych stanowisk, z oczywistych względów, należy do partii opozycyjnych.
Jak to się ma do Polski? Oczywiście - nijak. Przedstawiciele PO wielokrotnie publicznie podkreślali, że nie liczą się z opozycją - wręcz przeciwnie, że będą dążyć do ... jej unicestwienia. Przywódca tej partii, szef rządu, kilkakrotnie oficjalnie przyznawał, że jego rolą jest niedopuszczenie PiS do władzy. Kilka lat temu ten sam premier wyznawał, że prezydent (Kaczyński) nie jest mu do niczego potrzebny. Obecny MSZ obiecywał dorżnąć watahę. Minister w rządzie PO-PSL obiecywała utworzyć "kordon sanitarny" wokół PiS. Oczywiście, podaję z pamięci, tych skandalicznych wypowiedzi było znacznie więcej. A przecież to nie były tylko wypowiedzi - za nimi szły czyny.
Legalnie wybranemu prezydentowi odbierano jego konstytucyjne uprawnienia (aż Trybunał Konstytucyjny musiał się wypowiedzieć, że głowa państwa ma prawo brać udział w polityce zagranicznej). Projekty opozycji konsekwentnie leżą sobie w zamrażarce sejmowej, Konstytucyjne prawo obywateli do wyrażania woli bezpośrednio, w postaci obywatelskich projektów ustaw bądź referendów, są odrzucane również z zadziwiającą konsekwencją. Nie jest respektowane prawo opozycji do wyznaczania swojego przedstawiciela w komisjach sejmowych (vide casus Macierewicza). A już po katastrofie smoleńskiej, gdy przedterminowo opróżniły się ważne urzędy, które u zarania III RP przewidziano jako kadencyjne, a PO zawłaszczyła je absolutnie wszystkie (łącznie z funkcją prezesa NBP, którą objął Marek Belka, który - jak wynika z taśm prawdy - skłonny jest spiskować w celu niedopuszczenia opozycji do władzy) widać wyraźnie, że rządy demosu w Polsce to zwykła wydmuszka.
Opozycja w Polsce nie ma nic, ale to absolutnie nic, do gadania. Nie liczy się kompletnie - i to, co mówi opozycja nie ma najmniejszego znaczenia.
A jest też jeszcze jeden aspekt problemu pod tytułem "opozycja", a mianowicie rzekomego niezrozumienie, na czym polega polityka międzynarodowa.
Otóż opozycja w Polsce NIE robi polityki, co starałam się wytłumaczyć w pierwszej części wpisu. Natomiast obowiązkiem opozycji wobec swoich wyborców jest WYGRANIE WYBORÓW - i to, co robi PiS, jest oczywiście realizacją tego obowiązku.
Pisałam o tym już wcześniej, ale muszę to powtórzyć: w polityce i dyplomacji nic nie jest oczywiste. To, co niektórym może się wydawać "uprawianiem polityki międzynarodowej", jest tak naprawdę gestem skierowanym do WYBORCÓW. Cóż - nie każdy powinien wiedzieć, jak się robi politykę i kiełbasę ...
Jeśli chodzi o mnie, to nie mam z tym problemu. Wiem, jakie są generalne priorytety Jarosława Kaczyńskiego w kwestii polityki międzynarodowej, i doraźne gesty, obliczone na utrzymanie starego i pozyskanie nowego elektoratu, budzą moją aprobatę.
A na zakończenie chciałabym tylko przypomnieć, że Polska kilka lat temu została przez The Economist uznana za państwo ułomnej demokracji, a od tego czasu sytuacja znacznie się pogorszyła, i wszelkie kwestie związane z opozycją należy rozpatrywać w tym kontekście.
P.s. Za partię opozycyjną uważam PiS. Nikt i nic nie zmusi mnie do uznania, że Leszek Miller, którego głównym zmartwieniem jest niedopuszczenie PiS do władzy, to choćby namiastka opozycji - o takim Gowinie już nawet nie wspominając.
http://alexd.salon24.pl/601164,pieknoduchom-do-sztambucha-panstwa-maja-wylacznie-interesy


Komentarze
Pokaż komentarze (50)