Po wczorajszej notce możnaby sądzić, że nową ustawę śmieciową oceniam wyłącznie negatywnie - tak jednak wcale nie jest. Stan, jaki istniał w Polsce przed nowelizacją, wcale nie był idealny, a dowodem na to były worki ze śmieciami zalegające na poboczach dróg czy w lasach. Oczywistym jest, że coś należało z tym fantem zrobić.
Procedowaniu ustawy śmieciowej (ustawa o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach), ostatecznie uchwalonej w roku 2011, od samego początku towarzyszyły wielkie emocje. Zaangażowanie samorządów, organizacji pozarządowych, zwykłych obwateli, przedsiębiorstw branżowych było ogromne i na ogół negatywne. Również media - nawet te zaprzyjaźnione z rządem - wskazywały wielokrotnie na zagrożenia płynące z wprowadzenia w życie rozwiązań proponowanych w projekcie. Przede wszystkim wskazywano na ogromne zagrożenie korupcją i pogorszenie jakości gospodarowania odpadami, nieuchronnie związane z wprowadzeniem - de facto - monopolu na odbiór śmieci.n Reakcja koalicji rządzącej była charakterystyczna dla niej, czyli "na wiek emerytalny". Głosów rozsądku nie posłuchano, walec legislacyjny przejechał jak po swoim, no i mamy stan dzisiejszy: bubel prawny, burdel w miastach.
Zapewne wszyscy pamiętają kompromitację władz Warszawy, które nie poradziły sobie we właściwym terminie (połowa 2013 r.) z wprowadzeniem w życie przepisów ustawy, co poskutowało chaosem na rynku śmieci (bo śmieci to rynek, i to POTĘŻNY! - na tym się zarabia potworne wręcz pieniądze) i niebotycznym wzrostem opłat za ich odbiór. W rezultacie kampanii społecznej Pani Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz stawki populistycznie obniżyła, a odbiór śmieci odbywał się na zasadach dotychczasowych.
Inne miejscowości - jak na przykład moje podwarszawskie, spore miasto - poradziły sobie z problem znacznie lepiej. Niemniej jednak chyba wszędzie widać wady funkcjonowania ustawy; wady wbudowane w samą ustawę.
Wprowadzenie monopolu spowodowało bylejakość usług. Daty odbioru na ogół są dotrzymywane ... chyba, że jednak nie są. Wówczas pojemniki na śmieci, decyzją JAŚNIEPAŃSTWAŚMIECIARSTWA, straszą przed posesjami przez kilka godzin lub dni. Worki na śmieci są dostarczane lub nie: do nas najczęściej - nie, w związku z czym trzeba jechać i się upominać, tracąc czas i pieniądze. Odbiór odpadów zielonych (czyli, de facto, skoszonej na trawniku trawy) odbywa się DWA RAZY W ROKU, co jest kpiną z mieszkańców w żywe oczy (nie wiem, jak inni, ale my kosimy raz na dwa tygodnie w całym sezonie). Odbiór odpadów segregowanych następuje tylko raz w miesiącu. W rezultacie zmuszeni jesteśmy do mycia każdego słoika, pojemnika po jogurcie czy opakowania po mięsie, bo inaczej muchy by nas zeżarły. Oczywiście, traci się na to czas i pieniądze, tudzież TRACI SIĘ CZYSTĄ WODĘ, co jest wyjątkowo NIEEKOLOGICZNE. Odniór nieczystości domowych najlepiej skomentował mój znajomy, który nieustająco zaprasza wękdarzy do korzystania ze śmieciowego zasobu tłustych, białych robaków ... Brrrrrr!
Wady ustawy śmieciowej (której nie ma co bronić, bo to jest stracona pozycja) zauważył zarówno Trybunał Konstytucyjny, nakazując zmianę sposobu naliczania opłat śmieciowych, jak i sam ustawodawca (czyli koalicja PO-PSL), zapowiadając, że w drugiej połowie 2014 r. zostanie wprowadzona tzw. duża nowelizacja tejże ustawy, wprowadzająca do poprzedniej nowelizacji bardzo duże zmiany (o których można poczytać tu: http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/ustawa;smieciowa;do;poprawki;zmiany;w;drugiej;polowie;2014;r;,64,0,1496384.html
To nie można było od początku słuchać głosów rozsądku? Nawet, jeśli płynęły od znienawidzonej, a niedorżniętej, opozycji? ...
Oczywiście, żadna kolejna nowelizacja nie zmieni podstawowego faktu: nowelizacja z 2011 r. zlikwidowała konkurencję między firmami śmieciowymi, wprowadzając socjalistyczny przypus w miejsce zasad gospodarki rynkowej - i jak w socjalizmie skończyć się to musi: czyli katastrofą.
A przecież można było wprowadzić rozwiązania, które godziłyby wolny rynek gospodarowania odpadami ze zlikwidowaniem śmieci zalegających w rowach. Wystarczyło na każdego nałożyć obowiązek zawarcia umowy z firmą śieciową, określając minimalne progi tego odbioru, czyli częstotliwość odbioru dla klienta, a sposób segracaji - dla przedsiębiorców, zobwiązując jedną lub drugą stronę umowy do złożenia kopii w odpowiedniej jednostce samorządu terytorialnego. Na uchylających się od obowiązku nałożyć kary finansowe, z których finansować zbiórkę odpadów z niepłacących gospodarstw domowych czy z ulic. Odpowiednia umowa zostałaby podpisana między gminą a firmą śmieciową wyłonioną w drodze przetargu.
Proste? Jasne. Może właśnie aż nazbyt ...


Komentarze
Pokaż komentarze (34)