Chodorkowski - rosyjski oligarcha, który spędził wiele lat w uwięzieniu, bo myślał, że jest tak mocny, że nie musi się "działkować" z Putinem - został przez swojego pogromcę uwolniony przed olimpiadą w Soczi. Przytomny Michaił skorzystał z okazji i jeszcze tego samego dnia opuścił gościnne granice Mariuszki Rassii. Osiedlił się, jeśli mnie pamięć nie myli, w Szwajcarii, co by znaczyło, że te głupie 10 tauzenów wyszarpane w Strasburgu to był dla niego ochłap. Mniejsza.
Ostatnio media obiegła wiadomość, że Chodorkowski - przez kilka miesięcy wyraźnie zastraszony i unikający kontaktów z mediami - wytoczył działa przeciwko Putinowi: założył portal internetowy, który - w założeniu - ma doprowadzić do usunięcia Putina od władzy.
Naturalnie, można mieć na ten temat dwa zdania: pierwsze jest takie, że Chodorkowski jak był, tak jest, głupi, i po prostu wystawia się na los Litwinienki. Ja jednak powiązałam sprawę Chodorkowskiego z kolejną falą manifestacji antyputinowskich w Rosji (zbiegiem okoliczności w tym samym czasie) i wyciągam zupełnie odmienny wniosek:
Grupa trzymająca obecnie władzę w Rosji (polski odpowiednik - Loża minus pięć) wkur ... sorry ... wkurzyła się na Putina, który swoim pobrzękiwaniem szabelką psuje im interesy (tak, tak - nie wszyscy zarabiają na wojnie!) i postanowiła skrócić go o głowę. Oczywiście, można się zastanawiać, czy oligarcha Chodorkowski dobrze rozpoznał sytuację i za GTW nie wziął przypadkiem Grupy Pretendującej do Przejęcia Władzy .... ale jakoś tak myślę, że 10 lat łagru, nawet jeśli stosunkowo łagodnego, potrafi wysublimować zmysły policzne nawet średnio rozgarniętego oligarchy.
Tak więc, zupełnie nieprofesjonalnie i głównie na wyczucie, ogłaszam sezon polowań na Putina za otwarty!



Komentarze
Pokaż komentarze (15)