Istotą przeprowadzonej przez Sejm w błyskawicznym, trzydniowym, tempie nowelizacji ustaw o Funduszu Kolejowym oraz restrukturyzacji, komercjalizacji i prywatyzacji Przedsiębiorstwa Państwowego Polskie Koleje Państwowe jest przekierowanie środków Funduszu Kolejowego z inwestycji w infrastrukturę na obsługę historycznego zadłużenia polskich kolei.
Będzie tego trzy miliardy w ciągu pięciu lat (2010 - 2014).
Dużo? Niekoniecznie. Tak zwane usamorządowienie, którego skutkiem może być zmniejszenie liczby kursujących pociągów o 1/3 jeszcze w tym miesiącu (Przewozy Regionalne - 20%, PKP Intercity - 13%), polegało tak na prawdę na postawieniu do dyspozycji państwowego kolejowego holdingu dowodzonego przez prezesa Wacha czterech miliardów w ciągu dwóch lat (2008 - 2009).
W moim lokalnym wymiarze cała operacja zaskutkowała zlikwidowaniem wszystkich połączeń kolejowych na Roztoczu i w Zamościu. Bagatela - pięć powiatów, pół miliona mieszkańców, w dość atrakcyjnym z punktu widzenia indywidualnej turystyki regionie. Dzięki mozolnej pracy kolejowych reformatorów na najbliższą stację kolejową z pociągami mamy od 1 września około 100, zamiast około 20 kilometrów. Sytuacja jest zatem porównywalna z tą sprzed 1887 (słownie: tysiąc osiemset osiemdziesiątego siódmego) roku, kiedy to kolej żelazna dotarła do Bełżca.
Odległość dokolei wzrosła niestety ponad przyzwoitość proszenia syna sąsiadów o podrzucenie na pociąg w zamian za zostawienie mu kluczyków i dowodu rejestracyjnego mojego samochodu do czasu powrotu. Przyszło zatem - w okolicach czterdziestki - zrobić w końcu prawo jazdy, czego skutecznie udawało mi się unikać mimo wielu lat pracy w tak zwanych korporacjach. Pracy związanej z częstymi i czasami pilnymi wyjazdami.
Jak to się wiąże z przywołaną na wstępie nowelizacją? Ano tak, że przychodem Funduszu Kolejowego jest 20% opłaty paliwowej zawartej w cenie wachy...
Mam więc dylemat. Lać patriotycznie do baku benzynę koszerną, opodatkowaną na rzecz niemanej i oddalającej się coraz bardziej kolei, czy ukraińską, dostępną w średnio co piątej stodole w okolicy.
Chyba wybiorę drugie rozwiązanie. Wcale nie na złość zawodowym prezesom od kolei. Otóż przyszłością tego regionu ma być rozwój turystyki. Że wyjazdowej za przebiegającą opodal granicę zamiast przyjazdowej w wykonaniu spragnionych kontaktu z naturą mieszczuchów to szczegół.
Rozwój jest rozwój.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)