Ocokaman? Obawiam się, że o ambicje. Nowy model funkcjonowania Przewozów Regionalnych obnaża bezlitośnie większość (jeżeli nie wszystkie) błędy popełnione w ciągu minionych 10 lat „w temacie” modelu funkcjonowania kolei żelaznych. Osób znajdujących się obecnie po „drugiej stronie barykady”, które miały zasadniczy i bezpośredni wpływ na – wtedy jeszcze – PKP Przewozy Regionalne w „poprzednim wcieleniu” jest więcej. O wiele więcej. Według kolejowych standardów każdy przewieziony pasażer powinien generować około 10 groszy straty na kilometrze.
Może chodzi o to o co chodzi, jeżeli nie wiadomo o co chodzi? Raczej nie w tym przypadku. W relacjonujących konflikt mediach przewija się temat wymuszenia zmonopolizowania rynku przez PKP Intercity, które ma zostać sprywatyzowane przez giełdę. Miało być w zeszłym, miało być w tym, w przyszłym pewnie też nie będzie. Wartość firmy to przede wszystkim wizerunek. Zarówno przewoźnika jak i rynku. Zarówno jednego jak drugiego ubywa od roku w zastraszającym tempie.
Skutki taborowej polityki Intercity były widoczne w minione wakacje. Dotowane przez ministra pociągi, do których nie mieścili się pasażerowie, były w okresie ogórkowym wdzięcznym tematem dla mediów. O ile większy byłby w nich tłok, gdyby nie jeżdżące już wtedy InterRegio? Co się będzie działo w pociągach w wakacje, które rozpoczną się za miesiąc? Wagonów, które mogą poruszać się po torach ubywa. Lokomotywy przeznaczone do obsługi najszybszych połączeń na odzyskanie sprawności czekają już prawie rok.
Obraz dopełnia seria żenujących wypowiedzi rzecznika prasowego prestiżowego przewoźnika. A to dowiadywaliśmy się, że wagon podstawiony specjalnie dla niepełnosprawnych wcale nie musi niepełnosprawnym ułatwiać dostania się do pociągu, a to że pasażerowie nie mają wyczucia i szturmują wagony w przewozowych szczytach, a to że jeździ do pracy metrem w większym tłoku niż klienci w pociągach jego firmy. Trzeba jednak przyznać, że od miesiąca, to jest od czasu zmian w zarządzie, nie przytrafiła mu się żadna wpadka. „Na szczęście” na posterunku trwa jeden z rzeczników PKP S.A. (ten bez peronów), który ostatnio miał za złe Przewozom Regionalnym, że nie chciały w Gdańsku współpracować przy informowaniu o odwołanych InterRegio. Wiedza o tym, że przez Gdańsk nie przejeżdżał żaden tego typu pociąg nie jest wiedzą powszechną. O niesmaku związanym z bufonadą o uziemionych samolotach opublikowaną na jego blogu obok nekrologów związanych ze smoleńską tragedią – żal pisać.
Z takim właśnie wizerunkiem Intercity wybiera się na giełdę. Można rzecz, że z premedytacją i w warunkach recydywy się wybiera. O chęci sprzedania przewoźnika z monopolem na dalekobieżnym rynku piszą media, mówią eksperci, dają niedwuznacznie do zrozumienia zorientowani „w temacie” parlamentarzyści. „Z czym na giełdę, a więc do ludzi?” – można zapytać. „O ile działania z ostatnich dwóch lat obniżyły rynkową wartość Intercity?” – zapytać należy.
Istotna część skoordynowanych działań Ministerstwa Infrastruktury, Urzędu Transportu Kolejowego oraz PKP S.A. odbywa się pod sztandarami implementowania kolejnego „pakietu kolejowego”. Rodzi to następne pytanie: w jaki sposób alibi pod tytułem „Polska metoda wprowadzania w życie kolejnych kolejowych pakietów” ma się do dokumentu pod tytułem „Biała Księga, Europejska polityka transportowa w horyzoncie do 2010 r.: czas wyborów”? Zawarta w nim deklaracja międzynarodowych organizacji kolejowych o zwiększeniu udziału w rynku przewozów pasażerskich z 6 do 10% brzmi jak żart ponury – Andrzej Wach, prezes PKP S.A., zasiada we władzach UIC. Najbardziej znanej z przywołanych w Księdze organizacji.
Sięganie do wskaźników ofiar i poszkodowanych w przeliczeniu na pracę przewozową dla kolejowej i drogowej części transportu byłoby niesmaczne. Zainteresowani tematem mogą wrzucić w internetową wyszukiwarkę „zewnętrzne koszty transportu” i wyrobić sobie zdanie na ten temat. Choć kto wie, czy nie warto pokazać brutalnie ile osób – statystycznie rzecz ujmując – musiało umrzeć lub długo się leczyć. Dlatego, że kolejny rząd realizuje politykę kolei.
Choć powinno być dokładnie na odwrót.
Chyba, że intencją realizowaną przez rząd PO-PSL jest zmuszenie samorządów (co za niespodzianka, w każdym albo PO albo PSL, w większości oba ugrupowania) do pozbycia się udziałów jakie otrzymały od ministra. Skarb Państwa z prawa pierwokupu nie skorzysta. Po pierwsze nie ma na to środków, a po drugie zanegowałoby to sens wydania ponad trzech miliardów publicznych złotówek. To by oznaczało, że rząd Donalda Tuska niczego się od czasu kompromitacji ze stoczniami nie nauczył.
Jeżeli taki wariant jest trenowany to ewentualny nabywca, oprócz przedstawiającej dyskusyjną wartość firmy, pozyska rynek przewozów regionalnych generujący dwa do trzech miliardów złotych przychodów rocznie. A przecież, jak pokazał miniony rok, rynek przewozów dalekobieżnych też posiada swój niewykorzystany potencjał. Wykazało go InterRegio.
Jeżeli tak się stanie, to ciekawe będzie kto nagle znajdzie pieniądze by kupić Przewozy Regionalne. Jeszcze ciekawsze – za ile spółkę kupi.
O tym jak posłuchałem Radia Maryja i opadła mi szczęka.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)