Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę z zainteresowaniem słuchał Radia Maryja. Niektórych fragmentów nawet dwa razy. Że jeden będę ze słuchu spisywał (od 00:37:45 do 00:44:25):
(…) Tak się składa, że będąc kolejarzem z krwi i kości od wielu, wielu lat, do samej emerytury, miałem okazję, będąc na różnych kierowniczych stanowiskach, przyjrzeć się temu procesowi z bliska. (…) Niszczenie kolei nie zaczęło się w roku 2000 (…), a dużo, dużo wcześniej. W 1993 roku liberałowie, a ściślej ówczesny młody doktor, pan Juliusz Engelhardt, opracował ustawę o PKP. Podzielił linie kolejowe, w tymże projekcie ustawy, na linie o państwowym znaczeniu i całą resztę. Ta reszta, z założenia, do wycięcia. A co ważniejsze, była dużo poważniejsza sprawa, dotycząca finansów kolei. Wszystko wskazywało na to, że z budżetu państwa kolej nie ma być dofinansowywana, a więc miała by być upośledzona w stosunku do innych kolei [europejskich – przypis mój]. I tak patrząc, a znając się na ekonomice, bowiem byłem, między innymi dyrektorem ekonomiki i finansów sektora pasażerskiego, dostrzegałem, że to jest równia pochyła. W roku 1995 wprowadziłem również ustawę do Sejmu, własnego autorstwa, która miała zapobiec tym niebezpieczeństwom. No niestety, zwyciężyła opcja liberalna, czyli pana, ówczesnego doktora, młodego zresztą doktora, Juliusza Engelhardta. I wtedy zaczęło się toczenie kolei po równi pochyłej.
Rok 2000, to był rok nieco późniejszy. Wówczas kierował państwem pan premier Buzek. Ministrem do spraw kolejnictwa, do spraw transportu, a kolejnictwem również się zajmował, był pan Tadeusz Syryjczyk. Przypominam sobie, jako świadek tamtych wydarzeń, pewne takie zdarzenie. (…) Efekty były takie, że oczywiście przeforsowano ustawę projektu pana Juliusza Engelhardta, ówczesnego doktora, dzisiejszego profesora, wiceministra transportu [powinno być: infrastruktury – przypis mój] i potem toczyło się już wszystko po równi pochyłej. Także dzisiejszy stan PKP jest skutkiem działań nie od dzisiaj, a od wielu, wielu lat. Powiedziałbym: od siedemnastu lat, przynajmniej. (...)
O senatorze Kogucie też było. Ale tylko śmiesznie.
Czyli jednak ambicje. Z tym, że – wychodzi mi, iż największe – profesora Juliusza Engelhardta, wiceministra od kolei.
Kolej w zamian… no właśnie, w zamian za co...
Panie Waldku, Pan się nie boi?!?



Komentarze
Pokaż komentarze