Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina
39
BLOG

Zarządca ostatniego kontaktu

Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina Gospodarka Obserwuj notkę 3

W ramach poprawiania wizerunku kolei Szczęśliwicka stawia na dworce. Wizerunek – rzecz ważna. W polityce nawet najważniejsza. Zwłaszcza jeżeli wszystko co może przynieść realny sukces wlecze się jak pociąg pomiędzy Katowicami a Krakowem.

Zanim elektorat pojedzie szybciej z Warszawy do Gdyni lub Łodzi – pociągi będą musiały tam jeździć wolniej. Zanim elektorat wsiądzie do nowych szybkich pociągów – będzie się gniótł w coraz mniejszej ilości, coraz starszych składów. Kolej naprawdę szybka odległa jest kilka dobrych kadencji, a tu – co za pech – trzy pod rząd kampanie. W tym dwie o realną władzę, a nie o żyrandol.
 
Wymyśliła więc sobie Szczęśliwicka, że zrobi premierowi Tuskowi dobrze w kolejowe dworce. Przy zaproponowanym modelu sprawi to niestety, że kolejny rząd przyczyni się do realizowania polityki kolei. Że po raz kolejny zmniejszy się liczba połączeń. Może nawet uda się zlikwidować kilka kolejnych kolejowych linii, przeszkadzających kolejowym reformatorom w odnoszeniu sukcesów przez kolejową reformę?
Żeby była pełna jasność: nie kwestionuję, że w wyniku planowanych działań dworce nie będą ładne, czyste, przyjazne i w ogóle. To się akurat może udać. Chociaż, jak pokazuje przykład PKP Intercity, z nie tak dobrze zapowiadającymi się i wyprowadzonymi na szerokie wody przedsięwzięciami, doświadczeni kolejowi reformatorzy dawali sobie radę...
Kwestionuję motywacje, czas i sposób przeprowadzania tej operacji. Ponieważ jej skutki będą dla pasażerów o wiele mniej ciekawe niż dla mediów.
 
Cały ten dworcowy biznes będzie trzeba sfinansować. Bo przecież budżetowe pieniądze na dworce są po pierwsze inwestycyjne, a po drugie skończą się najpóźniej w dniu pierwszego gwizdka w ramach Euro2012. Jeżeli nie wcześniej. W obliczu powodziowych strat państwo ma naprawdę ważniejsze infrastrukturalne wydatki, niż wyszorowanie Centralnego za 50 milionów. Tylko po to, żeby chwilę po mistrzostwach kopanej piłki, dworzec zbudowany przez inżyniera Karwowskiego rozebrać, a następnie postawić w jego miejscu nowy.
Źródła finansowania będą dwa. Pierwszy to opłata dworcowa. Oficjalna wersja brzmi oczywiście, że będzie nakładana na przewoźnika. Który będzie musiał znaleźć jej pokrycie w źródłach swoich przychodów, albo w oszczędnościach –  ale w ten aspekt lansujący pomysł już nie wnikają. W przypadku PKP Intercity – sprawa jest prosta. Najpierw podniesione zostaną ceny biletów w celu zwiększenia przychodów. Ponieważ „tym razem również” to nie zadziała – przewoźnik sięgnie po oszczędności. Czyli zlikwiduje kilkanaście/kilkadziesiąt kolejnych dotowanych z budżetu połączeń. Minister pozwoli. Wszak skoro z jego – formalnie – inicjatywy wzrosną Intercity koszty, to nie będzie się wygłupiał, nie zgadzając się na rozwiązanie tą inicjatywą wymuszane.
Przewoźnicy realizujący przewozy na zlecenie samorządów będą mogli pójść tą samą drogą, lub liczyć na to, że samorządy po raz kolejny znajdą  „jeszcze trochę pieniędzy”. Ciemno widzę ich entuzjazm, przy świadomości, że to „jeszcze trochę” pójdzie wprost na konta Szczęśliwickiej, której się przy usamorządowieniu dali wyrolować  jak dzieci…
Drugie źródło, to przygotowywany „przy okazji” system sprzedaży biletów kolejowych. Zadziwiająco podobny do pomysłu, który poległ dwa lata temu w Sejmie. W zaskakujący sposób, część iskrzeń na linii PKP – Przewozy Regionalne stworzyła całkiem niezły klimat do powrotu do starego pomysłu. Czyli tak naprawdę do przejęcia kilku-kilkunasto procentowych prowizji, od innych, niż samorządowe dotacje, przychodów przewoźników realizujących przewozy lokalne.
 
Dość oczywiste, choć zaprzeczające kolejowej ekonomii, rozwiązanie polegające na zwiększeniu i poprawieniu przewozowej oferty niestety nie wchodzi w rachubę. Ani nie ma na to taboru (u żadnego z przewoźników!), ani nie zmniejszają się czasy przejazdów (Urząd Transportu Kolejowego kombinuje nawet, jak powydłużać obecne!).
Nowy tabor to minimum rok-dwa lata od podjęcia decyzji, skrócenie czasów przejazdów – minimum dwa-trzy. Tymczasem Szczęśliwicka swój nowy pomysł chce wprowadzić w życie jak najszybciej. Najchętniej od 1 stycznia roku 2011.
 
Jeżeli to zrobi – połączeń znowu ubędzie. Dzięki czemu zarządca dworców ładnych, czystych, przyjaznych i w ogóle, stanie się dla kolejnych osób zarządcą ostatniego z koleją kontaktu.

»... Jednym z Polokoktowców jest Olgierd Jedlina, redaktor pisma "Pasikonik", żyjący spokojnie w swoim poukładanym świecie z narzeczoną Ewą. Jego spokój burzy schwytanie jego przyjaciela Adasia przez agentów Kilkujadka. Adasiowi udało się samodzielnie stworzyć formułę Kingsajzu, co może przynieść Polokoktowcom trwałe bezpieczeństwo, jednak dla Adasia staje się przyczyną zguby...« (http://www.zgapa.pl/zgapedia/Kingsajz.html)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Gospodarka