Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina
98
BLOG

Władza wciąga. Bagno też.

Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina Gospodarka Obserwuj notkę 1

Strategia zarządzania długiem publicznym z września 2007 zakładała ustabilizowanie poziomu zadłużenia sektora finansów publicznych poniżej poziomu 48% PKB. O tym, że był to szacunek ostrożny świadczy najlepiej analogiczny dokument z roku następnego. Stan finansów publicznych okazał się na tyle dobry, że rząd Donalda Tuska mógł przyjąć systematyczne zmniejszanie poziomu zadłużenia. Zgodnie z nowym planem zadłużenie w roku 2010 miało wynieść 637 mld (zamiast 694 mld) i stanowić 42,9 (zamiast 48,7) % produktu krajowego brutto.

Ile były warte te prognozy pokazał rok kolejny. Strategia z września 2009 wyznaczyła nowy cel – zmieścić się w limicie 55%, po którym kończą się żarty. W ciągu roku (co ważne, drugiego roku) rządzenia kwotę deficytu trzeba było skorygować o prawie 12% PKB! W wartościach bezwzględnych planowane zadłużenie zwiększyło się w ciągu roku o 102 (słownie: sto dwa) miliardy złotych.
Zastanawiam się jak wytłumaczyć tę różnicę. Kryzys? Jaki kryzys? Kryzysu przecież w Polsce nie było! Jeżeli nawet, to taki maciupci. Na 20, góra 40, miliardów. Zatem albo gdzieś rozpłynęła się w tajemniczy sposób góra kasy, albo dwa lata temu ktoś się w swoich prognozach zdrowo walnął. Na szczęście dla premiera i jego politycznego zaplecza, jak już wyszło szydło z worka, Polacy żyli ledwo co wybuchłą aferą hazardową i nikt nie pytał po co był ten miś.
 
Ponieważ Wieloletni Plan Finansowy przygotowywała ta sama ekipa moje zaufanie do informacji w nim zawartych jest mocno ograniczone. O tym ile dokument jest wart, będzie wiadomo po jego przyszłorocznej aktualizacji. Pod warunkiem, że nastąpi ona później niż wybory parlamentarne, czyli w wersji skrócenia kadencji.
Gdyby się chociaż ten nieszczęsny VAT zgadzał...  Nominalny wzrost przychodów z tego tytułu wynosi 13,1 miliardów złotych (ze 106,2 do 119,3). Po poprawce na planowaną inflację i wzrost wynagrodzeń zostaje 9,1 miliarda, czyli nieco więcej niż zapowiadane pięć. O publiczne inwestycje zapewne nie chodzi, ponieważ powinny wpłynąć na przychody z CIT’a, a te mają w przyszłym roku spaść. Nominalnie o 2,5 miliarda, realnie o ponad 3.
Z akcyzą też jest ciekawie. Nominalny wzrost w przyszłym roku 4,6 miliarda (realnie 2,6). Zapewne chodzi przede wszystkim o zniknięte ulgi od stosowania biokomponentów w paliwach. Ale to rok 2011. W następnym planowany jest wzrost o kolejne 6,6 miliarda (realnie 2,9). Ciekawe na czym konkretnie.
 
Pewnie rząd zakłada rozwój szarej strefy i generowanej przez nią konsumpcji.  Jakoś na te podatki obywatele będą musieli zarobić. Symboliczne, realne wzrosty przychów z PIT utwierdzają w przekonaniu, że nikt nie liczy, że będą to robić oficjalnie.
To wcale nie jest takie głupie, jak by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać. W związku z pracami nad doliczaniem do PKB lewej części gospodarki – jest się o co bić. Wszak każdy wypracowany przez nią miliard będzie zwiększać zdolność pożyczkową państwa o 550 milionów. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że pomysł jest brukselski, a nie warszawski.
 
Po  co nam Balcerowicz skoro mamy Kaszpirowskich? Wystarczy powtarzać odpowiednio często żyje się lepiej, żyje się lepiej. To wciąga.

Jeżeli w dodatku działa – czemu nie?

»... Jednym z Polokoktowców jest Olgierd Jedlina, redaktor pisma "Pasikonik", żyjący spokojnie w swoim poukładanym świecie z narzeczoną Ewą. Jego spokój burzy schwytanie jego przyjaciela Adasia przez agentów Kilkujadka. Adasiowi udało się samodzielnie stworzyć formułę Kingsajzu, co może przynieść Polokoktowcom trwałe bezpieczeństwo, jednak dla Adasia staje się przyczyną zguby...« (http://www.zgapa.pl/zgapedia/Kingsajz.html)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka