Dwóch kolejowych spółek już nie ma. To znaczy są, ale jakby ich już nie było.
Pierwsza, większa, czyli Przewozy Regionalne nie mają większych szans na podniesienie się z kolan. To by wymagało finansowego zaangażowania wojewódzkich samorządów, które nie mają długofalowego, ekonomicznego interesu w posiadaniu własnych, jednowojewódzkich, spółek. Jak raz, są to samorządy, które na tegorocznym grzebaniu w janosikowym, mocno ucierpiały.
Druga, mniejsza ale prężniejsza, to LHS. Decyzje o jego połączeniu kapitałowym z Cargo zdaje się już zapadły. Wcześniej czy później skończy się to rodzieleniem funkcji przewoźnika i zarządcy. Jak gminna wieść niesie już kierowane są pytania zagranicznych przewoźników o zasady dostępu do szerokiego toru. A w momencie jego uskutecznienia skończy się panaprofesorowa synergia.
Nastąpi to wcześniej niż później. W dodatku w najgorszy z możliwych sposobów, bo wszyscy będą niezmiernie zaskoczeni, że jednak trzeba udostępniać. Odda się linię szybciutko molochowatemu PLK, które bez problemu doprowadzi ją do ogólnokrajowego standardu. A drugi tor zapowiedziany niedawno przez ministra Grabarczyka wybudowany zostanie nie dość, że kosztem równoległego, normalnego to dopiero po dopowadzeniu do śmierci technicznej istniejącego.
I wtedy z Zamościa już wszędzie ewentualnym pociągiem będzie trzeba jeździć przez Warszawę. No, może do Rzeszowa nie, bo tylko przez Lublin. Od ponad dwóch miesięcy jest chociaż nadzieja, że pociągiem szybkim. Niestety kilka dni temu okazało się, że dopiero za 30 lat. Ja stawiam, że szybciej w CERN wynajdą teleportację.
Wypijmy za błędy, za błędy na górze...



Komentarze
Pokaż komentarze (13)