Myśliwy postanowił zapolować na niedźwiedzia. Ubrał się, założył dwururkę na ramię i poszedł do lasu. Idzie, rozgląda się, widzi wśród krzaków niedźwiedzia. Przymierzył się, strzelił, dym się rozwiał, patrzy… a tu niedźwiedź bieży radośnie w jego stronę. Staje przed nim i mówi:
— Oj, myśliwy, myśliwy. Nieładnie. Chciałeś mnie zabić. Albo zrobisz mi dobrze, albo rozerwę cię na strzępy.
Cóż było robić. Nieszczęsny myśliwy opuścił spodnie, odwrócił się, zagryzł wargi i … zaczął myśleć o zemście.
Okazja nadarzyła się niewiele później. Uzbrojony w lepszą dwururkę wybrał się do lasu. Dostrzegł niedźwiedzia, zbliżył się po cichu, przymierzył i strzelił. Niestety znowu spudłował. Niedźwiedź daleko nie był, więc nawet uciekać nie było sensu.
— Oj, myśliwy, myśliwy. Nieładnie. Znasz zasady…
Tydzień później myśliwy, wyposażony w nabyty nielegalnie karabin maszynowy, znowu udał się do lasu. Podkrada się w znane sobie miejsce, podkrada, i nagle czuje klepnięcie w plecy. Odwraca się, a tam stoi niedźwiedź, uśmiecha się filuternie i mówi:
— Oj, myśliwy, myśliwy. Mnie się coś zdaje, że ty tutaj wcale nie przychodzisz polować…


Komentarze
Pokaż komentarze (2)