Zapytał mnie jeden znajomy dlaczego nie odniosę się tego co się dzieje z koleją w województwie śląskim. Nie mam siły tego komentować.
Linii Bielsko - Cieszyn, w pasażerskim sensie, nie ma. Właśnie majestatyczne parowozy sunące tą linią były początkiem mojej fascynacji koleją. Oglądane codziennie z okna, a w zimie z bliska podczas saneczkowania za torami, są jednym z najlepiej utrwalonych obrazów z wczesnego dzieciństwa. Druga emocjonalnie mi bliska, ze względu na pięcioletnie dojazdy do szkoły, ta w kierunku Wadowic i Krakowa – pasażersko dogorywa.
Mistycznego widoku dymu z kominów domów przelewających się przez tory, gdzieś na krętym szlaku w okolicach Mucharza, odtworzyć się nie da. Linia nie istnieje. Był przynajmniej powód - budowa zbiornika wodnego. Tory z Żywca do Suchej (ten zapach łubinu wpadający przez okno wagonu rześką nocą!), eksplorowane przy okazji wypadów w Gorce, też przestaną zapewne istnieć. Choć z całkiem innego powodu.
Następna w kolejce - linia do Wisły. Niby się dogadają/mają dogadać, ale jeżeli nawet – strach pomyśleć jak wiele osób, dowiedziało się po raz kolejny, że pociągi to same kłopoty. Ponieważ najlepiej jest jak wcale ich nie ma.
Grunt, że zagłębiowska część wiodącego politycznego ugrupowania może zagryzać się z częścią śląską. Przy pomocy kolei. A Przewozy Regionalne mogą rączo wracać do Grupy PKP. Jako spółka honoris causa.


Komentarze
Pokaż komentarze (4)