Wszystkim wątpiącym w sens spisu powszechnego polecam, mimo Wielkiego Postu, zapuszczenie płyty z kolędami. W celu sprawdzenia, które tracą sens przy założeniu, że cesarz August urządziłby sondaż. Zamiast spisu.
Ja się tam dzisiaj samo-spisałem. Będąc zdziwionym, że można mieć zastrzeżenia do starego jak cywilizacja narzędzia ułatwiającego precyzyjne ujęcie stanu społeczeństwa. Ujęcie statystyczne. Z prawną ochroną treści zawartych w pojedynczej ankiecie. Jakoś inne tajemnice i dane wrażliwe przekazywane służbom państwowym, para-państwowym, a nawet całkiem prywatnym – sprzeciwu nie wzbudzają.
Sporo ich. W dodatku posiadających cel i sens najpierw indywidualny, a dopiero później statystyczny. Przykłady? Dwa pierwsze z brzegu, pozyskiwane przez państwo: podatki oraz udzielone świadczenia zdrowotne. Są jednak przecież inne, w dodatku pozostające w rękach prywatnych. Na przykład dane jakimi broczymy korzystając z kont bankowych i kart wszelakiego rodzaju. Kredytowych, debetowych, a nawet lojalnościowych.
Zastanawiam się ile z protestujących przeciwko spisowi osób ma głupie konto na gmailu. Które, nawet bez powiązania z informacjami o korzystaniu z innych usług tego samego dostawcy, dostarcza Onym mnóstwa informacji. O wiele bardziej wrażliwych niż te ze spisu.
Z którymi Google może robić sobie co chce. Tak, wiem. Jestem antygooglowym paranoikiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)