Nie mam już siły nawet śmiać się z samorządowej żenady związanej z koleją. Właśnie się okazało, że nówki-sztuki elektrycznego taboru zakupionego przez śląski samorząd mogą postać do czerwca w krzakach. Przewozy Regionalne nie są zainteresowane ich półtoramiesięcznym użytkowaniem. Też bym nie był. To użytkowanie po prostu nie jest bezpłatne.
231
BLOG
Kolei samorządowych wymiar mistyczny
Najweselsze w całej tej sytuacji jest to, że śląski samorząd oraz jego własna spółka nie ukrywają, że w planowaniu kolejowej przyszłości regionu korzystają z instytucjonalnych i personalnych doświadczeń Kolei Dolnośląskich. W tym z doświadczeń jej prezes. A tak się głupio składa, że jednym z podpisów pod jedną z rocznych umów na przewozy w województwie śląskim, jest podpis Genowefy Ładniak.
Umowy na przewozy w roku 2009, czyli w pierwszym, w którym wystąpiły istotne różnice pomiędzy kwotą dotacji wynegocjowanej, a deficytem jaki dotacja powinna pokryć. Tymczasem nic innego jak brak wystarczającego dofinansowania jest osią sporu pomiędzy przewoźnikiem a samorządem. Oraz jednym z argumentów za przenoszeniem jak największej części pracy przewozowej do nowej spółki.
Cóż z tego, że nowej, skoro jej organizacyjno-merytoryczny trzon stanowić będą starzy, dobrze sprawdzeni w złych Przewozach Regionalnych pracownicy? A to jest zasada. We wszystkich tworzonych przez samorządy spółkach przewozowych.
Jeżeli ktoś uważa, że zatrudnienie w Kolejach Dolnośląskich, Śląskich, Wielkopolskich, czy jakichkolwiek innych jest jak sakrament, po którym na wytransferowany beton spływa łaska stanu – niech sobie tak uważa. Ja uważam inaczej.
Zastanawiając się mocno, czy kolejowi i samorządowi urzędnicy nie zdawali sobie sprawy z efektów jakie przyniosą podejmowane przez nich decyzje. Oby właśnie tak było. Oby wzrosty kosztów i spadki przewozów świadczyły o ich kompetencjach. W przeciwnym przypadku świadczyć będą o ich intencjach.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)