Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina
295
BLOG

Polokoktowców komunikacyjne przypadki

Olgierd Jedlina Olgierd Jedlina Gospodarka Obserwuj notkę 1

Oj, sporo się w ciągu minionego tygodnia przemieszczałem. Z okolic granicy ukraińskiej w okolice granicy niemieckiej (oraz w drugą stronę). W miejscu docelowym również co nieco. Strach się bać, jakbym wszystko miał zrealizować przy pomocy tak zwanej komunikacji publicznej.

Te części, które musiałem nią pokonać – nieźle dały mi popalić. Pierwotny plan był taki, żeby hardkorowo, dwa dni po odebraniu prawa jazdy, udać się do Rzeszowa, zostawić tam samochód u znajomych, przebić się pociągiem do Krakowa, przespać się i rano, już z docelową ekipą, pomykać samochodem dalej.

Pierwsza weryfikacja planu nastąpiła z powodu samochodowego warśtatu, który zamiast na sobotę samochód zrobić – w sobotę samochód zabrał. Druga korekta wymuszona została dostępnością publicznego transportu w – podobno – atrakcyjnej turystycznie części Polski.

 

Bez wdawania się w szczegóły: olejcie Międzyzdroje. Przejedźcie się busem z Zamościa do Rzeszowa. Równie ciepło, równie gwarnie, równie tłoczno…

 

Z Rzeszowa poszło w miarę z górki. Choć nie wiem, czy brak uszczelek w drzwiach TLK-i wynikał z nieodległej rewizji, czy z potrzeby odprowadzania papierosowego dymu z przedsionków. Nie wnikam. Grunt, że w drodze powrotnej, po tekście na peronie (w jakieś tam Bochni, czy innym Brzesku), iż mimo wszystko wolę natrzodzić Szafrańskiemu niż Kuczewskiej – zostałem zaproszony na cywilizowane wypalenie papierosa w przedziale służbowym.

No i pogadalim, jak bezzniżkowiec z kolejarzami. Bardzo zdziwieni byli, jak im pokazałem za ile (oraz jakich) etatów płacą marszałkowie. Nie mogli zrozumieć dlaczego marszałek śląski zmuszany jest do opłacania 500 etatów maszynistów, pomimo tego, że z palcem w życi (to po śląskiemu) teoretycznie powinno wystarczyć 250.

Praktycznie (choć dalej oczywiste było, że to i tak za dużo) 350. Za tylu, za ilu płacił w ubiegłym roku samorząd wielkopolski. A też na 9 – z małym hakiem – milionów kilometrów przejechanych przez pociągi został naciągnięty. Co interesujące, liczba etatów w ramach drużyn konduktorskich była w obu oddziałach porównywalna…

 

Nieważne. Grunt, że dotarli Polokoktowcy do Rzeszowa w miłej, pozwalającej na prawie-legalne zaciągnięcie się dymkiem, atmosferze. Nawet pani-baba, która miała dyżur w rzeszowskim, dworcowym wucecie, była milsza niż ta, gdy jechałem w przeciwną stronę.

Niestety urok prysł. I to kilka pod rząd razy.

Po pierwsze: ochroniarz, który przypierzył się bez sensu do grupki młodych ludzi przed dworcem (Jacku Prześlugo: krytycznie ważne wydaje się być monitorowanie poczynań cieciów grasujących nocami po dworcach; nawet/zwłaszcza jeżeli mają plakietkę „Impel”). Po drugie: gbur konduktor w różowej(!!!) koszuli w pierwszym Regio z Rzeszowa do Przemyśla. Po trzecie: rozstaw siedzeń w szynobusie z Jarosławia do Horyńca. Węższy niż te z busa Zamość – Rzeszów.

Po czwarte – najbardziej dla mnie istotne – utknąłem 60 kilometrów od domu. Z jednym nieprzyjechanym busem. Z kolejnym (nawiasem mówiąc spóźnionym), jadącym ledwie 20 km dalej.

 

Do domu jakoś w końcu dojechałem. Nie ukrywam, że po raz ostatni nie-samochodem… 

»... Jednym z Polokoktowców jest Olgierd Jedlina, redaktor pisma "Pasikonik", żyjący spokojnie w swoim poukładanym świecie z narzeczoną Ewą. Jego spokój burzy schwytanie jego przyjaciela Adasia przez agentów Kilkujadka. Adasiowi udało się samodzielnie stworzyć formułę Kingsajzu, co może przynieść Polokoktowcom trwałe bezpieczeństwo, jednak dla Adasia staje się przyczyną zguby...« (http://www.zgapa.pl/zgapedia/Kingsajz.html)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Gospodarka