Jest gorzej niż w najczarniejszych miesiącach pandemii. Z tą różnicą, że dzisiaj nie ma żadnych lockdownów, nakazów ani zakazów. Jest za to brutalna rzeczywistość, o której nikt głośno nie mówi, bo psuje uśmiechnięty, propagandowy obraz „zielonej wyspy”.
Dziś znalezienie pracy w Polsce to nie jest proces rekrutacyjny. To droga przez mękę, wykańczająca fizycznie i psychicznie, nierzadko trwająca wiele miesięcy. Oczywiście, w warszawskiej, wrocławskiej czy krakowskiej bańce urzędowo-korporacyjnej tego dramatu aż tak nie widać. Ale spróbujcie poszukać etatu w przeciętnym polskim mieście powiatowym. Jeśli nie masz „pleców”, wujka w urzędzie, polecenia od znajomego kierownika produkcji, to jesteś nikim. Znalezienie czegokolwiek bez faworyzacji graniczy z cudem. Rok bezrobocia? To żaden wielki wyjątek, to dla wielu młodych ludzi nowa, tragiczna norma.
Z czego ci ludzie mają żyć? Z niczego. Polska to kraj, który z dumą wypiął się na własną młodzież. Tu nie ma żadnego realnego socjalu dla poszukujących pracy. W Hiszpanii – przy tamtejszym bezrobociu – czy w Finlandii państwo potrafi wyciągnąć rękę do obywatela. U nas? U nas system zastawił na młodych pułapkę bez wyjścia. Nie stać cię na wynajem absurdalnie drogiego mieszkania, więc mieszkasz z rodzicami. A skoro mieszkasz z rodzicami, to dochód liczony jest na całe gospodarstwo domowe. Przekraczacie próg o pięć złotych? Żaden zasiłek, żadne wsparcie się nie należy. Zostaje ci wegetacja w pokoju z dzieciństwa.
Rządzący będą wam machać przed nosem statystykami: „Przecież mamy tylko milion bezrobotnych”. To kolejne kłamstwo w żywe oczy. Te statystyki są nic nie warte. Zniechęceni ludzie po prostu przestali się rejestrować w upokarzających pośredniakach, w których i tak nie ma dla nich żadnych ofert, a jedyne, co ich czeka, to wysłuchiwanie głupich gadek złośliwych urzędasów. Skoro ubezpieczenie zdrowotne można mieć z tytułu zatrudnienia współmałżonka, po co tracić resztki godności w Urzędzie Pracy?
Zamiast pomagać swoim, państwo i biznes wolały pójść na skróty. Kolejne pokolenie zmusza się do emigracji, a w ich miejsce bez mrugnięcia okiem ściąga się coraz więcej imigrantów. Spróbujcie dziś nawet znaleźć prostą pracę w magazynie, na strefie ekonomicznej czy w montowni. Często nie ma tam już miejsca dla Polaków, bo agencje rekrutują wyłącznie obcokrajowców. Rząd nie tylko z tym nic nie robi, ale wręcz ułatwia ten proceder, znosząc wymóg tzw. testu rynku pracy. Trudno o państwo bardziej wrogie i przeciwne własnym, obywatelom.
I w tym wszystkim najgorsza jest ta bezczelna narracja starych dziadów. Ludzi, którzy od lat grzeją posady w budżetówce, siedzą w państwowym przemyśle albo dawno przeszli na wygodne emerytury. Słyszymy z ich ust zdartą płytę: „Praca jest, tylko młodym się nie chce!”. Naprawdę? Kto więc wysyła te setki, ba, tysiące CV w odpowiedzi na jedno ogłoszenie o prostej pracy za minimalną krajową? Duchy? Sieje się podłą propagandę, że Polacy są leniwi, żeby przykryć fakt, że gospodarka po prostu nie ma im nic do zaoferowania. Jeśli ktoś nie ma silnej pozycji, kapitału i znajomości, a chce w Polsce zacząć od zera, to choćby był najbardziej pracowitym człowiekiem na świecie, najpewniej osiągnie wielkie nic.
A nawet jeśli cudem znajdziesz ten etat, to co cię czeka? Praca za grosze, z których musisz opłacić dojazdy. Horrendalnie drogie paliwo, naprawy samochodu. Jak ktoś poważnie planuje przyszłość to jeszcze ma resztki odkładać z nadzieją na wkład własny do kredytu, który zarżnie cię na kolejne 30 lat. To chore, by w kraju o tak fatalnej demografii, który dosłownie wymiera, rzucać młodym ludziom pod nogi takie kłody jak konkurencję z zagranicy na rynku pracy. Wychodzi na to, że Polska nie potrafi stworzyć ludzkich warunków nawet dla tak drastycznie nielicznego młodego pokolenia.
Słynny „rynek pracownika” z poprzednich lat? To była zwykła bańka i tania propaganda na przeczekanie. Kapitaliści i politycy przestraszyli się masowej emigracji, więc wmówili młodym, że w Polsce są już perspektywy nie trzeba emigrować. Garstka się załapała, reszta naiwniaków ma po prostu przetrwać i usługiwać tym, którzy dzierżą kapitał. Historycznie nic się tu nie zmieniło. To zawsze był kraj wyzysku i pańszczyzny, gdzie godność i życie drugiego człowieka miało się za nic. Zawsze to pan i pracodawca ma dyktować warunki.
Dlatego jedyna sensowna rada dla młodych brzmi: nie dajcie się oszukać. Każdy miesiąc bez pracy stracony na tym patologicznym rynku pracy to ubogie życie, mniejszy majątek i głodowa emerytura. Na Zachodzie też nie jest idealnie, tam też są problemy z drogimi mieszkaniami. Ale tam przynajmniej da się znaleźć pracę, zarobić pierwszy grosz i normalnie zacząć. U nas będziecie tylko wysyłać CV w próżnię, a wasze morale spadną do zera.
Uciekajcie. Wyjeżdżajcie, gdzie się da, póki jeszcze jest dokąd. Zostawcie ten kraj politykom, deweloperom, urzędnikom, biznesmenom, mundurowym i emerytom. Niech sobie sami pracują, żyją w swoim elitarnym, zabetonowanym pseudo-dobrobycie. Skoro nie chcą tu was, niech radzą sobie sami. Tylko potem nie stękajcie za kilka lat, że w tym grajdole nie urodzi się nawet 200 tys. dzieci wliczając w to dzieci imigrantów.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)