Polska Powiatowa Polska Powiatowa
97
BLOG

Toszek. Miasto na peryferiach.

Polska Powiatowa Polska Powiatowa Społeczeństwo Obserwuj notkę 7
Są w Polsce miasta, które żyją złudzeniem, że najgorsze mają za sobą. I są takie, które nawet złudzeń już nie mają. Toszek należy do tej drugiej kategorii.

Miasto na peryferiach

Niewielkie, ciche, pozornie uporządkowane miasteczko w powiecie gliwickim nie przeżywa spektakularnego kryzysu — nie ma tu bankructw wielkich zakładów ani ulicznych protestów. Jest coś znacznie trudniejszego do uchwycenia: powolne wytracanie energii, odpływ młodości, ciche domy z zaciągniętymi roletami i rynek, który częściej świeci pustkami, niż tętni życiem.

Toszek nie upada gwałtownie. On gaśnie. I właśnie dlatego warto o nim mówić — bo los takich miejsc mówi więcej o kondycji państwa i regionu niż statystyki wzrostu PKB czy sukcesy największych aglomeracji. To miejsce oddalone od wielkiej aglomeracji. Do Opola niemal tyle samo co do Katowic. W praktyce – wszędzie daleko. Do pracy, do szkoły średniej, na większe zakupy – najczęściej do Gliwic. Toszek nie jest peryferią administracyjną, jest peryferią funkcjonalną. I to robi różnicę.

Emigracja wpisana w krajobraz

Z Toszka wyjeżdżało się od dawna. Jeszcze zanim Polska weszła do Unii Europejskiej. Wielu mieszkańców posiada niemieckie obywatelstwo – odziedziczone po przodkach, co nie zawsze oznaczało niemiecką tożsamość, ale dawało paszport do lepszego świata. W latach 90., gdy upadały okoliczne PGR-y, kółka rolnicze i drobne zakłady przemysłowe, alternatywy właściwie nie było. Albo praca na czarno przy zbiorach, albo wyjazd.

Dziś sytuacja wygląda inaczej tylko pozornie. Część mieszkańców znajduje zatrudnienie w strefie przemysłowej w Gliwicach. Autobus, samochód, codzienny dojazd – to nowa norma. Ale emigracja nie ustała. Absolwenci szkół średnich wciąż pakują walizki do Niemiec czy Holandii. Często idą śladami rodziców, wujków, starszego rodzeństwa. Migracja stała się elementem rodzinnej tradycji.

Demografia bez złudzeń

W ubiegłym roku w Toszku urodziło się 53 dzieci. Zmarło 125 osób. Te liczby nie wymagają komentarza. W XX wieku liczba mieszkańców spadła o ponad 20%. Dziś na wielu ulicach dominują emeryci. Opuszczone domy przestają dziwić. Rynek matrymonialny właściwie nie istnieje – młode kobiety w ogromnej większości wyjechały. Została luka, która nie jest tylko problemem społecznym, ale strukturalnym. Mniej par to mniej dzieci. Mniej dzieci to puste szkoły. Puste szkoły to rosnące koszty dla biednej gminy.

Szpital i zamek

Toszek kojarzy się z dwoma miejscami. Z niewielkim zamkiem – pamiątką dawnych czasów – oraz ze szpitalem psychiatrycznym, znanym z leczenia najcięższych przypadków. Symboliczny kontrast: historia i ciężar współczesności. Turystyczny potencjał jest, ale nie taki, który napędza lokalną gospodarkę. Szpital daje miejsca pracy, lecz nie tworzy impulsu rozwojowego.

Transport i codzienność

Stacja kolejowa istnieje – pociągi zatrzymują się rzadko. Autobusy pozwalają dojechać do Pyskowic. Jak na standard małej gminy – nie jest tragicznie. Ale też nie jest to infrastruktura, która daje komfort. To raczej minimalny poziom utrzymania komunikacyjnego życia.

Toszek jest spokojny. Wszyscy się znają. Nie ma tu zjawiska kibolstwa, które kojarzy się z większymi miastami regionu. Czasem widać sezonowych imigrantów pracujących w szklarniach – pojawiają się i znikają wraz z cyklem produkcyjnym. Nie tworzą trwałej struktury społecznej.

Prowincja bez strategii

Problem Toszka nie polega na braku uroku. Polega na braku strategii. To typowa polska powiatowa prowincja, którą kolejne rządy traktowały jak obszar o niskim priorytecie inwestycyjnym. Transformacja gospodarcza ominęła ją szerokim łukiem. Kapitał nie napłynął. Nowoczesny przemysł się nie pojawił. A młodzi ludzie nie czekają w nieskończoność.

Dobrze żyje się tu wąskiej grupie osób: urzędy, oświata, policja, służba zdrowia. Stabilne etaty w sektorze publicznym pozostają najbardziej pożądaną formą zatrudnienia. Reszta funkcjonuje w cieniu dojazdów, sezonowych prac, drobnej przedsiębiorczości.

Dziś Toszek trwa. Nie rozwija się dynamicznie, nie przeżywa spektakularnego upadku. Po prostu powoli się kurczy. Wymiera nie z powodu dramatycznych wydarzeń, lecz przez długotrwały brak impulsu.

Szkoda takich miasteczek. Bo to właśnie one tworzyły tkankę Górnego Śląska – nie tylko kopalnie i wielkie huty, lecz także małe ośrodki z rynkiem, kościołem i strażacką remizą. Jeśli nic się nie zmieni, Toszek pozostanie miejscem, z którego się wyjeżdża. A nie miejscem, do którego się wraca.

Opis rzeczywistości wymierającej Polski z XXI wieku

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo