Gdy rynek pracy nie rozpieszcza
Aby zrozumieć ten dylemat, trzeba najpierw spojrzeć na brutalną rzeczywistość polskiego rynku pracy. Czasy, gdy pracodawcy rozważali niedoświadczonego kandydata, najwyraźniej odeszły w zapomnienie, a uderzenie kryzysu najmocniej odczuwają osoby wchodzące na rynek pracy. Jak alarmują analitycy i urzędnicy, zjawisko to przybiera na sile: "juniorzy" dosłownie wypadają z rynku pracy. Firmy tnąc koszty rekrutacji i wdrożeń, poszukują wyłącznie gotowych do pracy specjalistów z kilkuletnim doświadczeniem. Osoby młode, tuż po szkole czy studiach, zderzają się ze ścianą, wysyłając setki aplikacji bez odzewu.
Sytuacja wygląda jeszcze mroczniej z dala od wielkich metropolii. Symbolem tego kryzysu stało się ostatnio Podkarpacie. W powiecie brzozowskim stopa bezrobocia przekroczyła barierę 21 procent. Statystyki miejscowego urzędu pracy bywają szokujące – na jedną dostępną ofertę zatrudnienia przypadało tam ponad 1800 zarejestrowanych bezrobotnych. W takich warunkach znalezienie jakiejkolwiek, nawet najniżej płatnej pracy, graniczy z cudem, a pojęcie "budowania kariery" traci rację bytu. To rodzi ogromną frustrację i poczucie wykluczenia, zwłaszcza wśród młodych mężczyzn.
Abolicja od rządu podpisana przez prezydenta
Do niedawna każda decyzja o zaciągnięciu się do obcego wojska wiązała się w Polsce z potężnym ryzykiem prawnym. Zgodnie z art. 137 Kodeksu karnego, służba w zagranicznej armii bez uprzedniej, trudnej do uzyskania zgody polskich władz (MON i MSWiA), groziła karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia. Strach przed powrotem do kraju w kajdankach powstrzymywał wielu potencjalnych ochotników.
Sytuację radykalnie zmieniła jednak ostatnia decyzja prezydenta RP, który podpisał ustawę abolicyjną. Nowe przepisy de facto zdejmują odpowiedzialność karną z obywateli polskich, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji (od 2014 roku) zdecydowali się podjąć służbę w Siłach Zbrojnych Ukrainy. Państwo polskie, uznając specyfikę i wagę tego konfliktu dla własnego bezpieczeństwa, postanowiło puścić ten czyn w niepamięć. Wyjazd obywatela Polski na ukraiński front przestał być traktowany jak przestępstwo podlegające ściganiu.
Ukraiński mundur od zaraz?
Z perspektywy sfrustrowanego rynkiem pracy dwudziestokilkulatka kontrast jest uderzający. Podczas gdy w Polsce pracodawca potrafi odrzucić kandydata na asystenta z powodu braku kilku lat doświadczenia, za Bugiem funkcjonuje system, który wchłania ochotników natychmiast.
Międzynarodowy Legion Obrony Terytorialnej Ukrainy (oraz inne jednostki SZU) posiada zorganizowane, oficjalne procedury naboru obcokrajowców. Informacje o tym, jak złożyć dokumenty, odbyć rozmowę i podpisać oficjalny kontrakt wojskowy, są powszechnie dostępne na stronie internetowej: https://ildu.mil.gov.ua/pl/news/jak-dolaczyc-do-miedzynarodowych-legionow-obrony-ukrainy. Wojsko ukraińskie informuje, że zapewnia swoim żołnierzom wyposażenie, szkolenie oraz regularny żołd, który – zwłaszcza z perspektywy prowincjonalnej Polski – może stanowić znaczący zastrzyk gotówki. W zbrojnych jednostkach Ukrainy walczy już wielu Polaków.
Kto pojedzie na wojnę?
Czy zatem brak konsekwencji w połączeniu z biedą i bezrobociem wywołają masowy exodus młodych Polaków do ukraińskich okopów? Z pewnością decyzja o wyjeździe na wojnę o wysokiej intensywności – gdzie ryzyko śmierci, trwałego kalectwa i zespołu stresu pourazowego (PTSD) jest skrajnie wysokie – rzadko bywa podyktowana wyłącznie motywacjami finansowymi. W większości przypadków kluczowa pozostaje motywacja ideologiczna, chęć obrony wolności, nienawiść do rosyjskiego imperializmu lub po prostu poszukiwanie ekstremalnej adrenaliny i głębokie zainteresowanie wojskowością.
Nie można jednak wykluczyć, że w zjawisku zwanym "turystyką wojenną" czynnik ekonomiczny i społeczny zacznie odgrywać większą rolę. Dla części osób, które w Polsce czują się całkowicie zepchnięte na margines, wojsko ukraińskie może oferować poczucie przydatności, braterstwo, strukturę i cel, którego polski rynek pracy odmawia im na starcie.
Fakt, że w ogóle rozważamy wyjazd na brutalną wojnę jako teoretyczną "alternatywę" dla krajowego bezrobocia, jest niezwykle gorzką pigułką do przełknięcia. To potężny sygnał ostrzegawczy dla polskich decydentów i pracodawców. Jeśli państwo i gospodarka nie znajdą sposobu na zagospodarowanie potencjału wchodzącej w dorosłość generacji mężczyzn, będą oni szukać swojego miejsca i szacunku poza rynkiem pracy – czasem wybierając ścieżki najbardziej skrajne i niebezpieczne z możliwych.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)