7 obserwujących
21 notek
46k odsłon
  1485   0

Zabriskie Point, Joshua Tree i Nomadland - Ameryka w poszukiwaniu samej siebie

Arizona, Fot. Marek Kryda
Arizona, Fot. Marek Kryda

Wierzę w nadejście Królestwa, kiedy wszystkie kolory stopią się w jedno

Uwiecznione na okładce płyty przez Antona Corbijna rosnące samotnie na środku pustyni drzewo Jozuego wkrótce stało się celem wędrówek współczesnych pielgrzymów – fanów rocka. Przybywają oni nadal z całego świata do Doliny Śmierci – mimo, że drzewo z okładki płyty z powodu starości obumarło i upadło w roku 2000. Zamiast niego można tu zobaczyć odlaną z brązu tablicę z napisem: „Czy już znalazłeś to, czego szukasz?” Anton Corbijn opowiada, jak odnalazł owo samotne Drzewo Jozuego: - Odkryłem je drugiego dnia na południe od Zabriskie Point i zrobiłem fotografię, która znalazła się na okładce płyty. Zdecydowałem się na użycie obiektywu szerokokątnego dla ukazania bezkresności krajobrazu, mimo, że wcześniej nie miałem doświadczenia z takimi obiektywami. –

Wykonane zdjęcia były lekko rozmyte i kiedy po upływie tygodnia fotograf U2 odbierał je z laboratorium, zdał sobie sprawę, że chodzi po cienkim lodzie: – W pierwszej chwili moje serce zamarło – zepsułem wszystko! Dopiero później zdałem sobie sprawę, że rozmycie obrazu tylko dodaje mu siły –. Stojący w otoczeniu bezkresu pustyni Bono, David Evans, Larry Mullen i Adam Clayton wydają się jednocześnie dumni i pogrążeni w smutku. – Do dziś jestem z tych zdjęć dumny – są na nich twarze, które przypominają mi twarze imigrantów, którzy właśnie przybyli do Ameryki. – wspomina Corbijn – Mam jedyny żal do siebie, że od razu nie zdałem sobie sprawy, jak ważny jest to album. Ale to jest normalne – nie wiesz, że masz do czynienia z arcydziełem w czasie, gdy nad nim pracujesz – mówi fotograf U2. 

– Jednak po sukcesie albumu owe fotografie były wszędzie publikowane, przez co wizerunek U2 stał się zbyt poważny, co kłóciło się z ich nowym statusem światowych gwiazd – mówi A. Corbijn. Poważne miny na The Joshua Tree w rzeczywistości spowodował grudniowy, przejmujący pustynny chłód Doliny Śmierci. Mimo zimna, członkowie zespołu do pozowania do zdjęć zdjęli swe wierzchnie okrycia. Bono, który pozował w samym podkoszulku, tak wspomina sesję zdjęciową, która zaowocowała jedną z najbardziej ikonicznych okładek w historii rocka: – „Było lodowato, a my na czas zdjęć musieliśmy zdjąć nasze ciepłe kurtki, by choć trochę wyglądać na ludzi przebywających na pustyni. To jeden z powodów, dlaczego na tej fotografii mamy tak ponure twarze –.

Współcześni pielgrzymi przybywający do Doliny Śmierci są gotowi na skrajne wyrzeczenia. Gdy na początku lat 60-tych pisarka Joan Didion zamieszkała w tutejszym motelu, by poświęcić się pracy twórczej, w jej pokoju zepsuła się klimatyzacja. Żeby przetrwać w lipcowym upale, otworzyła ona hotelową lodówkę i przykładała sobie lód owinięty ręcznikiem do szyi. Owocem jej umartwiania stał się esej “O moralności”. Obecność J. Didion w Dolinie Śmierci nie była przypadkowa. Dla tej pisarki historie wydarzające się na bezludziach, pustyni, w górach czy na urwistym wybrzeżu Pacyfiku nie były oderwane od tego otoczenia – współżyły one z lokalnym Genius loci. Genius loci (łac. „duch opiekuńczy danego miejsca”) – dla Rzymian była to związana z danym miejscem opiekuńcza siła, coś, co sprawia, że dana przestrzeń jest jedyna w swoim rodzaju, przedstawiana często przez nich w postaci węża.

Choć ducha miejsca często nie potrafimy nazwać, jednak jest to coś, co działa na nas magicznie – powoduje, że do jakiegoś miejsca wracamy. Zbiory bardzo osobistych, wizjonerskich esejów J. Didion zatytułowane „W stronę Betlejem” i „Biały album” kontemplują takie właśnie nieuchwytne, mitologiczne aspekty ziemi czy krajobrazu. Dla niej „uduchowienie miejsca” stało się przestrzenią do rzeczywistego spotkania się ze sobą samym.


image

Niebo nad pustynią,

Śniąc pod pustynnym niebem

tu rzeki mają swój bieg,

ale ten bieg wysycha,

tej nocy trzeba nam nowych snów i marzeń

- śpiewał Bono w utworze In God's Country („W kraju Boga”)


image

Bono i U2 nie byli jednak pierwszymi, którzy rozsławili bezludny interior amerykańskiego południowego zachodu. 16 lat wcześniej - w 1970 roku, Dolinę Śmierci pokazuje całemu światu „nowator srebrnego ekranu” - włoski reżyser Michelangelo Antonioni w swym kultowym filmie zatytułowanym Zabriskie Point. Jego pomysł zrodził się w głowie Antonioniego w roku 1966, gdy przyjechał do USA na amerykańską premierę swojego filmu „Powiększenie”. Zainspirowała go wówczas notatka w prasie mówiąca o młodym człowieku, który ukradł mały samolot z lotniska w Phoenix w Arizonie i został zastrzelony, gdy próbował bez zezwolenia na tym lotnisku wylądować, by ten samolot zwrócić. Antonioni miał swój oryginalny styl – w jego filmach było dużo umowności, ostentacyjnego symbolizmu, unikał on natomiast tradycyjnej filmowej narracji, w której rzeczywistość ekranowa miała być jak najbliżej realiów życia. On nigdy nie budował swoich filmów wokół wyrazistego wątku czy też analizy postaci, zamiast tego wolał używać monumentalnych, wyrazistych obrazów jako wehikułu swej artystycznej ekspresji.

Lubię to! Skomentuj17 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura