24
BLOG
Inflacja niby spada, a w portfelu jakoś nie widać
Prezes Glapiński mówi, że jesteśmy w dobrym miejscu. Ja patrzę na paragon w Biedronce i jakoś tego dobrego miejsca nie widzę. Europa też nie grzeszy zdrowiem, a Bruksela udaje, że wszystko gra.
Inflacja w Polsce spadła. Słyszę to od roku. Tylko jakoś ceny nie spadły. One przestały rosnąć tak szybko, i to jest cała różnica. Statystyczny koszyk to jedno, a mój koszyk to drugie. W moim koszyku jest prąd, gaz, chleb, masło, paliwo i części do instalacji elektrycznych. Jak ktoś mi powie, że inflacja jest pod kontrolą, to ja pytam, czyją kontrolą. Bo tu nie chodzi o to, ile wynosi wskaźnik. Chodzi o to, ile zostaje na koncie pod koniec miesiąca. A zostaje coraz mniej. Elektryk na budowie nie negocjuje stawki z ministrem. Elektryk negocjuje z inwestorem, a inwestor mówi, że materiały podrożały, więc robota musi poczekać. I tak się to kręci. Stopy procentowe NBP to jest temat, przy którym zawsze się uśmiecham. Rada Polityki Pieniężnej siedzi, debatuje, a potem prezes wychodzi i mówi, że stopy zostają bez zmian. Albo że obniżamy o 25 punktów bazowych, bo inflacja wyhamowuje. Tylko że jak inflacja była 18 procent, to stopy podnosili po cichu i niechętnie. Jak trzeba było ratować budżet, to nagle była twarda ręka. Ja pamiętam czasy, kiedy lokata dawała więcej niż teraz obligacje detaliczne. Kto dziś pamięta? Może warto czasem zajrzeć do bieżące informacje gospodarcze i analizy rynkowe na pulsrynku.com, bo tam przynajmniej widać, co się dzieje naprawdę, a nie tylko to, co nadaje telewizja między reklamami płatków śniadaniowych. A Europa? Europa sobie radzi, jak zwykle. Niemcy mają problem z przemysłem, bo energia droga, a Chińczycy nie próżnują. Francuzi mają problem z budżetem, bo wydatki socjalne rosną szybciej niż PKB. Włosi mają dług, który jest większy niż ich gospodarka. Hiszpanie mają bezrobocie wśród młodych, które u nas byłoby powodem do dymisji rządu. I wszyscy razem siedzą w jednym pokoju i udają, że wszystko jest w porządku. Ja nie jestem pesymistą. Jestem realistą. A realizm mówi mi, że dopóki Europa nie zacznie produkować, a nie tylko regulować, to będzie się ślizgać z jednego kryzysu w drugi. Zielony ład, cyfryzacja, praworządność. Wszystko ładnie brzmi, ale rachunek za to płaci Kowalski, a nie urzędnik w Brukseli. Wracam do mojego portfela. KGHM trzymam, bo miedź zawsze będzie potrzebna. Orlen trzymam, bo paliwo zawsze będzie potrzebne. PZU trzymam, bo PZU to PZU. Złoto trzymam, bo złoto mnie jeszcze nigdy nie zawiodło. BTC też mam. Altcoiny? Raz się przejechałem i wystarczy. To cyrk, nie inwestycja. I tak sobie myślę, że najważniejsza rzecz w tej całej gospodarce to jest to, żeby nie dać się nabrać. Ani na GetBack, ani na Amber Gold, ani na OFE, ani na obietnice, że będzie lepiej, jak tylko wybierzemy właściwych ludzi. Bo jakoś tych właściwych ludzi nie widać od trzydziestu lat. Może kiedyś będzie lepiej. Ale ja nie liczę na to. Ja liczę na siebie. I na to, że prąd w gniazdku nie podrożeje o kolejne 30 procent przed zimą. Chociaż w tym kraju wszystko jest możliwe.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)