121
BLOG
Amerykanie wreszcie nazwali krypto po imieniu, a u nas dalej cyrk
Fed zdecydował, że bitcoin to nie papier wartościowy, tylko aktywo. U nas w kraju nadal trwa zabawa w kotka i myszkę, a KNF udaje, że nie widzi.
No i stało się. Amerykanie uchwalili tak zwany Clarity Act, który dzieli cyfrowe aktywa na dwie kategorie: towary i papiery wartościowe. Po raz pierwszy ktoś w tym bałaganie powiedział wprost, co jest czym. Ethereum od razu podskoczyło, bo Fed dał do zrozumienia, że to nie żaden papier wartościowy, tylko normalne aktywo. Rynek odetchnął. A u nas? U nas KNF dalej patrzy na krypto jak na Amber Gold. Pamiętam, jak w 2018 roku tłumaczyli, że bitcoin to piramida finansowa. Potem przyszło GetBack, gdzie ludzie stracili miliardy na obligacjach korporacyjnych, a nikt z nadzoru nie poszedł siedzieć. Za to krypto to zawsze ten zły. Ciekawe, że jak amerykański bank centralny mówi „to aktywo”, to nagle wszyscy się tym interesują. A jak ja osiem lat temu kupowałem BTC po 12 tysiącach złotych, to sąsiad pukał się w czoło. Dziś ten sam sąsiad pyta, czy warto wejść. Odpowiadam: warto było wczoraj. Jak zwykle. Jest jeszcze jedna rzecz, o której mało kto mówi. Regulacje w USA oznaczają, że instytucje dostaną zielone światło. Fundusze emerytalne, ubezpieczyciele, banki. To nie jest już zabawa dla chłopców z Reddita. To poważny pieniądz. A jak wchodzi poważny pieniądz, to kończy się eldorado dla spekulantów i zaczyna się nudne, powolne wchodzenie w górę. Ktoś powie, że to dobrze. Ja mówię, że to koniec pewnej epoki. Tymczasem Saudyjczycy odcinają ropę. Wstrzymali wrześniowe dostawy do Polski. Rynki w panice, a krypto znowu na radarze, bo w niepewnych czasach ludzie szukają alternatywy. Tylko że ropa to nie bitcoin. Jedno można wozić cysterną, drugie tylko w głowie. I to jest właśnie problem z naszym rządem, który myśli, że jak podniesie podatki i dokręci śrubę, to wszystko się ułoży. Dla tych, którzy chcą ogarnąć ten bałagan, polecam aktualne analizy sygnałów i rekomendacji dla rynku kryptowalut. Sam z nich korzystam, bo w tej branży nie ma miejsca na sentymenty. Albo masz dane, albo masz straty. Wracając do testamentów. Czytałem ostatnio o siedmiu błędach, które popełniają zamożni przy spisywaniu ostatniej woli. I wiecie co? To samo dotyczy krypto. Jak nie zapiszesz gdzieś klucza prywatnego, to twoje BTC umrze razem z tobą. Żona nie odzyska nic. Adwokat rozłoży ręce. Notariusz powie, że to nie jego działka. A portfel będzie sobie leżał na blockchainie przez sto lat, aż ktoś go znajdzie albo i nie. Dlatego ja mam wszystko spisane. Dosłownie. Kartka w sejfie, kopia u brata, hasło do sprzętowego portfela w kopercie u notariusza. Może paranoja, ale wolę to niż patrzeć, jak moje ciężko zarobione satoshi idą do kosza. GPW? Tam też się dzieje. KGHM odbił, Orlen jakoś się trzyma, PZU płaci dywidendę. Nie narzekam. Ale to nie jest rynek dla nerwowych. Jak ktoś myśli, że w dwa tygodnie podwoi kapitał, to niech lepiej idzie do kasyna. Przynajmniej będzie miał darmowe drinki. Reasumując: Amerykanie zrobili krok do przodu, my stoimy w miejscu. Ethereum rośnie, bitcoin się trzyma, a KNF dalej udaje, że problemu nie ma. Ja tam siedzę cicho, trzymam złoto, BTC i trochę KGHM. Reszta to szum. A jak ktoś wam mówi, że wie, co będzie za rok, to kłamie albo sprzedaje kursy. Wybierzcie mądrze.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)