Kilkanaście dni temu jedna z firm telekomunikacyjnych rozpoczęła kampanię reklamową wykorzystującą wizerunek tzw. "ikony popkultury". Przez fora internetowe, w tym również na Salonie24, przetoczyła się dyskusja krytyków zabiegu reklamowego operatora z rzecznikami poglądu, iż wystarczającym argumentem do używania symboli i postaci w reklamie jest ich, uzasadniona wynikami badań marketingowych, zdolność do przyciągania klientów.
Kim był Che Guevara zdawac by się mogło, w kraju przez pół wieku zniewolonym przez reżim, odwołujący się do tej samej co on zbrodniczej ideologii, nie trzeba pisać. A jednak dla wielu adresatów reklamy Play stał się on li tylko "ikoną popkultury"... Zbrodnicza działalność tej historycznej postaci uległa zatarciu w świadomości zbiorowej.
Lecz czy to aby wystarczający argument za tym, aby przestać traktować Che jako historyczną postać?
Czy w obliczu powyższego możemy przyjąć kampanię reklamową ze zbrodniarzem w roli głównej jako coś naturalnego?
Wreszcie czy tańsze - jak przekonuje reklamodawca - usługi telekomunikacyjne klient może mieć skutecznie zakomunikowane dzięki wizerunkowi człowieka przez którego tysiące ludzi straciło życie?
A może jednak samo stawianie takich pytań jest już w dzisiejszych czasach czymś niedorzecznym, jak usiłują nas przekonywać relatywiści z grona obrońców kampanii Playa?



Komentarze
Pokaż komentarze (6)