Czytając doniesienia o projekcie złożonego w brytyjskiej Izbie Lordów "prawa o równości" (Equality bill), przypomniała mi się rozmowa ze znajomym młodym człowiekiem...
Usiłował on mnie przekonać, że rewolucja francuska, gdyby nie atakowała Boga, byłaby czymś bardzo dobrym. Dla mnie jego postulat był tak samo prawdziwy jak sformułowanie: "woda byłaby wspaniała, gdyby nie była mokra".
Cóż ma wspólnego brytyjska ustawa z rozważaniem istoty rewolucji francuskiej? Otóż: całkiem sporo łączy te dwa ideologiczne eksperymenty...
Wszakże sam tytuł projektowanej ustawy powołuje się na głoszoną przez przywódców rewolucji francuskiej równość. Przyjęta w Izbie Gmin ustawa jest tylko konsekwencją szerszego zjawiska ewolucji dyskursu zachodnich demokracji w kierunku w gruncie rzeczy wyznaczonym ponad dwieście lat temu. W imię postępu, równości i rozprzestrzenienie poszanowania praw mniejszości ciała ustawodawcze i sądownicze kolejnych zachodnioeuropejskich państw i struktur ponadpaństwowych ustanowiają nowe reguły porządku prawnego. Czynią to z zapałem godnym współczesnych jakobinów. Trzeba jednak przyznać, że bardziej subtelnie i elegancko niż Lenin, Hitler i Stalin - również entuzjaści postępu...
Prawo siły określające postępowanie współczesnych demokracji w stosunku do najbardziej bezbronnych, już nie wystarcza. W imię równości chrześcijańskie szkoły będą musiały zapewniać określony parytet etatów nauczycielom, wprost przeciwstawiającym się wartościom chrześcijańskim. Parytet ten będzie oczywiście działał w jedną stronę. Przykład utrącenia kandydatury prof. Rocco Buttiglione do poprzedniej kadencji Komisji Europejskiej jest wyraźnym sygnałem, że mniejszość katolicka w zachodniej Europie nie ma prawa do swego nawet 10% parytetu w organach struktur politycznych.
Eutanazja aksjologiczna i polityczna dokonana na Bogu przez rewolucjonistów francuskich, umożliwiła im bez skrupułów szerzyć ideały wolności, równości i braterstwa metodą zbrodni na ludzkości (Wandea). Wszystkie kolejne rewolucje były tylko twórczym rozwinięciem zwłaszcza terrorystycznych osiągnięć uczniów Woltera i spółki. Współczesna debata o prawach człowieka w gruncie rzeczy niewiele różni się od debaty, której efektem było zatopienie w zatoce w pobliżu Nantes kilkuset duchownych katolickich w 1792 roku.
A tak swoją drogą: ciekaw jestem jak w imię Equality Bill odmówić prawa pracy w muzeach holocaustu przedstawicielom mniejszości negacjonistów lub w Secret Service przedstawicielom mniejszości anarchistycznej lub weteranom IRA?



Komentarze
Pokaż komentarze