Krzyż na Krakowskim Przedmieściu stanął jako wyraz wiary, że jedynie Chrystus jest nadzieją dla Polaków po 10 kwietnia. Stanął tam jako wyraz zwrócenia się do Odkupiciela w modlitwie za naszą ojczyznę i dusze wszystkich ofiar 10 kwietnia. Dla tych wszystkich, którzy wytrwale czuwali przy nim na modlitwie to elementarna prawda o sytuacji, którą politycy, media i część hierarchii sprowadzili na manowce polityki.
Środowisko głowy państwo rozpoczęło tą kampanię zakłamania wyżej przywołanej prawdy. Z niego wyszedł pomysł, a za nim zabiegi zmierzające do usunięcia Krzyża.
Brat poległego prezydenta dołożył swoją cegiełkę, tłumacząc, że Krzyż powinien pozostać do czasu postawienia pomnika ofiarom katastrofy Tupolewa.
Media przeprowadziły z wyjątkową gorliwością kampanię służącą nie wiem jakiemu dobru, a jednocześnie generującą konkretne przejawy zła, jak choćby podsycanie do nienawiści wobec wierzących poprzez oparte na kłamstwie stygmatyzowanie modlących się przed Krzyżem.
Metropolita warszawski wszedł w debatę z postawą nawet racjonalną z politycznego punktu widzenia (poprzez co umocnił tezę o politycznym charakterze Krzyża), ale z wiarą niewiele mającą wspólnego.
Do prawdy w świetle wiary odwołał się wprost jedynie metropolita szczecińsko-kamieński. Koronnym dowodem, że to on ma rację jest reakcja jednej gazety. Dziennikarz wiodącego tytułu prasowego niezwłocznie odpowiedział arcybiskupowi pełnym urbanowskiej nienawiści, ale przy tym logicznie absurdalnym komentarzem. Zarzuca bowiem biskupowi, że jest wierny Ewangelii, a nie zachowuje wskazanej w demokracji postawy neutralności i tolerancji.
Z punktu widzenia prawdy Krzyż powinien pozostać na Krakowskim Przedmieściu. To pozostali uczestnicy tej historii powinni w pokorze odejść... Czyż sami tego nie przyznali uczestnicząc w beatyfikacji ks. Jerzego jak i w katolickich pogrzebach zmarłych 10 kwietnia? Czyż wtedy Krzyż na placu Piłsudskiego bądź na czele konduktów pogrzebowych im nie przeszkadzał? Wszak pl. Piłsudskiego jest przestrzenią publiczną, a liturgie pogrzebowe licznie wypełniali politycy tej czy innej partii... Zakładam więc, że uznają oni istnienie Boga. W obliczu tego jakże niepewnie jawi się perspektywa ich rozmowy ze Świętym Piotrem...
Jeśli coś jeszcze może pomóc duszom ofiar katastrofy to jest to modlitwa pod Znakiem zbawienia, gdyż ani pomniki, ani tablice, ani komunikaty nie zostały wybrane jako sposób wyrażenia bezgranicznej miłości Boga do człowieka.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)