Od pewnego czasu wiele mówi się na temat wydłużenia wieku emerytalnego. Ma to podobno wpłynąć na wysokość emerytur, ale ja jakoś odnoszę wrażenie, że przede wszystkim chodzi o zasilenie budżetu państwa. Staż pracy i zebrane środki na indywidalnym koncie emerytalno-rentowym, powinny decydować o wysokości potencjalnej emerytury i o dniu, od którego mielibyśmy prawo, a nie obowiązek przejścia na emeryturę. Dobrze byłoby też wprowadzić możliwość korzystania z zebranych funduszy na swoim indywidualnym koncie w szczególnych przypadkach np. bezrobocia. Stan konta by się zmniejszał, ale nikt nie czułby się jak żebrak, czy człowiek drugiej kategorii, kiedy los spłatałby mu psikusa w postaci utraty pracy. I tak doszłam do tematu małopoluralnego, jakim jest niezależne od nas bezrobocie. Podam konkretne przykłady, aby łatwiej było zrozumieć :).
kobieta lat 40
staż pracy lat 20
wykształcenie wyższe +plus studia podyplomowe
posiadane zawody - 3
bezrobotna od stycznia 2010.r
wysłanych CV na stanowiska pracy zgodnie z wykształceniem i doświadczeniem zawodowym - 15
wysłanych CV na stanowiska poniżej wyszkształcenia, nie wymagające specjalnych kwalifikacji - 25
odpowiedzi na CV - 1
bez prawa do zasiłku od lipca 2010r.
i
mężczyzna lat 55
staż pracy lat 30
wykształcenie wyższe
posiadane zawody - 1
bezrobotny od stycznia 2010.r
wysłanych CV na stanowiska pracy zgodnie z wykształceniem i doświadczeniem zawodowym - 20
wysłanych CV na stanowiska poniżej wyszkształcenia, nie wymagające specjalnych kwalifikacji - 25
odpowiedzi na CV - 0
bez prawa do zasiłku od lipca 2010r.
Co jest powodem braku odpowiedzi na wysyłane aplikacje? Treść CV? Chyba najmniej. Płeć? Wiek? Prawdopodobnie tak. Wszak nie oszukujmy się, ale kiedyś, aby sprzedawać w sklepie wystarczyło mieć ukończoną zawodową szkołę handlową, a dzisiaj najlepiej studia wyższe. Różnica natomiast nie jest wyrównana wynagrodzeniem, ale nazwą stanowiska. Kiedyś to był sprzedawca/ekspedient/akwizytor, a dzisiaj jest to specjalista d/s sprzedaży/przedstawiciel handlowy. Ale na to elitarne stanowisko żadna z tych osób nie spełnia kwalifikacji, pomimo, że umieją liczyć, nawet sprzedawać, czy negocjować. Po prostu są za starzy. Jeżeli zaś ubiegają się o stanowisko zgodnie z wykształceniem i doświadczeniem, okazuje się, że muszą biegle znać język obcy, chociaż nikt w firmie nie używa go w ogóle. Poza tym stanowią zagrożenie wiedzą dla tych młodych. A i pracodawca obawia się, że nie da się ich tak ustawić w kącie, jak kogoś prosto po ukończeniu edukacji.
Zatem co robią ci "starzy" ludzie? Uczą się dalej, zdobywają nowy zawód. Ale mając trochę oleju w głowie, jest to zawód w niewielkim stopniu związany z tym co robili, bo przecież wiadomo, że na niektóre rzeczy jest już za późno i np. z ekonomisty dosyć trudno było zrobić inżyniera budownictwa. Co z tej nauki wynika? Nic, poza satysfakcją, iż coś więcej wiedzą.
Co zatem państwo ma do zaoferowania tym ludziom w ramach walki z bezrobociem i biorąc pod uwagę dobro tych ludzi, poza bezsensensownymi wizytami w UP? Wydłużenie wieku emerytalnego, czy też najlepiej unicestwienie takich podmiotów, które państwu pieniędzy nie przynoszą, a pogarszają statystyki sukcesów? W jaki sposób państwo zamierza tym ludziom oddać, to co zebrali na swoich kontach emerytalno- rentowych?
Gdyby taki szukający pracy, bezrobotny podmiot, przez powiedzmy 20 lat odkładał jedynie na składki emerytalno-rentowe po 500zł. miesięcznie, zamiast wpłacać je przymusowo do ZUS-u/II filar, to po 20 latach pracy miałby odłożone, nie licząc odsetek, czy zysków z jakichś dokonanych przez niego inwestycji 120tys.zł. I teraz powiedzmy, że przez rok szukałby pracy i z uzbieranych dotychczas składek ,dostałby 984zł. miesięcznie (czyli tyle, ile po odjęciu składek i podatku otrzymuje "na rękę" pracownik mający minimalne wynagrodzenie), to niebyłby obciążeniem dla budżetu. Nadal miałby część pieniędzy na koncie, a jednocześnie miałby z czego żyć szukając pracy. Nie robiłby też z siebie żebraka chodząc do pomocy społecznej.
Ale po co to robić? Skoro jak nie utrzyma go rodzina, to sam się wyeliminuje, a pieniędzy, które wpłacił do budżetu (niby na ubezpieczenie społeczne) nie będzie trzeba mu oddawać. A tym, którzy pracy nie stracą, to wydłuży się wiek emerytalny i też będzie oszczędność, bo ile oni pożyją po tych 40-kilku latach pracy?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)