Jeżdżąc po Polsce, patrząc na liczbę zakładów produkcyjnych, na poziom życia, bezrobocia, łatwo zauważyć, że od chyba czasów rozbiorów ciągle istnieje podział na Polskę A i B. Może dałoby się to jakoś przeżyć, zatem niech w Polsce A rozwija się przemysł, a w Polsce B głównie rolnictwo. W końcu wszystko jest niezbędne. Problem pojawia się jednak w tym, że skoro rolnictwo, to nie oznacza, że tu nie ma potrzeby budowania autostrad, dróg ekspresowych, ba nawet obwodnic. Skoro rolnictwo, to nie oznacza, że trzeba zgodzić się na warunki UE i ograniczyć produkcję cukru, w którym byliśmy potentatem i pozamykać cukrownie. Skoro rolnictwo, to nie oznacza, że najważniejsze jest, aby wybudować jak najwięcej obcych marketów.
Do rolnictwa można dołączyć hodowlę. A skoro rolnictwo i hodowla, to cukrownie, rzeźnie, masarnie, zakłady przetwórstwa owocowo-warzywnego (oprócz tych co są i tych, które upadają). Tylko z kolei, aby to miało sens należy negocjować z UE pod kątem przede wszystkim rozwoju własnego kraju, a nie tych, które są od lat dobrze rozwinięte i nie mogą sobie poradzić z nadwyżkami, zatem chcą je skierować na nasz rynek, ograniczając nam rozwój. Dodatkowo trzeba zacząć projektowac, budować (a nie mówić o myśleniu) autostrad, modernizować kolej, żeby można było dowozić i wywozić wyprodukowany towar.
Co jakiś czas słychać o budowie zagranicznych fabryk na terenie Polski A. To dobrze. Tylko jak to jest, że Polaka nie stać na to, aby takie fabryki otwierać? Jak to jest, że Polak nie otrzymuje tylu ulg, zwolnień co obcy kapitał? Czyżby promowanie kogoś, kto dzisiaj tu przyjdzie, gdyż mu się opłaca, a jutro zwinie manatki, bo w Chinach będzie lepiej, jest zawsze korzystniejsze od promowania własnych przedsiębiorców? Ja rozumiem, że znane marki, to te "na zachodzie", ale przecież istnieje możliwość współpracy, istnieje możliwość takich negocjacji, które przyniosą trwałe korzyści obu stronom. Ale swojemu trzeba pomóc, bo nie zawsze stać go na to, aby otworzyć fabrykę, chociaż może ma pomysł, chociaż umiałby współpracować na odpowiednich zasadach. Dlaczego nam się nic nie opłaca, a przychodzi obcy, nabywa za grosze i jemu się opłaca (np.PZL Świdnik)? Dlaczego umowy z obcymi właścicielami marketów, nowopowstających fabryk, zawsze w tak małym stopniu gwarantują nam wieloletnią pracę i odszkodowania w przypadku zamykania fabryk, które w Polsce są rentowne (np. przeniesienie Fabryki Pandy w Tychach pod Neapol)? O negocjacjach warunków zezwalających na wydobywanie gazu z łupków bitumicznych i eksploatacji oraz umowie z Rosją dot. dostarczania i zakupu gazu dla Polski, nie wspomnę.
W tym roku rząd postanowił na programy wieloletnie dla inwestorów zagranicznych przeznaczyć 158mln zł., a co ma dla inwestorów krajowych, aby oni też mogli się rozwijać, tworzyć nowe miejsca pracy, unowocześniać technologię? Jakie konsekwencje finansowe poniesie zagraniczny inwestor, który pewnego dnia "zabierze swoje zabawki", a ludzie stracą miejsca pracy? Zapewne niewielkie skoro takie rzeczy się dzieją. Po co dofinansowanie na budowę marketów zagranicznich inwestorów, skoro na czym, jak na czym, ale na handlu to Polacy doskonale się znają.
Kolej. W miastach i miejscowościach na wschodzie Polski stare pociągi, zniszczone tory, byle jakie dworce i połączenia z lat 70-tych, a przecież ta kolej po zmodernizowaniu mogłaby być doskonałym środkiem transportu ciężkiego. Jakie to odciążenie dla dróg i ulga dla kierowców samochodów osobowych i mniejszych dostawczych. Przecież to wszystko da się doskonale zorganizować. Tylko z drugiej strony po co? Skoro to tylko wschód i tu buduje się markety w środku osiedli mieszkaniowych, aby w nocy przyjeżdżały tiry do rozładunku i włączonymi silnikami, agregatami nie pozwalały ludziom odpocząć przed kolejnym dniem niskopłatnej pracy.
Czy czasami ten WSCHÓD RP, to nie jest dlatego pomijany, bo śmiał poprzeć Pana Jarosława Kaczyńskiego, a wcześniej śp.Prezydenta Kaczyńskiego?
Rzeczpospolita Polska ma 312,683 tys. km2 i ok. 38mln. mieszkańców, a Konstytucja RP zapewnia wszystkim Jej obywatelom takie same prawa i nakłada na nich takie same obowiązki. Zatem dlaczego ciągle jest Polska A i Polska B? Czy Polacy z Polski B, od pokoleń zamieszkujący te tereny, związani tradycją, ale doskonale rozumiejący postęp technologii (wszak czy tradycjonalista, patriota, człowiek z zasadami, nie ma możliwości, nie potrafiłby jeździć i nie doceniłby Porsche?), nie mają prawa do życia na poziomie XXI wieku? Czy muszą opuszczać swoje strony, bo nie dla każdego największą ambicją po latach nauki jest sprzedaż w markecie, albo praca, przy nazwijmy to "niesamowitym szczęściu", w urzędzie? Najwidoczniej o to chyba chodzi naszej wspaniałej, od lat jednomyślnej władzy. Ba, tej władzy nawet głosy ludzi z Polski B, nie są do niczego potrzebne, bo wystarczy im zwolenników jakich już mają.
Tylko, że chociaż jest to pomijane od lat i lekceważone, ale to właśnie w tej Polsce B rozpoczęła się walka o tę obecną wolność. Może jednak warto nie zapomninać o tych ludziach, bo nie są tacy bezwolni, jakby inni tego chcieli? Może jednak warto wyrażając zgodę na budowę kolejnej fabryki w Polsce A, pomyśleć, że Polska B ciągle czeka na swoje 5 min.?


Komentarze
Pokaż komentarze (43)