Ten rok jest pełen tragedii. Tragedii tak chętnie opisywanych przez dziennikarzy. Dziennikarzy, dla których etyka ma obecnie inne znaczenie niż wynikałoby to chociażby z definicji. Dzisiejsi dziennikarze są nowocześni. Ta ich nowoczesność oznacza stronniczość, manipulowanie informacjami oraz odbiorcami. Przekazywanie wiadomości nie zawsze do końca sprawdzonych wg nich nie godzi w profesjonalność dziennikarską.
Może przez chwilę po tragedii w Smoleńsku nastąpiło opamiętanie. Ale tylko na chwilę. Później wszystko wróciło ze zdwojoną siłą. Nowocześni dziennikarze są jakby klonem dziennikarzy PRL-u. Różnica jest tylko taka, że tamci dziennikarze znali język polski w większym zakresie i można było słuchając TV poprawiać własne błędy językowe. Dzisiejsi dziennikarze zaś progagują chamstwo i wulgarność w myśl nowoczesnej zasady bycia swobodnym ponad wszystko.
Czy dzisiaj w obliczu śmierci jednego człowieka i walki o życie drugiego, chociaż jeden dziennikarz sam przed sobą przyznał się, że to także przez niego doszło do tej tragedii?
Prezydent i rząd pozwalający na manifestacje i prostackie, brutalne zachowania ludzi wobec tych, którzy modlili się pod krzyżem, a także bicie brawa członkom honorowego komitetu wyborczego p. Komorowskiego coś wspominającego o wojnie polsko-polskiej, także dały rezulaty. O wypowiedziach p. Palikota, czy Sikorskiego nie wspomnę.
Nienawiść w stosunku do opozycji tak chętnie podchwytywana przez nowoczesnych dziennikarzy przyniosła swoje plony. Czy dziennikarze są z siebie dumni, czy też tradycyjnie odwrócą kota ogonem i napiszą/powiedzą, że to wszystkiemu winien Pan J.Kaczyński, bo gdyby poleciał i zginął razem ze śp.Prezydentem nie byłoby dzisiejszej tragedii?
O taką wolną prasę i media walczyliście "Państwo Dziennikarze"? Czym jest dla Was etyka? Czym jest obiektywizm? Jak czują się ludzie, którzy świadomie karmią swoich odbiorców nienawiścią?
Zapewne wszystko jest bez zmian. Dziennikarze czują się jak ludzie, którzy dobrze spełnili swój obowiązek. Zazdroszczę. Ja dzisiaj nie zdołałam pomóc kotu uwięzionemu w opustoszałym garażu i od jutra rana zaczynam od nowa próbę jego uwolnienia, ale czuję się z tą moją dzisiejszą nieudolnością okropnie. Dlaczego nie mogę zapomnieć o tym kocie i powiedzieć sobie, a po co tam wlazł przez ten otwór wentylacyjny, skoro nie potrafi z niego wyjść? Bo jestem człowiekiem, "państwo dziennikarze"!
P.S.
Ustaliłam właściciela i zarządcę garażu. Oni mają skontaktować się z najemcą. Byłam rano pod garażem - kot wydaje ledwo słyszalne dźwięki. Nie ma mu jak podać coś do jedzenia i picia, gdyż na dachu jest tylko wąski komin wentylacyjny. Mam nadzieję, że zdążą. A swoją drogą, to gdyby była jakaś tabliczka z właścicielem, zarządcą to wszystko poszłoby sprawniej i kot w 100% byłby uratowany. Nie przepadam za kotami, ale to jednak żywa istota i odczuwa strach, ból, głód i pragnienie, tak jak człowiek. Trzymajcie kciuki zwolennicy i przeciwnicy kotów - proszę.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)