1. In vitro - Żyjemy w państwie demokratycznym, ale też w państwie, w którym część społeczeństwa uważa siebie za katolików. Jak dla mnie oznacza to, iż każdy poseł powinien zagłosować wg własnego sumienia, przekonania, zgodnie ze swoją wiarą, czy też ideologią. Jeżeli jednak ostatecznie in vitro będzie prawnie uregulowane i nie będzie zabronione, to korzystać z tego będą ci, którzy zechcą.
Mówienie, że Kościół powinien popierać in vitro, gdyż in vitro daje życie, zapomina się o tym, że dla wierzących najważniejsze i ochronie podlega życie poczęte, a nie to, które być może powstanie. Poza tym po samym in vitro, gdy już jest zarodek dochodzi do selekcji i nawet jak część zarodków nie jest zabijana bezpośrednio, a jedynie zamrażana, to przecież nikt nie zagwarantuje czy zamrożone zarodki przez fakt ich zamrożenia, czasu i innych czynników nie zostanie w ten sposób zabita. Zatem Kościół zachowuje się prawidłowo - On chroni życie poczęte i nie chce, aby ono powstawało i było potem zamrażane, albo przestawało istnieć.
Pozostaje następnie kwestia finansowania tej formy zapłodnienia.
Jak dla mnie nie widzę żadnego powodu, aby miało być ono refundowane. Brak potomstwa nie jest karą, aczkolwiek tak może być odbierane przez osoby wierzące. Brak potomstwa przez osoby, które poprzez sztuczne zapłodnienie mogłyby je mieć, nie jest śmiertelną chorobą, aby wymagało pomocy finansowej. Wychowanie dziecka to bardzo duży koszt, o którym rzadko się mówi, ale który jest faktem, zatem jak kogoś nie stać na in vitro to jak poradzi sobie z kosztami wychowania dziecka? Inną sprawą jest kwestia, czy skoro para nie może mieć w sposób tradycyjny, naturalny potomstwa, to może nie powinna go po prostu mieć? Może jest to naturalna selekcja, z którą jedynie trudno się pogodzić? Trudno jest się pogodzić z nieposiadaniem potomstwa, skoro człowiek, z którym chcielibyśmy je mieć to właśnie ten jedyny, wybrany, kochany. Ale może jednak natura podchodzi do tego inaczej?
Miałam nauczycielkę, która będąc mężatką przez 10 lat nie miała dzieci. Rozwiodła się z mężem i związała z innym mężczyzną, a jej były mąż ponownie ożenił. W nowych związkach urodziły się dzieci.
Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że nie ma żadnego powodu, aby in vitro było refundowane.
2. Adopcja - będąc wolantariuszką w pewnym domu dziecka zauważyłam, że zdecydowanie najlepsze co może dziecko spotkać to mądra decyzja sędziego, który zdaje sobie sprawę, jak ważne są dla osobowości dziecka pierwsze lata życia. Który z doświadczenia wie, że patologia rodziców nie znika na skutek ich słów w sądzie, że zmienią się i tak zmieniają się przez lata płodząc kolejne dzieci, a to dziecko, które już tkwi w domu dziecka nabiera od swoich kolegów pochodzących z różnych środowisk i mających okazjonalny kontakt ze swoimi rodzicami ich systemu wartości. Tkwiąc latami poza normalną rodziną tracą szansę na adopcję, a także na to, aby jednak pozostać porządnymi ludźmi. Tymczasem odbiera się kochającym, a jedynie biednym rodzinom dzieci, zamiast ich ukierunkować, pomóc znaleźć pracę, czy też od czasu do czasu wspomóc finansowo. Gdzie w tym wszystkim prawdziwe dobro dziecka? Może właśnie zmiany dotyczące adopcji byłyby szansą dla tych rodziców, którzy w sposób naturalny nie mogą mieć potomstwa?
3. 460 posłów i 100 senatorów - Patrzę czasami na salę obrad naszego Parlamentu. Poruszane, omawiane sprawy są różnej wagi, ale zawsze dotyczą naszego państwa, naszego Narodu. A tymczasem na sali mnóstwo miejsc jest pustych. Przyznam, że nie interesuje mnie, czy nie ma posłów, bo co innego ich bardziej ciekawi, przynosi większe korzyści. Jak długo będą w jakikolwiek sposób (diety, preferencyjne pożyczki, itd, itp.) opłacani z pieniędzy wypłacanych z budżetu państwa, czyli z naszych podatków tak długo mają być obecni tam gdzie ich miejsce. Kiedy pracownik opuszcza miejsce pracy, to albo jest chory, albo na urlopie. W przeciwnym wypadku zostanie zwolniony z pracy. Naszych posłów nie odwołuje się z ich funkcji bez względu na ich frekwencję, zatem może należy rozważyć zmianę co do ich liczby? Może 100 posłów w zupełności by wystarczyło i najlepiej do tego brak Senatu?
Niczego w Polsce nie ma w nadmiarze - poza - brakiem miejsc pracy, liczbą bezrobotnych, zadłużeniem kraju i pracowników administracji na każdym szczeblu. Do tego należałoby doliczyć właśnie liczbę parlamentarzystów, którzy nie tylko nie zawsze znają się na tym o czym jest debata, ale też czują niechęć do przebywania w Parlamencie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)