BeataP BeataP
220
BLOG

Czy nowoczesność musi oznaczać cofanie się? - dla wytrwałych

BeataP BeataP Rozmaitości Obserwuj notkę 0

 

Świat kształtował się przed naszą erą i przez wieki naszej ery. Kształtowały się zasady, normy moralne, zwyczaje, kultura, moda. Zmieniało się nasze słownictwo, sposób myślenia, wyrażania myśli, edukacja. Kształtowała się rodzina. Rodzili się geniusze. Rozwijała się nauka, tworzono nowe gatunki w literaturze, malarstwie, muzyce. Powstawały arcydzieła. Jak jest teraz?

Technologia przechodzi przeobrażenia poprzez udoskonalenia tego co już powstało. Muzykę, malarstwo, czy literaturę czasami wręcz trudno nazwać sztuką, a jedynie łączeniem istniejących gatunków i tworzeniem czegoś, co jest zrozumiałe jedynie dla twórcy. Ubiór ukazujący indywidualność mężczyzn i kobiet, piękno ich budowy, męskości i kobiecości stał się obecnie czymś co zatarło granice pomiędzy jedną, a drugą płcią. Kolorystyka ta sama, ba nawet trudno dzisiaj po sposobie noszenia szalika rozpoznać kto go nosi. Ewidentnie moda męska zniewieściała. Jeszcze nie tak dawno mężczyźni nie założyliby tego, czy tamtego, nie pomalowaliby włosów, czy nie założyli mnóstwa biżuterii, ale od lat wmawia się im, że to właśnie jest naturalne, właściwe, odpowiednie, więc noszą czerwone adidasy, pierścienie i łańcuchy, malują włosy, wywiązują szaliki tak samo jak kobiety. Może mają jeszcze rozterki przy zakładaniu skarpet w niektórych kolorach, ale to chyba wyjątek.

Czy już kiedyś, kilka wieków temu mężczyźni nie nosili ubrań tak bardzo przypominających stroje kobiet? Ależ nosili. Kto zatem tworzy modę dla mężczyzn? Jaki procent projektantów to heteroseksualni mężczyźni projektanci, a jaki to kobiety i mężczyźni homoseksualiści? Czy ma to wpływ na tworzoną modę i reklamę tej mody? Jeszcze kilka lat, a słowa piosenki śpiewanej przez Panią Danutę Rinn staną się codziennym marzeniem kobiety. I nie jest to wina przyznania kobietom praw wyborczych, czy też tego, że mężczyzna pomoże kobiecie w niektórych pracach domowych, jeżeli czas pracy mu na to pozwoli, jak nam się wmawia.

 Dzięki ciągle podwyższanemu poziomowi edukacji ludzie rozwijali swoje umysły, zmieniała się technologia, rozwijała się medycyna, zwiększała świadomość ludzka. I nagle okazuje się, że dzisiaj maturę można uzyskać nie znając ortografii, nie rozumiejąc czytanego tekstu, nie mając ogólnych wiadomości o wielu aspektach życia, czy nauki. Ciągle słyszy się o dysleksji, dysgrafii i itp. zaburzeniach, tylko czy aby nie zaczyna to być tłumaczeniem zwykłego nieuctwa, czy też braku zdolności? Czyż nie wystarczyłby w szkole pedagog, a może psycholog, który oceniłby, w jaki sposób pomóc takiemu dziecku, jak z nim pracować, aby jednak, jeżeli faktycznie jest zdolne nie zaprzepaściło swojej szansy (polecam obejrzenie pewnego hinduskiego filmu z 2007 roku)? Do dzisiaj „zjadam” litery, a czasami wręcz całe wyrazy. Czasami czytam swój tekst kilka razy i nie wiedzę tych błędów. Czy to sprawiło, że byłam zwolniona z ortografii, czy pisania dyktand, a może miałam ulgową taryfę przy ocenianiu moich wypracowań? Nie. Czy to źle? Też nie. Zwrócono mi na to uwagę, proszono, abym sprawdzała to co napiszę, starała się dostosować szybkość pisania do szybkości myśli J. A dzisiaj czytam, że w Internecie panują inne zasady, niż w pisowni polskiej, czyli, że w Internecie można pisać z błędami, bez polskich znaków, a nawet w sposób niezrozumiały dla przeciętnego człowieka. Prawda jest jednak taka, że albo umie się poprawnie pisać (pamiętając oczywiście, że każdy z nas popełnia czasami błędy), albo nie. I wstydem powinno być dla osoby mającej wyższe wykształcenie, a czasami co gorsza pedagogiczne, która wypowiadając się w Internecie co chwila robi błędy ortograficzne, gramatyczne, itd. Wszak pisać w języku polskim uczy się człowiek na poziomie szkoły podstawowej, zatem czym tłumaczyć fakt uzyskania świadectwa dojrzałości przez osobę niepotrafiącą poprawnie pisać, że nie wspomnę już o studiach wyższych? Kiedyś jak dziecko uczyło się pisać, rodzic i nauczyciel zalecali ćwiczenia w domu polegające na przepisywaniu tekstów, czy czytaniu książek, aby wzrokowo opanować ortografię. Dzisiaj jest doba Internetu, zatem niech i w Internecie powstają teksty prawidłowo napisane przez osoby biegle władające w piśmie i mowie językiem polskim. Niech więc dziennikarze nie propagują prostactwa i prymitywnego słownictwa, a staną się przykładem dla ludzi słuchających ich wypowiedzi. Ale i tu niestety cofamy się w stosunku do lat ubiegłych.

Studia kończą ludzie, którzy jeszcze nie tak dawno zakończyliby swoją edukację na etapie szkoły zawodowej. Po co stworzono 2-stopniowe studia wyższe? Czyż te które istniały nie należało jedynie programowo dostosować do potrzeb rynku? Czy nie należało na studiach technicznych zwiększyć liczby praktyk odbywanych w nowoczesnych zakładach produkcyjnych, laboratoriach, na budowach? Czy nie należało unowocześnić pracowni przedmiotowych? A po co? Po co nam doskonali fachowcy począwszy od absolwentów szkół zawodowych, a skończywszy na szkołach wyższych? Po co nam prawdziwa wykształcona inteligencja?

Dlaczego nie potrafimy wybierać, tego co już sprawdzone i było dobre, a co najwyżej można było udoskonalić, a nie jedynie ciągle eksperymentować? Zatem i w tej dziedzinie cofamy się do minionych epok. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku bezstresowego wychowywania dzieci. Sposób wychowania, który poniósł klęskę w wielu innych krajach, a do nas dotarł na końcu.

Dziecko powinno mieć wyznaczone granice. Powinno mieć prawa, zakazy, nakazy, kary i nagrody. Powinno wiedzieć, że częścią życia jest stres i niestety musi nauczyć się z nim sobie radzić. Powinno mieć świadomość, iż nie jest pępkiem świata dla innych. Musi mieć poczucie bezpieczeństwa, przynależności do rodziny, odczuwać miłość rodziny i nauczyć się, że droga do jego szczęścia nie może być drogą niszczącą innych ludzi. Żadnym wytłumaczeniem jest, gdy zaszkodzę koledze, nie pomogę mu, odkręcę się od niego wtedy kiedy będzie na mnie liczyć, że robię to aby awansować, więcej zarabiać, utrzymać pracę, bo mam rodzinę. Każdy z nas ma prawo do szczęścia, ale takiego szczęścia, którego konsekwencją nie jest cierpienie drugiego człowieka.

 Wiele przykładów z życia innych sprawiło, że najwyższą wartością jest najbliższa rodzina. Oczywiście normalna, a nie patologiczna rodzina. To o nią należy dbać, to na niej można polegać, to o nią warto walczyć. Tak wychowywano całe pokolenia. A dzisiaj raptem słyszymy, iż najważniejsze jest, aby człowiek był szczęśliwy, jakby jednego z drugim nie można było połączyć. Małżeństwo - związek kobiety i mężczyzny to podstawa dobrze funkcjonującej rodziny. Do tego dochodzi szereg innych aspektów, jak miłość, szacunek, odpowiedzialność, zrozumienie, przyjaźń, walka z własnymi słabościami i troska o dobro oraz trwałość stworzonej rodziny. Czytałam ostatnio wypowiedź młodego człowieka, który powiedział, że nie widzi powodu, aby ożenić się, gdyż i tak może być ze swoją dziewczyną, a jakby coś nie wyszło to łatwiej się rozstać. Założeniem człowieka podejmującego decyzję o małżeństwie na pewno nie powinna być myśl o rozstaniu, a o jego stałości. Małżeństwo powinno się łączyć z poczuciem bezpieczeństwa i stabilizacji. Tym właśnie różniło się od każdego innego związku. Dlatego właśnie tak ważną i trudną decyzją była decyzja o małżeństwie. Dzisiaj można powiedzieć, że sprofanowano małżeństwo stawiając dobro jednego człowieka ponad dobrem pozostałych członków danej rodziny. Czy to jest właściwe? Na pewno nie. Każdy rozwód to niesamowite przeżycie, nawet jak odbywa się spokojnie. Jest to tak naprawdę klęska tych ludzi, że nie potrafili stworzyć czegoś wspaniałego, trwałego dla siebie i dla swoich dzieci. Czy rozwód zatem bywa uzasadniony? Tak, wg mnie bywa. Kiedy jedno z małżonków jest alkoholikiem, narkomanem, używa przemocy, czy też molestuje seksualnie swoich bliskich, notorycznie zdradza swojego małżonka i nie chce, nie potrafi tego zmienić. Wówczas należy podjąć decyzję o rozstaniu biorąc pod uwagę dobro swoje i dzieci. Jednak zawsze rozwód jest ciosem, chociaż może być uwolnieniem. Dlatego tak ważne są nasze decyzje w trakcie małżeństwa. Tak ważna jest pielęgnacja dobrych relacji w małżeństwie, bo małżeństwo to nie droga do rozstania, a droga do bycia razem przez resztę życia.

 Ostatnio tak często słyszy się o byciu nowoczesnym. Zawsze bycie nowoczesnym kojarzyło mi się ze znajomością rozwijającej się technologii, korzystania z wynalazków, ze świadomego odróżniania dobra od zła, z szacunku do innych i dbaniu o dobro tych, którzy sami nie potrafią, czy też nie mogą o nie zadbać z powodu swojej choroby, niepełnosprawności umysłowej czy fizycznej. Nowoczesność to dla mnie oznaczało udoskonalenie, czyli było zaprzeczeniem cofania się. A tymczasem?

Wg niektórych postępem ma być uznanie związków homoseksualnych za takie same związki jak małżeństwa heteroseksualne. Homoseksualizm istniał od wieków, podobnie zresztą jak i inne upodobania seksualne. W latach 70-tych został wykreślony jako jednostka chorobowa zaliczana do zaburzeń psychicznych i ja nie będę z tym polemizować, bo nie jest naukowcem. Jestem jednak chrześcijanką, a moja religia mówi w Księdze Kapłaństwa, że jeżeli mężczyzna obcuje z mężczyzną tak jak się obcuje z kobietą, to jest to obrzydliwość. Podobnie odnosi się do obcowania człowieka ze zwierzętami. Zatem dlaczego mnie Polkę narodowości polskiej, żyjącej w kraju od wieków chrześcijańskim, żyjącej w Europie, której symbolem jest także chrześcijaństwo stara się narzucić pogląd, iż homoseksualizm jest czymś właściwym, normalnym i tak samo może być traktowany jak związek kobiety z mężczyzną? Dlaczego mój brak akceptacji dla związków homoseksualnych oznacza dyskryminację, a niszczenie wartości, praw, zasad, nakazów mojej religii nie? Czyż moje przekonania religijne, moje zasady, wartości nie będą dyskryminowane w chwili uznania związków homoseksualnych za takie same związki jak heteroseksualne? Czyż rejestracja związku homoseksualnego, aby nadać mu takie same prawa jak mają pary heteroseksualne nie jest dyskryminującą moich wartości religijnych? Każdy obywatel tego kraju bez względu na płeć ma prawa i obowiązki. W to wchodzi między innymi możliwość udzielenia pełnomocnictwa, upoważnienia do pewnych lub wszystkich czynności przewidzianych prawem drugiemu człowiekowi, możliwość ustanowienia spadkobiercą dowolną osobę w dowolnym zakresie, prawo do pracy i wynagrodzenia, prawo do szacunku, mieszkania,  prawo do leczenia, czy nauki. Są to prawa, z których może korzystać każdy i z których korzystają także osoby heteroseksualne, a czasami nawet muszą z nich skorzystać nie mogąc samemu dokonać pewnych czynności. Zatem nie ma żadnej potrzeby, aby zmieniać zasady, wartości, normy. Bo niby dlaczego tylko związki tej grupy ludzi mają być traktowane tak samo jak związki heteroseksualne? Dlaczego nie pedofile, czy zoofile? Oni zapewne też mogliby uzasadnić swoją seksualność i wg ich norm będzie ona naturalna. Czy tylko dlatego, że nadal te rodzaje seksualności są wpisane jako zaburzenia psychiczne? Jak życie pokazało wszystko jak zostało wpisane, może zostać skreślone. Czy zatem uznanie związków homoseksualnych to postęp, czy też cofnięcie się? Jak daleko do tyłu? Kiedy związki homoseksualne chociaż tolerowane, były uznawane za naturalne, właściwe i traktowane były jak małżeństwo zawierane pomiędzy kobietą, a mężczyzną? Kto zatem i jaki ma interes w tym, aby od lat tak bardzo propagować i walczyć w sposób czasami żenujący (mam na myśli parady) o uznanie związków homoseksualnych za takie same związki jak heteroseksualne i nadanie im statusu małżeństwa, a czasami także praw do adopcji? Czy człowiek, który urodził się bez ręki, jest dokładnie we wszystkim taki sam jak człowiek, który urodził się z 2 rękami? Nie. Bo normą są 2 ręce u człowieka. I właśnie dlatego, że taka jest norma, rozwój technologii pozwala na powstawanie coraz nowocześniejszych protez i dlatego właśnie człowiek dąży do tego, aby mieć 2 ręce, nawet jak będzie to proteza, czy też przeszczep. Czy człowiek, który urodził się z 1 ręką nie zasługuje na szacunek, czy nie ma prawa do domu, edukacji, leczenia, pracy i wynagrodzenia, rozrywek, itp.? Ależ ma! Jest człowiekiem, który ma takie same prawa i obowiązki jak każdy inny obywatel RP, chociaż jest niepełnosprawny. Czy taki człowiek bywa dyskryminowany? Bywa. Tak samo jak osoba bezrobotna, która w obecnie panującym kulcie młodości, gdy ma skończone 40 lat to dla potencjalnego pracodawcy wydaje się mieć demencję starczą i ograniczone możliwości dalszego rozwoju i dlatego jest często odrzucana jej aplikacja we wczesnym stadium rekrutacji. Z dyskryminacją spotykamy się każdego dnia bez względu na płeć, pochodzenie, wiek, wyznanie, pociąg seksualny, ale walka z nią nie może oznaczać zmiany zasad moralnych, wartości ukształtowanych przez lata i norm. Można zatem mówić o dyskryminacji, jeżeli osoba homoseksualna nie zostanie z tego powodu przyjęta do pracy, pomimo spełniania wszelkich innych kryteriów, ale nie ma mowy o dyskryminacji, gdy nie chcemy zmienić norm. Bo gdy zaczniemy je zmieniać to zatrze się pewnego dnia granica pomiędzy tym, co jest z nimi zgodne, a co nie jest. Zaczniemy się cofać.

Nowoczesność jak napisałam wcześniej to dla mnie pojęcie łączące się z postępem. Ludzie kiedyś zabijali zwierzęta, aby mieć wyżywienie, a czasami dla obrony siebie, czy swoich domostw. Obecnie zabijają dla zabawy. Jedni robią to w sposób bardziej humanitarny, czyli polując, a drudzy wykazując się swoistym bestialstwem. Oczywiście ktoś powie, że kiedyś ludzie także polowali. Pewnie, że polowali, ale to co upolowali było też ich jedzeniem, którego nie mogli zastąpić produktem zakupionym w sklepie. Było znacznie więcej zwierząt niż obecnie i miały olbrzymie tereny, na których mogły żyć, zatem o ile nie były wygłodzone nie podchodziły pod domy. Dzisiaj coraz częściej słyszy się o dzikich zwierzętach wchodzących na tereny miast, a przecież jest tych zwierząt tak mało. Zatem dlaczego przychodzą do miast? Może dlatego, że nie mają się gdzie podziać? Może to te miasta odebrały im terytorium?

Człowiek to istota mięsożerna, więc logiczne jest iż żywi się mięsem, zatem niech ten człowiek skupi się nie na tym jak pastwić się nad bezbronnym psem, ale w jaki sposób zminimalizować strach, ból i okres oczekiwania na śmierć zwierząt hodowlanych, które będą stanowić pożywienie dla człowieka. Niech ten człowiek, biorąc do swojego domu psa, kota, czy inne zwierzątko ma świadomość, iż to istota żywa, odczuwająca radość, cierpienie, przywiązanie i, że nie jest zabawką, a człowiek ponosi za nie odpowiedzialność, bo to zwierzę jest od niego uzależnione. Niech człowiek zanim podejmie decyzję o wzięciu zwierzęcia do domu przeanalizuje za i przeciw, a nie kieruje się fanaberią swoją, czy dzieci. Niech i w tej dziedzinie życia nie będzie bardziej zacofany, niż ludzie poprzednich wieków.

 I tak można przeanalizować wiele dziedzin życia. Można zastanowić się, czy nasza ingerencja w Irku, czy Afganistanie to na pewno ma taką samą rangę jak obrona kraju przed najazdem, czy też jest po prostu tym samym, czym narzucenie swojej obecności drugiemu krajowi. Obecności czasami kończącej się zabijaniem niewinnych ludzi, gwałceniem i bestialstwem. Czy zatem ta prewencja to postęp, czy też manipulacja naszymi umysłami?

 We wszystkim trzeba mieć umiar. Być może obecna nowoczesność ma polegać jedynie na udoskonalaniu niektórych dziedzin i korzystaniu z tego, czego nie da się już udoskonalić. Może to co najpiękniejsze już stworzono, a naszym postępem będzie zachowanie tego od zagłady? Może obecnie postępem będzie tylko udoskonalanie nas samych, a nie niszczenie wartości, norm, zasad ukształtowanych przez wieki? Może postępem będzie znalezienie rozwiązania dla ludzi bezrobotnych w dobie techniki, która nie potrzebuje już tylu rąk do pracy? Może postępem będzie uczenie się na błędach, a nie ciągłe eksperymentowanie? Może właśnie na tym trzeba się skupić, zamiast na propagowaniu czegoś co zmierza do cofnięcia nas o wieki całe.

 

 

 

 

BeataP
O mnie BeataP

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości