Skoro dzisiaj przypada 25. rocznica wprowadzenia stanu wojennego, to może i ja coś na ten temat napiszę. Tego okresu praktycznie nie pamiętam, gdyż byłem jeszcze małym dzieckiem. Zatem zdecydowałem się, że warto na ten temat zdobyć elementarną wiedzę i to wiedzę w miarę poukładaną. I dobrze, że zdecydowano się o tym mówić w mediach. I warto uświadamiać ludziom, czym stan wojenny był.
Jednak mam trochę mieszane uczucia, gdy widzę relacje z inscenizacji niektórych wydarzeń z tego okresu. Niepokoi mnie robienie z pewnych przedmiotów czy osób gadżetów. Zaraz wyjaśnię, o co chodzi. Na ulicach pojawiały się oddziały ZOMO, koksowniki, etc. Może jest to jakaś metoda edukacji społeczeństwa, ale w moim przekonaniu może to skręcić w niebezpiecznym kierunku. Koksownik czy obraz ZOMO-wca może stać się czymś na zasadzie koszulki z Che Guevarą albo z inną "ikoną" socjalizmu. I boję się tego. Bo w jakimś sensie czuję, że ludzie będą chcieli oswoić potwora, któremu trzeba przecież ukręcić łeb i zabić. Nie czarujmy się. Odwlekanie w nieskończoność rozliczenia stanu wojennego nie wyjdzie nam na dobre. To domaga się rozliczenia. Nie z zemsty, ale z poczucia elementarnej sprawiedliwości. Bo to jest naprawdę nienormalne, że osoby odpowiedzialne za 13 XII 1981 roku żyją sobie jak pączek w maśle i nie odpowiadają za swoje czyny.



Komentarze
Pokaż komentarze