PAP donosi, co następuje:
Benedykt XVI jest skrajnie zdenerwowany tym, że nie poinformowano go o wszystkich okolicznościach sprawy arcybiskupa Stanisława Wielgusa - twierdzą bardzo dobrze poinformowane źródła watykańskie.
Według tych źródeł, przed papieżem zatajono ujawniane przez media zarzuty wobec arcybiskupa dotyczące jego współpracy ze służbami specjalnymi PRL; Benedykt XVI jako ostatni dowiedział się o całej sprawie.
Papież liczył na to, że polski Kościół zdoła sam rozwiązać kryzys wywołany doniesieniami na temat współpracy arcybiskupa Wielgusa ze służbą bezpieczeństwa. Kiedy oczekiwania te okazały się płonne, Ojciec Święty wziął sprawy w swoje ręce. Decyzję o zdymisjonowaniu arcybiskupa Stanisława Wielgusa podjął bowiem osobiście Benedykt XVI. Jak mówią te same źródła watykanskie, papieża szczególnie poirytował fakt, że metropolita warszawski, po tym, jak zaprzeczał doniesieniom o współpracy z komunistycznymi służbami, oświadczył, iż Benedykt XVI wiedział o tym od dawna.
Według nieoficjalnych informacji, nie można wykluczyć, że papież, który rzucił na szalę swój autorytet, broniąc arcybiskupa Wielgusa i obdarzając go pełnym zaufaniem (o czym zapewniono w komunikacie watykańskiego biura prasowego z 21 grudnia), zechce teraz wyciągnąć konsekwencje wobec osób, które dopuściły do tej sytuacji.
Nikt nie wskazuje na razie, kto osobiście ponosi odpowiedzialność za kryzys w polskim Kościele, w który zaangażowana została również Stolica Apostolska.
Nie powiodła się jednak próba przeniesienia do Watykanu podziałów, do jakich na tym tle doszło w polskim Kościele. Zdaniem obserwatorów, świadczy o tym komunikat rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej, który surowo ocenia proces lustracji duchownych w naszym kraju.
W niedzielę w warszawskiej katedrze miał odbyć się ingres abpa Wielgusa, jednak nie doszło do niego w związku z rezygnacją arcybiskupa z urzędu metropolity warszawskiego. Papież powierzył kard. Józefowi Glempowi administrowanie archidiecezją. (źródło: Onet)
Papież liczył na to, że polski Kościół zdoła sam rozwiązać kryzys wywołany doniesieniami na temat współpracy arcybiskupa Wielgusa ze służbą bezpieczeństwa. Kiedy oczekiwania te okazały się płonne, Ojciec Święty wziął sprawy w swoje ręce. Decyzję o zdymisjonowaniu arcybiskupa Stanisława Wielgusa podjął bowiem osobiście Benedykt XVI. Jak mówią te same źródła watykanskie, papieża szczególnie poirytował fakt, że metropolita warszawski, po tym, jak zaprzeczał doniesieniom o współpracy z komunistycznymi służbami, oświadczył, iż Benedykt XVI wiedział o tym od dawna.
Według nieoficjalnych informacji, nie można wykluczyć, że papież, który rzucił na szalę swój autorytet, broniąc arcybiskupa Wielgusa i obdarzając go pełnym zaufaniem (o czym zapewniono w komunikacie watykańskiego biura prasowego z 21 grudnia), zechce teraz wyciągnąć konsekwencje wobec osób, które dopuściły do tej sytuacji.
Nikt nie wskazuje na razie, kto osobiście ponosi odpowiedzialność za kryzys w polskim Kościele, w który zaangażowana została również Stolica Apostolska.
Nie powiodła się jednak próba przeniesienia do Watykanu podziałów, do jakich na tym tle doszło w polskim Kościele. Zdaniem obserwatorów, świadczy o tym komunikat rzecznika prasowego Stolicy Apostolskiej, który surowo ocenia proces lustracji duchownych w naszym kraju.
W niedzielę w warszawskiej katedrze miał odbyć się ingres abpa Wielgusa, jednak nie doszło do niego w związku z rezygnacją arcybiskupa z urzędu metropolity warszawskiego. Papież powierzył kard. Józefowi Glempowi administrowanie archidiecezją. (źródło: Onet)
Totalna żenada. Przykro mi to pisać, ale trzeba stwierdzić, że niektórzy hierarchowie dali kompletnie ciała. Nie mogę zrozumieć tej sytuacji. Jak można było tak zlekceważyć samego papieża? Nie ma przekleństwa, które mogłoby opisać taką głupotę i zdradę, jakiej dopuścili się ci, którzy nie poinformowali Benedykta XVI. Papież położył cały swój autorytet i zaufał, a w końcu ktoś mu wbił nóż w plecy. Robi się bardzo smutno...
Pozostaje nam tylko się modlić...
Edycja - godz. 12:50
A jednak papież nie do końca znał przeszłość arcybiskupa. Dowodzi tego następujący tekst:
Kard. Re: Watykan nie znał całej prawdy o przeszłości abp Wielgusa
KAI/PAP/J
Watykanista włoskiego dziennika Luigi Accattoli pisze, relacjonując swą rozmowę z kardynałem Re, że całą odpowiedzialnością za to co się stało obarcza on arcybiskupa Wielgusa. Jak podkreśla "dla Watykanu wina Wielgusa jest podwójna, oprócz tej pierwotnej - współpracy z tajnymi służbami reżimu, jest nią także to, że publicznie zaprzeczał on tej współpracy aż do zeszłego piątku i nie przekazał pełnej informacji Stolicy Apostolskiej w czasie procesu sprawdzania przed nominacją". Accattoli ujawnia, że arcybiskup Wielgus złożył dymisję w sobotę rano, a Benedykt XVI przyjął ją po południu tego dnia. Włoski watykanista podkreślił też, że decyzję o ustąpieniu metropolity warszawskiego podjął w zasadzie sam papież. "Formalnie to on złożył rezygnację, ale krok ten został mu wskazany przez Rzym".
Accattoli podkreślił też, że kiedy 21 grudnia w pamiętnym oświadczeniu zapewniono o pełnym poparciu Stolicy Apostolskiej i samego papieża dla nowego metropolity warszawskiego oraz o tym, że przy jego nominacji wzięto pod uwagę "wszystkie okoliczności jego życia", nie było to do końca prawdą. "W Kurii Rzymskiej mówią, że w tamtym momencie wiadomo było, że miał kontakty ze służbami, ale nie znano ich zasięgu" - dodaje Luigi Accattoli.
Watykanista "Corriere della Sera" komentuje niedzielne oświadczenie w sprawie abpa Wielgusa rzecznika prasowego Watykanu ks. Federico Lombardiego, w którym znalazła się surowa ocena procesu lustracji Kościoła. "Zdaje się, że rzecznik zdecydował się na tak ostre słowa na podstawie zastrzeżonych informacji, według których niebawem opuszczą archiwa następne zatrute teczki" - konkluduje Luigi Accattoli.
Na pierwszej stronie "Corriere della Sera" ukazał się również komentarz "Grzech pierworodny arcybiskupa warszawskiego" pióra publicysty Franco Venturiniego. Przypomina on postać księdza Jerzego Popiełuszki. "Heroizm nigdy nie jest obowiązkowy, ale pamięć o księdzu Popiełuszce lepiej niż jakakolwiek inna uwaga wyjaśnia, dlaczego Stanisław Wielgus spełnił swój obowiązek, rezygnując z urzędu arcybiskupa Warszawy" - czytamy w komentarzu.
Venturini zauważa, że nie ma dowodów na to, aby komukolwiek zaszkodziły donosy arcybiskupa, jednakże "popełnił on pierworodny grzech współpracy z tajną policją komunistyczną w zamian za zgodę na paszport". "To wystarczy" - konkluduje komentator największej włoskiej gazety. Za: Wiara.pl
KAI/PAP/J
Do 4 stycznia 2007 roku Watykan nie znał całej prawdy o przeszłości arcybiskupa Stanisława Wielgusa. Potwierdził to w rozmowie z dziennikiem "Corriere della Sera" kardynał Givanni Battista Re, prefekt watykańskiej Kongregacji Biskupów.
Potwierdzenie tych pogłosek przez kardynała Re ma ogromne znaczenie, gdyż to jego kongregacja wydaje opinię na temat kandydatów na biskupów przed przedstawieniem ich papieżowi do ostatecznej akceptacji.Watykanista włoskiego dziennika Luigi Accattoli pisze, relacjonując swą rozmowę z kardynałem Re, że całą odpowiedzialnością za to co się stało obarcza on arcybiskupa Wielgusa. Jak podkreśla "dla Watykanu wina Wielgusa jest podwójna, oprócz tej pierwotnej - współpracy z tajnymi służbami reżimu, jest nią także to, że publicznie zaprzeczał on tej współpracy aż do zeszłego piątku i nie przekazał pełnej informacji Stolicy Apostolskiej w czasie procesu sprawdzania przed nominacją". Accattoli ujawnia, że arcybiskup Wielgus złożył dymisję w sobotę rano, a Benedykt XVI przyjął ją po południu tego dnia. Włoski watykanista podkreślił też, że decyzję o ustąpieniu metropolity warszawskiego podjął w zasadzie sam papież. "Formalnie to on złożył rezygnację, ale krok ten został mu wskazany przez Rzym".
Accattoli podkreślił też, że kiedy 21 grudnia w pamiętnym oświadczeniu zapewniono o pełnym poparciu Stolicy Apostolskiej i samego papieża dla nowego metropolity warszawskiego oraz o tym, że przy jego nominacji wzięto pod uwagę "wszystkie okoliczności jego życia", nie było to do końca prawdą. "W Kurii Rzymskiej mówią, że w tamtym momencie wiadomo było, że miał kontakty ze służbami, ale nie znano ich zasięgu" - dodaje Luigi Accattoli.
Watykanista "Corriere della Sera" komentuje niedzielne oświadczenie w sprawie abpa Wielgusa rzecznika prasowego Watykanu ks. Federico Lombardiego, w którym znalazła się surowa ocena procesu lustracji Kościoła. "Zdaje się, że rzecznik zdecydował się na tak ostre słowa na podstawie zastrzeżonych informacji, według których niebawem opuszczą archiwa następne zatrute teczki" - konkluduje Luigi Accattoli.
Na pierwszej stronie "Corriere della Sera" ukazał się również komentarz "Grzech pierworodny arcybiskupa warszawskiego" pióra publicysty Franco Venturiniego. Przypomina on postać księdza Jerzego Popiełuszki. "Heroizm nigdy nie jest obowiązkowy, ale pamięć o księdzu Popiełuszce lepiej niż jakakolwiek inna uwaga wyjaśnia, dlaczego Stanisław Wielgus spełnił swój obowiązek, rezygnując z urzędu arcybiskupa Warszawy" - czytamy w komentarzu.
Venturini zauważa, że nie ma dowodów na to, aby komukolwiek zaszkodziły donosy arcybiskupa, jednakże "popełnił on pierworodny grzech współpracy z tajną policją komunistyczną w zamian za zgodę na paszport". "To wystarczy" - konkluduje komentator największej włoskiej gazety. Za: Wiara.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (2)